sobota, 24 stycznia 2026

Księżycowy pył - Arthur C. Clarke, czyli Ziemio, mamy problem

Arthur C. Clarke kojarzony jest głównie z Odyseją Kosmiczną, z ciekawością więc wypatrzyłem w serii Wehikuł czasu do Wydawnictwa Rebis jakąś inną jego książkę. Mam jednak wrażenie że to co mogło być dobrą rozrywką w latach 60, jeżeli nie ma trochę więcej "mięsa", jakiegoś ciekawego klimatu, dziś już nie będzie sprawiać takiej frajdy. Sposób prowadzenia akcji, dość pobieżnie naszkicowane postacie i czasem kompletnie nieadekwatne do realiów zachowania, mocno wpływa w tym przypadku na ocenę tej powieści. 
 
Potraktowałbym ją po prostu jako kolejną lekturę S-F, w której akcja jest na pierwszym miejscu, bo autor niewiele więcej ma do przekazania, brakuje mu nawet jakichś pomysłów na podkręcenie napięcia, wytworzenie jakiegoś klimatu. Ojej, grozi nam śmierć. O, jednak może jeszcze nie teraz. A jednak mamy tylko dwie godziny a nie dobę by nas uratowano... 

No nie wyszło to za specjalnie autorowi. Może i pomysł miał dobry - jakaś katastrofa i akcja ratunkowa, a sceneria księżyca wprowadza dodatkową magię i sprawia trudność, ale brakuje w tym czegoś co by budziło prawdziwe emocje. Już w Ramie udało się to dużo lepiej, ale tam więcej miejsca było na tło, na tajemnicę. 



Tu mamy jedynie piasek, który w dziwny sposób wciąga wycieczkowy statek z kilkunastoma pasażerami. Tylko dzięki dość ekscentrycznemu naukowcowi udało się ich odnaleźć i rozpocząć akcję wydobywczą, bo przez długi czas wydawało się że nie ma ani śladu, który by prowadził na ich ślad. 

Działania ekipy ratunkowej oraz dziennikarza, który potajemnie próbuje budować relację z miejsca wypadku, bez wiedzy i zgody władz dzieją się własnym tempem, a w środku... No cóż. To może być dość zabawne jak Clarke opisuje że załoga statku może nie tylko zapanować nad tym by nie wybuchła panika, ale i sprawić że pasażerowie zorganizują sobie gry towarzyskie, by nie nudziło im się oczekiwanie na pomoc. Nawet jak pojawia się jakaś nasza nadzieja na jakąś tajemnicę, na jakieś napięcie, dość szybko jest ono rozwiewane, a wszystko dalej toczy się w jak najbardziej przyjaznej i życzliwej atmosferze. 

 

Nie jest więc problemem nawet fakt iż totalnie Clarke przestrzelił z przypuszczeniem, że księżyc pokrywają ruchome piaski. Po prostu nie zadbał o odpowiednio zbudowane napięcie i klimat, wypuszczając powieść chyba zbyt szybko do druku i potem nie dbając by ją jakoś doszlifować. 

Czyta się lekko, nie ma zbyt wielu technikaliów które niektórych tak w literaturze fantastycznej męczą. 
Muszę jednak przyznać iż podobnie jak kilka innych tytułów, Księżycowy pył niestety trochę trąci myszką. Ale za to obiecuję sobie sięgnąć w tym roku ponownie po Odyseję (czytałem jeszcze przed założeniem bloga, podobnie jak wiele innych tytułów SF czy fantasy). Clarke'a bynajmniej nie skreślam, bo 3 tomy Ramy całkiem mi się podobały, a jeszcze przede mną domknięcie cyklu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz