Allen Grinsberg. Mówi Wam to coś? Ja przyznam się, że wielkim znawcą poezji nie jestem, więc jego twórczości nie znałem. Z tym większą ciekawością obejrzałem film, który jest jednocześnie pewnego rodzaju połączeniem relacji z procesu jaki toczył się w roku 1957 przeciw wydawcy jego tomiku (zakaz rozpowszechnainia), odgrywanego wywiadu - spowiedzi poety oraz fragmentów, w których słyszymy kawałki jego twórczości. Połączenie trochę zaskakujące, wątki przeplatają się, ale jednocześnie też całość raczej się uzupełnia, a nie rwie na części. Chyba sam wywiad lub proces, szczególnie gdy nie znałem jego poezji - pewnie by nie zainteresował, a tak - wiemy o co idzie walka. To walka o wolność wypowiedzi i prawo do twórczości nawet jeżeli burzy ona np. pewne nasze normy dotyczące języka poezji czy szokuje wulgarnością w kwestiach obyczajowych...Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
środa, 14 września 2011
Skowyt, czyli poezja na ekranie
Allen Grinsberg. Mówi Wam to coś? Ja przyznam się, że wielkim znawcą poezji nie jestem, więc jego twórczości nie znałem. Z tym większą ciekawością obejrzałem film, który jest jednocześnie pewnego rodzaju połączeniem relacji z procesu jaki toczył się w roku 1957 przeciw wydawcy jego tomiku (zakaz rozpowszechnainia), odgrywanego wywiadu - spowiedzi poety oraz fragmentów, w których słyszymy kawałki jego twórczości. Połączenie trochę zaskakujące, wątki przeplatają się, ale jednocześnie też całość raczej się uzupełnia, a nie rwie na części. Chyba sam wywiad lub proces, szczególnie gdy nie znałem jego poezji - pewnie by nie zainteresował, a tak - wiemy o co idzie walka. To walka o wolność wypowiedzi i prawo do twórczości nawet jeżeli burzy ona np. pewne nasze normy dotyczące języka poezji czy szokuje wulgarnością w kwestiach obyczajowych...wtorek, 13 września 2011
Sposób na teściową, czyli notka złośliwa, nieobiektywna i w ogóle lepiej nie czytać
Czasem zastanawiam się czy w ogóle warto pisać o tego typu produkcjach - sztampowych, średnio zabawnych i nic nie wnoszących (co roku nowa jest ogłaszana najlepszą komedią sezonu albo jeszcze lepiej dekady). Ale coś mnie podkusiło by tym razem napisać choć wszystko pewnie można by zamknąć jedynie jednym zdaniem, opisem fabuły i spuścić kurtynę milczenia. To trochę jak ze seryjnie wypuszczanymi książkami o wampirach, wykorzystaniu sukcesu jednego produktu by sprzedać po nim na fali popularności setkę innych "czekoladopodobnych" (skandynawskie kryminały)... No dobra - to co przeważyło by jednak napisać?
Obsada.
niedziela, 11 września 2011
Stosik nr 3, czyli kiedy ja to przeczytam i kilka wspomnień muzycznych
Ale muszę się przyznać, że ostatnie zdobycze kuszą, by zapoczątkować własne prywatne wyzwania - wybrać kilku autorów (może na razie nie będę zdradzał których) i przeczytać wszystko co dostępne na naszym rynku. Ot tak - trochę z ciekawości, a trochę by złożyć w ten sposób pewien rodzaj hołdu pisarzom, którzy są tego warci.
sobota, 10 września 2011
Jedz, módl się i kochaj, czyli ładne obrazki, które podobno mają moc terapeutyczną
I jeszcze jedna notka fimowa. Do różnych dziwnych rzeczy, które zwykle wybieram do oglądania ja, moja druga połówka dorzuca często tytuły tzw. popularne, kobiece, komediowe, lekkie łatwe i przyjemne. A ja z ciekawości, bo do kina na tego typu repertuar chodzimy rzadko oglądam to z ciekawością. Tym razem "Jedz, módl się i kochaj" czyli pokłosie sukcesu książki (pewnie dużo lepszej niż film). Bo mimo kampanii reklamowej i zatrudnienia Julii Roberts ten film nie stanie się niczym więcej niż jest czyli zbiorem ładnych obrazków i komunałów, które udają mądrości życiowe. No i dość banalnym romansidłem.
W kosmosie nie ma uczuć, czyli świat jest zbyt skomplikowany
Jakieś choróbsko mnie dopadło, więc mam trochę czasu na różne zaległości filmowe ponagrywane z tv i czekające na swój czas. Na początek rzecz troszkę nietypowa - niby komedia romantyczna, ale poprzez ciekawe postacie nie ma mowy o jakiejś wtórności czy nudzie. 18-latek Simon cierpi na zespół Aspergera. Żeby móc funkcjonowac w codziennym życiu musi sztywno trzymać się swoich rutynowych zwyczajów - stałe pory posiłków, te same potrawy, ten sam zestaw ubrań... Przy jakichkolwiek zmianach reaguje agresją. Mało kto to rozumie, ale jego starszy brat Sam ma z nim dobry kontakt. Gdy Simon oznajmia, że musi zamieszkać z bratem i chce wyprowadzić się od rodziców, życie Sama, który właśnie wyremotnował sobie ze swoją dziewczyną mieszkanko, musi się zmienić radykalnie. Dostosowanie do rutynowych zwyczajów powoli niszczy ich związek. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem wciąż ma być tak samo. Kto by to wytrzymał?
czwartek, 8 września 2011
Władcy świata, czyli czy w polityce jest miejsce na przyjaźń
Ciekawy filmik choć na pewno jeżeli ktoś trochę interesował sie polityką to będzie musiał uzbroić się w cierpliwość i przymknąć oczy na pewne uproszczenia jakie fundują nam twórcy. Jeżeli podejdziemy do niego nie jak do biografii, która musi się trzymać prawdy w 100%, ale jak do pewnej wariacji na temat fragmentów biografii i związku pomiędzy dwoma politykami - to można oglądać spokojnie. Tytułowi władcy świata do dwaj przywódcy wielkich mocarstw politycznych czyli Stanów Zjednoczonych - Bill Clinton (Dennis Quaid) i Wielkiej Brytanii - Tony Blair (Michael Sheen). To opowieść o tym co ich łaczyło (a film sugeruje, że dużo więcej niż stosunki polityczne) skupiająca się prawie tylko i wyłącznie na ich relacjach, ich bliskich. No może oprócz tego otrzymujemy jeszcze trochę zakulisowych migawek na temat tworzenia wielkiej polityki. środa, 7 września 2011
Narzeczone z łapanki, czyli z punktu widzenia naszej kultury
W cyklu dokumentów na tvn24 kolejna rzecz produkacji BBC, która przyciągnęła moją uwagę. Oryginalny tytuł gdyby ktoś szukał to Stolen Brides i zdaje się, że jest do odnalezienia w całości w sieci. Dokument w zamyśle miał dotyczyć głównie pewnego zwyczaju, który panuje w Czeczenii - porywania kobiet by je potem poślubić. Ale ewidentnie dziennikarka i jej ekipa z góry postanowili opowiedzieć w tak krótkim dokumencie ile się da zakładając, że widz niewiele o Czeczenii wie. Mamy wiec tu wszystko - wspomnienia po wojnie i rany, które zostawiła (i fizyczne i psychiczne), odrobinę historii najnowszej, czyli opowiadanie o nowym prezydencie (sprzyjający Rosjanom) i jego polityce, o atmosferze panującej w kraju (ciągłe zagrożenie jak nie ze strony Rosjan to ze strony demonizowanych służb specjalnych) i wreszcie różne wydarzenia, zwyczaje i zarządzenia prawne, ktore miały potwierdzać tezę dziennikarki czyli to, iż to to dziki kraj, gdzie kobiety nie mają żadnych praw. Bo nawet prezydentowi mam wrażenie autorka tego dokumentu ma bardziej za złe nie to, iż dogaduje się z Rosjanami, ale to, iż wprowadza do kraju odgórnymi przepisami radykalną odmianę Islamu (pod pozorami dbania o tradycje i kulturę narodu).wtorek, 6 września 2011
I wszystko lśni, czyli siła afirmacji
Kolejna notka skracana - zmusza mnie do tego i brak internetu w domu i czas, którego ostatniuo jakoś zaczyna brakować. Na szczęście rzeczy do opisywania nazbierało się tyle, że spokojnie można tylko uporzadkować myśli i notka gotowa. Tym razem filmik, w którym trochę urzekł mnie niebanalny pomysł i dość sympatyczni bohaterowie. Dramat to tylko czy już komedia? Bohaterkami filmu są dwie siostry, które w dzieciństwie straciły matkę. Obie kobiety w swoim życiu dorosłym też nie bardzo potrafią sie odnaleźć. Starsza Rose (Amy Adams) sama wychowuje synka, łapie się różnych zajęć i ma cholerne kompleksy wobec swoich koleżanek ze szkoły, które porobiły kariery. Na dodatek władowała sie w romans z żonatym facetem, policjantem, który niby jej pomaga, ale na poważny zwiazek nie ma wcale ochoty. Patrzy w lustro i wciąż powtarza sobie, że jest siłna i że da radę... Młodsza Norah (Emily Blunt) jest raczej niespokojnym duchem, nie potrafi utrzymać się w żadnej pracy na dłużej, jest bardzo wrażliwa, ale przyjęła pozę buntowniczki i wybiera życie bez specjalnej odpowiedzialności.
poniedziałek, 5 września 2011
Dzieci z Timpelbach, czyli kino familijne
W ramach wytchnienia, bo ostatnio mam wrażenie, że piszę coraz wiecej przegadując notki - dziś będzie krótko. A w weekend często jest więcej czasu by oglądać coś z dzieciakami... A więc może coś z kina familijnego? Dzieci z Timbelpach to opowiastka w stylu "Władcy much", czyli co by było gdyby dzieci rządziły się same - tyle, że podane to w bajkowym i bardzo łagodnym sosie. Mała, europejska wioska w górach (pasują mi Alpy, w każdym razie widoczki stylizowane w tę stronę) wydawałaby się normalna, gdyby nie... A może w obecnych czasach już jest normalna bo wszędzie znamy te same historie - dzieci są nieposłuszne, robią co chcą, nie słuchają się, robią psikusy, uczyć się nie chcą... No po prostu same problemy. Dorośli doprowadzeni do krańca wytrzymałości postanawiają opuścić wioskę. I oto nadchodzi dzień gdy dzieci budzą się i ze zdumieniem orientują sie, że zostały same.Dorośli oczywiście planowali, że ta "nauczka" będzie trwała tylko jeden dzień, ale los sprawił, że potrwało to trochę dłużej. A w wiosce dzieciaki na własnej skórze najpierw będą chciały zakosztować "radości dorosłego życia" tak jak je pojmują czyli zabawy i beztroski, a potem będą uczyć się odpowiedzialności za siebie i innych. Na własnych błędach oczywiście.niedziela, 4 września 2011
Misja Wallenberga - Alex Kershaw, czyli mówią ci, których uratował
Nie tak dawno zostałem obdarowany książka o polowaniu na Eichmanna (muszę wreszcie przeczytać bo podobno nieźle napisane), a tu wpada mi w ręce kolejna ciekawa pozycja, w której ten jeden z największych zbrodniarzy, odpowiedzialny za masową likwidację Żydów jest jednym z głównych bohaterów. Jego nazwisko jest znane. Ale kto znał wcześniej nazwisko tytułowe i wiedział kim był Wallenberg i czego dokonał? Raoul Wallenberg - szwedzkidyplomata, który otrzymał misję by zorganizować w Budapeszcie akcję ratowania Żydów od wywózki do obozów koncentracyjnych jest tu głównym bohaterem. Choć właściwie powinienem napisać głównym bohaterem jest jego dzieło, albowiem książka w dużej mierze oparta jest o zeznania i wspomnienia osób, które przeżyły te wydarzenia, współpracowały z Wallenbergiem, lub był przez niego uratowane. Ta książka jest pewnego rodzaju świadectwem i hołdem. W takich to kolicznościach przychodzi działać Wallenbergowi. Możemy się jedynie domyślać jego pobudek z jakimi przybywa do Budapesztu. Zadanie od Komisji do Spraw Uchodźców Wojennych jest następujące - dostaje pieniądze na ratowanie najbardziej prominentnych i znaczących postaci żydowskiego pochodzenia. Gdy po przybyciu zorientował się w skali tego co się dzieje i skali zagrożenia, wbrew woli swoich przełożonych zaczął organizować pomoc na dużo wiekszą skalę.sobota, 3 września 2011
Krew królów - Jorgen Thorwald, czyli rzecz o hemofilii
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Thorwalda i po tym co o jego książkach słyszałem i po przeczytaniu "Krwi królów" aż ciekaw jestem pozostałych pozycji wydawanych przez ZNAK. I czemu odkrywa się go u nas dopiero teraz skoro jego ksiązki pochodzą sprzed ponad 40 lat, a były wydawane w Polsce już chyba w latach 80-tych? Ale trzeba przyznać, że facet pisze świetnie i miał bardzo dobry pomysł na to by przykuć uwagę do swoich powieści. A kluczem jest pomysł - znaleźć ciekawy temat (a takich przecież w historii mnóstwo), przegrzebać archiwa i potem dokonać pewnej fabularyzacji uzyskanych danych. I oto uzyskujemy fascynująca lekturę. Tym razem na podstawie 3 życiorysów z różnych dynastii królewskich otrzymujemy rozprawę o hemofilii.piątek, 2 września 2011
Hamlet 2, czyli parodia tragedii
Dziś sporo dłubania i porządkowania na blogu, wreszcie udało się nadrobić zaległości i uporządkować spisy - 8 miesięcy bloga i trochę tego się zebrało:
161 filmów, 39 książek, 34 płytki...
A dziś więc tylko bardzo króciutko o filmie, który mnie trochę zaskoczył - Hamlet 2 czyli opowieść o niespełnionym aktorze Danie Marschzu (Steve Coogan), który wylądował w jednej ze szkół średnich aby prowadzić tam warsztaty aktorskie. Możemy się domyślać - kasy z tego nie ma, na dodatek kolejne jego szkolne przedstawienia maja fatalne recenzje, dyrektor szkoły chce zlikwidować jego przedmiot, z żoną Dan się coraz mniej dogaduje, czego by się nie dotknął wychodzi mu nie tak... Dramat czy komedia?
czwartek, 1 września 2011
Kobieta na motocyklu - Anna Jackowska, czyli o pozytywnym szaleństwie
Kobieta, która samotnie wyprawia się na motocyklu w wielodniową podróż do Syrii i Jordanii? Brzmi lekko szalenie i chyba rozumiem tych wszystkich, którzy jej to odradzali i dawali jej różne przestrogi. Na dodatek założenie było, aby na tę podróż nie wydać wszystkich swoich oszczędności, autorka nocuje więc po różnych tańszych hostelach, plącze się po dziwnych dzielnicach z daleka omijając miejsca dla turystów i bogaczy. Ale za to przeżyć, kontaktów z ludźmi i obcowania z realnym życiem ma co niemiara :) Normalnie pozazdrościć tego pozytywnego szaleństwa. Rzucić niezłą pracę w korporacji, realizować swoje marzenia wymagało na pewno trochę odwagi. A tu okazuje się, że opisując to można jeszcze zarobić na kolejne wyprawy
Subskrybuj:
Posty (Atom)


