Wszyscy wydają kryminały, bo podobno na tym się zarabia, a najlepiej jeszcze przekonać czytelników do zbierania spójnej koncepcyjnie serii wydawniczej. No to dziś dwie powieści od Wydawnictwa Znak ze znaczkiem Crime. Nie do końca jestem przekonany co do tego, że seria jest rozpoznawalna, ale będę na pewno z ciekawością obserwował. Co prawda liczyłem raczej na rodzimych pisarzy, a tu już pojawiają się również zagraniczne tytuły, jeżeli miałyby trzymać jakiś poziom, to czemu nie.
Najpierw jednak rodzimy debiut. Aleksandra Śmigielska wcześniej chyba pisała raczej krótką formę, zbierała jakieś nagrody na festiwalach kryminalnych, przyszła jednak pora również na powieść. Od razu uprzedzam, że bliższą raczej thrillerowi psychologicznemu niż kryminałowi. Choć po drodze pojawiają się trupy, nie jest najbardziej istotne to by wykryć sprawcę, a raczej rozwiązać pewną zagadkę i zyskać święty spokój. Bohaterce wydawało się, że przeszłość ma za sobą, że zbudowała sobie lepsze życie, tamto raczej wypierając i obudowując kłamstwami. Mąż, dzieci, wspaniały dom, praca, wszystko prawie idealne, więc co by się stało, gdyby ktoś zaczął wyciągać na jaw jakieś sprawy z przeszłości, np. to że to nieprawda że matka nie żyje od wielu lat albo że jest jakieś rodzeństwo, które chętnie mogłoby opowiedzieć o jakichś sprawach z przeszłości.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
środa, 28 lutego 2024
Czym jest prawda, czyli Oszustka i Dobra żona w środowym kąciku kryminalnym
wtorek, 27 lutego 2024
Neuroróżnorodni, czyli Cicha dziewczyna oraz Czasem myślę o umieraniu
Pakiet wtorkowy dla wytrawnych kinomaniaków tym razem z przewodnim motywem neuroróżnorodności. Jak łatwo przypinamy etykiety: on nie zachowuje się normalnie, ona jest jakaś dziwna. Dziś coraz większa co prawda w społeczeństwie wiedza na temat tego, że jest coś takiego jak autyzm, że są różne zaburzenia rozwojowe, że nie wszyscy muszą być neurotypowi, ale czy idzie za tym zrozumienie i akceptacja?
Czasem myślę o umieraniu to film przedziwny. To opowieść o pokonywaniu jakichś swoich fobii i lęków, ale bez początku i tak naprawdę bez końca. Nie znamy przeszłości bohaterki, nie wiemy czemu zachowuje się w tak dziwny sposób, jakby wciąż na uboczu, wycofana, żyjąca tak jakby nic jej nie cieszyło i nic nie potrzebowała. Nie wyraża żadnych emocji, nie angażuje się w relacje, w czasie prywatnym po prostu wegetuje, by przyjść do pracy i przeżyć kolejny dzień. Rutyna. Pustka. Nuda. Niby spełnia wszystkie swoje obowiązki, ale czy to wystarczy żeby być szczęśliwą. Wciąż powracają do niej myśli o tym jakby to było...
niedziela, 25 lutego 2024
Rodzina, czyli telenowela, która przełamuje schematy
Dziś kolejne wyjście teatralne, więc i notka niech będzie właśnie o teatrze. A najwyżej wieczorem dorzucę coś jeszcze jak będzie natchnienie. W planach na najbliższe dni: wreszcie o Barbie, Pięknych istotach, kącik filmowy dla wytrawnych kinomaniaków, dwupak kryminalny i pewnie dwie książki z serii z żurawiem. I może jeszcze SF dorzucę. Wciąż szkiców jest ok 20 do przodu więc jest o czym pisać.
Wizyta w TR poniekąd wpisuje się trochę we wczorajszą notkę i moje dywagacje na temat tego, że mamy jeszcze wiele do zrobienia by oswoić się z obecnością osób z różnymi ograniczeniami, by sprawić że będą czuły się przy nas w pełni wartościowe. Inny nie znaczy gorszy.
I tak do współpracy przy spektaklu "Rodzina" zaproszono grupę ludzi z niepełnosprawnością intelektualną, tworzących Teatr 21. Razem są na scenie i odgrywają przed nami scenki na temat rodziny, żeby jednak było ciekawiej, zamieniają się rolami, więc wybijają nas trochę ze strefy komfortu, przełamują schematy.
sobota, 24 lutego 2024
Skołowani, czyli co to znaczy kochać życie
Codzienny rytuał pisania czegoś na Notatnik czasem jest przyjemnością, a czasem muszę jakoś do niego ciut się przymusić - wtedy ten rytm jednej notki dziennie jest bardzo pomocny. Gdy nie ma chęci, to jedna rzecz mnie ratuje - wybieranie tego co może okazać się przyjemne w pisaniu. No to dziś zatem film.
Gdy patrzysz na plakat, myślisz sobie, rany kolejna komedia romantyczna, ile razy można te same schematy. A jednak tym razem, zapewniam Was, że wcale nie jest ani tak bardzo żenująco, ani nudno jak to czasem bywa. Choć scenariusz nie jest oryginalny, to w tym przypadku może i nawet okazało się to pomocne - najwyraźniej to w pisaniu albo nasi rodzimy twórcy nie są mocni albo producenci wybierają gnioty. Jest jeszcze możliwość, że to potem, na etapie produkcji wszystko staje na głowie, bo product placement, bo muszą być obrazki Warszawy z drona itp.
Wróćmy do Skołowanych - o ile Michał Czernecki już grywał podobne role, to mam wrażenie, że dzięki partnerującej mu Agnieszce Grochowskiej, wypada dużo ciekawiej, mniej sztywno. Co prawda to jej obecność sprawia, że jest tam więcej jakiejś magii, uśmiechu i ciepła, ale to też kwestia jego roli - z założenia ma być trochę zapatrzonym w siebie bucem.
piątek, 23 lutego 2024
Białość - Jon Fosse, czyli i blisko i daleko jednocześnie
Króciutkim. Bardzo specyficznym, bo ktoś mógłby powiedzieć, że w zapisywanie takiego strumienia myśli to można bawić się w liceum. Może pójdę. Albo nie pójdę. A co jeżeli pójdę. Ale może jednak spróbować. I tak przez kilkadziesiąt stron.
Gdy jednak pierwszą trudność jaka może wynikać z lektury przełamiemy, zaczynamy wczuwać się w zagubienie głównego bohatera, jego niepewność, lęk, a jednocześnie nadzieję, że ktoś lub coś pomoże mu w wydostaniu się z tej sytuacji.
Odczuwanie samotności, ciemności, pustki. Pewnie to stan, którego niejedno z nas doświadczało i to nie musi być sytuacja fizycznego osamotnienia, tak jak tu w ciemnym lesie, na odludzie, gdzie bohater nawet nie wie do końca jak się znalazł.
Live in Carthage - Myrath, czyli egzotycznie i jakże ciekawie
Nie jestem znawcą muzyki metalowej, najczęściej sięgam po łagodniejsze klimaty, ale jeden z postów w skrzynce pocztowej mnie zainteresował na tyle, że zacząłem sprawdzać i nie ukrywam, że wpadła mi ta muza w ucho. Tunezja, elementy folkowe ze świata arabskiego i ostre gitary? Przecież to brzmi zaskakująco, prawda?
W oczekiwaniu na ich najnowszą płytę, która zdaje się ma pojawić się 8 marca, sięgam po album poniekąd przekrojowy, oddający ich umiejętności i pomysły, czyli album koncertowy.
Rzymski amfiteatr, siedem tysięcy publiki, która zna zespół, bo przecież grają u siebie, więc atmosfera kapitalna. Możemy jedynie domyślać się, że metalowcom w Tunezji raczej łatwo nie jest, więc fajnie, że ktoś ich zauważył, dał szansę i w tej chwili mogą promować swoją muzykę na całym świecie.
czwartek, 22 lutego 2024
Listy z zaświatów, czyli grunt to zadać duchowi dobre pytanie
Dylemat: muzyka, teatr, film czy książka, rozstrzygam tym razem przewrotnie - na Notatniku kolejna gra. I nawet zastanawiam się czy nie stworzyć osobnej zakładki na górze, ale póki co wszystkie możecie znaleźć klikając po prostu na etykietę na dole.
Listy z zaświatów.
Tytuł intrygujący, prawda?
Mimo otoczki spirytystycznej, nie ma tu jednak żadnego okultyzmu i nic co by jakoś mogło czynić ten tytuł nieodpowiednim np. dla młodszych graczy. To zabawa w stylu odgadywania słów, naprowadzania podpowiedziami na rozwiązanie, czyli gra lokująca się gdzieś między Dixitem, Muzą, a Decrypto. W odróżnieniu od wielu gier kalamburowych nie ma jednak żadnych obrazków, a wszystko kręci się wokół słów.
środa, 21 lutego 2024
Czy w pociągu, czy w Puszczy, czyli Bilet dla zabójcy i Otulina
Niby bardziej pasowałby czwartek na kryminały, ale zróbmy nową tradycję że na Notatniku będzie to środa. Dziś dwa polskie tytuły.
Wojciecha Wójcika polubiłem już jakiś czas temu, choć z góry uprzedzam, że jego powieści niejednokrotnie mocno są rozrośnięte w objętości, co nie przekłada się tak w 100% na budowanie napięcia. Nie korzysta ze schematów jak inni autorzy - miejsca, czasu, czy bohaterów, by odcinać kupony od jakiegoś wcześniejszego swojego sukcesu, każdą historię budując jakby od nowa. To nie znaczy, że nie można dostrzec jakichś cech wspólnych w jego twórczości - mam wrażenie, że dużo tu obrazków rodzinnych, relacji, skrywanych tajemnic. Wydawałoby się w takim razie, że może zagadka będzie zbyt prosta, ale nic bardziej złudnego, czasem do ostatnich stron potrafi on wodzić nas za nos, wcześniej podrzucając co i rusz jakieś mylne tropy.
Tak też jest i tu. Zaczyna się niczym thriller, w którym będziemy ganiać seryjnego mordercę, jakiegoś psychopatę, rozwalającego ludziom głowy, ale im dłużej przyglądamy się żmudnemu śledztwu, tym bardziej widzimy, że te zabójstwa chyba nie były przypadkowe, że ktoś do nich dobrze się przygotował. Zabić w miejscu publicznym, a jednocześnie pozostać nieuchwytnym to przecież niełatwa sztuka.
wtorek, 20 lutego 2024
Kino dla koneserów, czyli Wielki wóz i Opadające liście
Zobaczymy czy uda mi się utrzymać w ryzach wciąż pojawiające się tematy notek, ale póki co umówmy się, że raz na jakiś czas we wtorki będę wrzucał notki filmowe o produkcjach mniej komercyjnych, raczej z kin studyjnych. Dziś dwie tego typu propozycje.
Na początek Wielki wóz. Dość kameralna historia rodzinna, ale na jej tle mamy ciekawie zarysowany kryzys wartości, odchodzący do przeszłości świat dawnych idei i pomysłów, zagubienie młodego pokolenia. No i miłość w różnych jej obliczach. Pewnie inny reżyser rozpisał by to na rozbudowane sceny, dialogi, dorobiłby jakieś bardziej dramatyczne akcenty i mielibyśmy sagę rodzinną, serial, który być może wywołałby u niektórych sporą dawkę wzruszeń. Phillip Garrel ma zupełnie inne podejście - wydaje się być obserwatorem zwyczajnych codziennych scen, nie łączy ich w jakąś całość, podgląda, ale to widz ma sobie wyciągać wnioski, jakoś próbować pozszywać różne wątki.
Jest ciekawie, intymnie, ale pewnie dla niektórych będzie to seans mało interesujący, zbyt mało się w nim dzieje. Czy tak faktycznie jest?
Przypadki warszawskiego amanta, czyli wyginam śmiało ciało
Maga: Kolejny spektakl, który mi nie przypadł do gustu. Chyba się
starzeję albo staję się bardziej wymagająca, ale ten monodram w niczym
mnie nie zaskakuje. Ot, sceniczna, współczesna „Ukryta prawda” czy
„Sekrety życia” z TV. Ani to zabawne ani odkrywcze.
Robert: To
jest problem tego tekstu, że tu treści jest naprawdę niewiele. Choć
twórcy na plakatach wskazują, że inspirowali się prozą Bukowskiego, to
jest to bardzo na wyrost. No chyba, że ktoś wyszedł z założenia, że
skoro bohater sztuki lubi kobiety, to już ma coś wspólnego ze słynnym
bitnikiem. O ile jest zarys historii, czyli opowieść mężczyzny, który
szuka swojego miejsca i szczęścia na różne sposoby, to treść raczej
rozczarowuje - to zbiór powielających jakieś stereotypy scenek, jakaś
piosenka, żarty nie najwyższych lotów i refleksje na temat życia, które
zgodzę się z Tobą, że odkrywcze nie są.
MaGa: Jakie czasy –
taki amant. Pogubiony w rzeczywistości, żyjący chwilą, skazany na ciągłe
oceny i ulegający presji, modzie… a tak naprawdę chcący jedynie kochać i
być kochany.
niedziela, 18 lutego 2024
Galaktyka - Wojtek Miłoszewski, czyli gdzie pojawi się ludzkość, tam niesie zniszczenie
Ponieważ w czytanych aż dwie książki S-F, to nie ma co odkładać pisania o innym tytule z tego gatunku, który trochę już czeka na swoją notkę. Powoli wracam do fantastyki i nie ukrywam, że to całkiem przyjemne doświadczenie, choć chyba też i moje oczekiwania przez wiele lat wzrosły i już nie łykam wszystkiego bez krytycznego spojrzenia.
Wojtka Miłoszewskiego znam ze świetnego kryminału oraz serii political-fiction, która była ciut słabsza. A jak sprawdza się w pisaniu o realiach bardziej futurystycznych?
Koncept całkiem ciekawy. Ludzie zniszczyli i zatruli ziemię, ruszyli więc do gwiazd, w poszukiwaniu innych planet nadających się do zamieszkania. Jednym z takich miejsc jest Tercja, która dość szybko została podbita, bo jej mieszkańcy byli całkowicie pozbawieni agresji. Stali się siłą roboczą, która ma pracować na rzecz dobra wspólnego, planetą rządzi Areopag, czyli grupa ludzi, którzy próbują rekultywować ziemię, czyniąc z niej raj dla wybranych. Raz na jakiś czas przeprowadza się na Tercji losowanie, w trakcie którego wybiera się szczęśliwca, który do tego raju może się przenieść. Zwykle wygranymi okazywali się potomkowie ziemian, ale w tym roku, po raz pierwszy będzie to Tercjanin.
Tyle że to wszystko pierwsza warstwa, jak się okazuje raczej bliższa propagandzie niż rzeczywistości. A jak wyglądają kolejne warstwy?
Argylle - Elly Conway, czyli służby na tropie skarbu i film w bonusie
Mamy do czynienia z niezłym szpiegowskim thrillerem, trochę w stylu Forsytha czy Folletta, może Ludluma. Czemu wspominam o tych klasykach, którzy pisali jeszcze wykorzystując zimnowojenne motywy? Ano wiemy dobrze, że w tego typu książkach czarny charakter, musi mieć ciekawe oblicze, a przecież konflikt służb amerykańskich i radzieckich (a teraz rosyjskich), jest dość prostym i chwytliwym pomysłem. Jak widać mimo zmieniającego się świata, rozgrywki między służbami specjalnymi w wyobraźni pisarzy, wciąż rozgrywają się na podobnych zasadach.
sobota, 17 lutego 2024
Napoleon, czyli najpierw Józefina, potem Francja
To film o wzdychaniu, o zazdrości i o próbach udowodnienia całemu światu że nie jest się słabym. Bonaparte w wydaniu Scotta jest zakompleksiony, dlatego tak łatwo porywa się na coraz trudniejsze kampanie, żeby udowodnić wszystkim że nie wolno go lekceważyć. Trudno jednak powiedzieć za co kochają go żołnierze. Za to, że potrafił walczyć w pierwszym szeregu razem z nimi? Ginęli, a mimo to szli za nim, za jego ambicjami. A on mając Francję na ustach, zachowywał się tak, jakby najważniejsze to zapewnienie swojej żonie i rodzinie wszelkich wygód i zachcianek.
Sceny batalistyczne całkiem fajne, ale jest ich niewiele i nie mają takiej dramaturgii, jakiej po tym twórcy można by się spodziewać.










