Jeżeli Netflix w opisie zaznacza że film jest nietypowy, to już wiele znaczy. Ale wiecie co? Seans z Julesem jest bardzo sympatyczny. Oczywiście zapomnijcie o tym że to film o przybyszu z obcej planety. Tak naprawdę jego przybycie jest jedynie pretekstem by opowiedzieć o samotności starszych ludzi, o tym jak bardzo potrzebują zainteresowania i uwagi. A jednocześnie ile w nich obaw o to, że stracą swoje dotychczasowe życie. To kurczowe trzymanie się miejsc, przedmiotów, przyzwyczajeń, lęk przed tym co nowe, niepewność, zagubienie – to wszystko przecież tak dobrze znamy.
Młodzi mają swoje życie, często by chcieli ułożyć też życie rodziców czy dziadków by im było lepiej, tyle że to jest ich punkt widzenia, raczej nie uwzględniający uczuć i tego co siedzi w głowie osób starszych.
I oto Netlflix wjeżdża z tak kameralną, sentymentalną produkcją, w której główne skrzypce gra trójka staruszków. No i Obcy.
Rany, to naprawdę jest nietypowe. Ale ma w sobie wiele uroku i ciepła.
Mitlon mieszka sam, syn wyjechał gdzieś do innego stanu i się nie kontaktuje, córka wpada żeby raz na jakiś czas pomóc mu w porządkowaniu jego spraw. Większość czasu spędza więc samotnie, ma swoje nawyki, których stara się trzymać, bo z niepokojem myśli o tym, iż mógłby stać się mniej samodzielny, że straci pamięć i świadomość. Na razie to dopiero pierwsze sygnały, ale już stara się zaprzeczać im z całych sił. Gdy w jego ogrodzie spada statek kosmiczny, mężczyzna najpierw z wielką ostrożnością, potem jednak z jakimś dużym spokojem zaczyna się opiekować przybyszem. Wreszcie będzie miał towarzystwo i nie będzie sam.
Początkową chęć podzielenia się tym iż miał kontakt z obcą cywilizacją, z głowy wybijają mu dwie przyjaciółki – przecież tyle już było filmów o tym jak to rząd i służby biorą w obroty każdego obcego, torturując i poddając różnym badaniom. To już lepiej nikomu nie mówić o ani dzięki temu mają kogoś kto słucha, kto wydaje się ich rozumieć, zawsze ma czas. I nie ocenia :)
Dziwny to film o obcej cywilizacji, w której jej przedstawiciel nie wypowiada ani jednego słowa, nie robi jakichś wyraźnych gestów. A mimo to znajduje się w centrum uwagi starszych państwa, staje się częścią ich życia, kimś komu mogą poświęcić swój czas, zaopiekować się. To trochę jak kiedyś w ET Spielberga. Kosmita nazwany przez nich Julesem otoczony jest ciepłem, akceptacją, choć czasem gesty czy słowa bohaterów, jakimi próbują mu tłumaczyć różne rzeczy mogą nas bawić i przesuwać akcenty w stronę komediową.
Dość krótkie i rzeczywiście nietypowe. Bez fajerwerków, wielkich emocji. Ale urokliwe.
Może przekonam Was tym do seansu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz