Czytając taką książkę jak "Dzisiaj narysujemy śmierć" nabieram przekonania, że
właściwie szkoda czasu na beletrystykę. Równie ciekawe historie pisze życie,
bywają one zachwycające, niesamowite, wesołe, bądź jak w przypadku tego
reportażu przerażające. I o ile w przypadku historii, która powstała w głowie
pisarza można by sobie odpuścić czytanie o okrucieństwie, zbrodni, nienawiści,
to w przypadku historii opisującej fakty mam poczucie, że mam obowiązek je
poznać.
Książka Tochmana jest reporterską opowieścią o wojnie domowej w Rwandzie, o
wojnie między plemionami Tutsi i Hutu. Moim zdaniem bardzo cenne w tej książce
jest to, że autor stawia mnóstwo pytań, ale nie daje odpowiedzi, co zmusza do
refleksji, przemyśleń. Autor stara się także nie
obwiniać nikogo. Do tej pory czytając jakieś relacje, oglądając film pt. „Hotel Ruanda”
dotyczące tej okrutnej historii za sugestią autorów nabierałam przekonania, że
ofiarami byli ludzie z plemienia Tutsi, a sprawcami z plemienia Hutu.






