niedziela, 11 czerwca 2023

Tori i Lokita, mam imię, twarz i swoją historię

Wczorajszy post o spektaklu był związany z tym, że weekend znowu teatralny, tematów do opisania więc przybywa. Na jutro odkładam pisanie o niesamowitej kawiarni w Tokio, a dziś film. Nagroda specjalna w Cannes, słynny duet reżyserski, czyli bracia Dardenne i wytrawni kinomaniacy już wiedzą, że tego nie mogą przegapić.
Jeżeli porusza Was los imigrantów, którzy wciąż przez niektórych są traktowani jako zagrożenie, jako bezimienna masa, jako odhumanizowane, które mają się trzymać z daleka od naszego dobrobytu i ciepełka, również nie powinniście przegapić tej historii.
Tori i Lokita to opowieść o determinacji i nadziei, w której zostajesz pozostawiony trochę samemu sobie, bo nikt się tobą nie interesuje. O tym czy przyznany zostanie ci status uchodźcy decyduje bezlitosny urzędnik, a ewentualne zagrożenie twojego życia zmierzą tabele i wzory. Przybyłeś tu jedynie celem polepszenia warunków materialnych rodziny? Nie masz tu czego szukać. I tak mały Tori może cieszyć się miejscem w specjalnym ośrodku, szkołą, legalnymi papierami, a starsza od niego Lokita, która się nim opiekuje, wciąż musi kombinować i chwytać się wszystkich możliwości zarobienia. Stoi pod ścianą, bo nie dość, że musi się jakoś utrzymać, pieniędzy oczekuje rodzina, żądają ich ludzie, którzy pomogli jej przedostać się do Europy, a na każdym kroku wciąż jest wykorzystywana, bo ludzie wiedzą, że mogą ją zgłosić jako łamiącą prawo pobytu i pracy. 

sobota, 10 czerwca 2023

Prawda, czyli kiedy bardziej boli

Pomysł na sukces w nowej rzeczywistości, gdy teatrom coraz trudniej wiązać koniec z końcem? Po pierwsze repertuar - musi być coś lekkiego, bo tego widzowie podobno szukają, a przy najmniej najbardziej tłumnie zjawiają się właśnie na te spektakle. Po drugie - ruszyć do widza, ruszyć w Polskę, do domów kultury, do hal widowiskowych i kin, bo tam przedstawienie wciąż jest wydarzeniem, w dużych miastach staje się rozrywką dla nielicznych (za dużo innych pokus). No i po trzecie - do obsady najlepiej znane z ekranów telewizorów nazwiska, bo bez tego ani rusz. Wszystkie te trzy pomysły wykorzystuje produkcja Adria Art, w reżyserii Wojciecha Malajkata, którą miałem okazję zobaczyć w warszawskim Garnizonie Sztuki. Po razu drugi sięga on po tekst francuskiego dramaturga Floriana Zellera, bo dekadę wstecz przygotowywał ten spektakl w Sosnowcu. Czy tym razem odkrył w nim coś innego?
Mam wrażenie, że jeżeli była tu jakaś głębia, materiał do refleksji, trochę on umknął i w rezultacie otrzymujemy leciutką komedię o niewierności i oszustwie.

piątek, 9 czerwca 2023

Opowiadania i wiersz - Zdeňek Svěrák, czyli humor jako lekarstwo na...

Dzień taki, że mimo iż nie miałem już takiego zamiaru, siadam ponownie do Notatnika. I chyba mogę dołożyć kolejną wersję odpowiedzi na pytanie: co mi daje to pisanie. Pomaga. Czasem zwyczajnie podzielić się czymś z innymi, co gdzieś w serduchu zadrgało, a innym razem po prostu to sposób na uspokojenie skołatanej głowy. Gdy czarne myśli się kłębią, ten "obowiązek" prowadzenia Notatnika, daje mi stabilny grunt, jest czymś stałym... I nawet jeżeli i o nim zdarza się pomyśleć: to nie ma sensu, jednak dorzucam kolejną notkę, odhaczam kolejny dzień w Notatniku.
Ech, jakoś dziwnie się zrobiło. Ale może i nie od rzeczy, bo na dziś nowa książka od kochanego przeze mnie Wydawnictwa Afera. Po opowiadaniach Petr Šabacha czy świetnego Jana Balabána pora na kolejne nazwisko. Zdeňek Svěrák pewnie bardziej kojarzony jest przez kinomaniaków, bo to nie tylko aktor, ale i scenarzysta wielu świetnych filmów (w tym kultowych Butelek zwrotnych wyreżyserowanych przez jego syna).

Komik i pisarz? W dodatku nie tyle pajac, ale raczej filozof, czyniący z humoru swoją broń przed absurdami rzeczywistości. Jakże to czeskie połączenie. I kto sięgnie po ten zbiór opowiadań pewnie odnajdzie tu ten specyficzny humor dla naszych południowych sąsiadów, przesiąknięty jakąś dziwną nostalgią, chwilami może i absurdem, ale i jakże życiową mądrością. 

Dom z papieru - Carlos Maria Dominguez, czyli jesteś czytelnikiem czy kolekcjonerem?

Cieniutka książeczka, która pewnie tych, którzy lubują się w smakowaniu zdań, zachwyci, a tych co raczej szukają spójnej fabuły, klucza, odpowiedzi, a nie tylko klimatu, raczej rozczaruje. I chyba niestety tym razem będę wśród tych drugich.
O miłości do książek, o pasji kolekcjonowania napisano już trochę i mam wrażenie, że zdarzało się to uchwycić lepiej, bardziej intrygująco. Tu jest ledwie namiastka tej magii, którą kocha każdy bibliofil. Jasne - pewnie będziecie się uśmiechać przy dyskusjach jak powinny być katalogowane zbiory, którzy autorzy nie lubią obok siebie stać albo przy polowaniach na wydanie, którego nikt inny nie ma. Tu nie liczy się ładny wygląd, sztywna okładka, ale na wagę złota może okazać się dopisek autora na marginesie, czy fakt że to pierwsze, unikatowe wydanie, które być może wtedy mało kogo zainteresowało.
Ale czy wciągnie Was ta historia?

czwartek, 8 czerwca 2023

Świnia, czyli rozstrzygnijmy o winie i karze

MaGa: Bardzo dobry spektakl, aż boję się zdradzić o co chodzi, bo warto by każdy zobaczył i ocenił we własnym sumieniu kto jest tą tytułową świnią.

Robert: Powiedzmy że mamy do czynienia z mieszanką dramatu i thrillera psychologicznego, bohaterowie prowadzą pewnego rodzaju grę, ale to czy uda im się uzyskać to czego pragną, będzie zależało od tego jak dużą będą potrafili zapłacić cenę za to zwycięstwo.

MaGa: Przychodzi piękna kobieta do uwodzicielskiego mężczyzny. Kiedyś się znali. Teraz ona musi się z nim dogadać co do wyroku kobiety oskarżonej o zabójstwo 8 mężczyzn. Ona jest prokuratorką a on sędzią. Mają rozbieżne zdania a od tego wyroku zależy wiele.

środa, 7 czerwca 2023

Opera na trzy śmierci - Sylwia Stano, czyli arie w Puszczy Białowieskiej

Piękna okładka, ciekawy pomysł, zawartość jednak mnie trochę rozczarowała. Zaciekawia tło, na jakim zbudowana jest fabuła - powojenna Warszawa, bieda, brak mieszkań, a mimo to ściągają tu ludzie i próbują budować nowe życie. Ba, nawet władze starają się stworzyć namiastkę dawnych instytucji, również tych kulturalnych. W końcu artyści mogą nieść pociechę i wytchnienie nie tylko ludowi pracującemu stolicy, ale i jeździć w Polskę, do miejsc gdzie dawniej kultura wyższa nie dojeżdżała. Tym, że na wsiach z repertuarem operowym to chyba nie do końca trafny pomysł, nikt się nie przejmuje, bo każdy taki występ i tak potem kończy się jakąś potańcówką, więc ludzie przyjdą na pewno. Tak, zdecydowanie te opisy warunków w jakich podróżowało się na takie "tournée", noclegów w wozach cygańskich, reakcje ludzi, emocje jakie przeżywało się przed koncertami, to warstwa która jest w "Operze na trzy śmierci" dla mnie najlepsza.
Autorka oparła się w niej na wspomnieniach swojej babki Niny Stano i aż żal, że nie udało się jakoś lepiej tego materiału wykorzystać.
W tym co ma ciągnąć fabułę, czyli dziwnych rozgrywkach personalnych i ambicjonalnych pomiędzy śpiewaczkami, ich opiekunkami oraz dziwne przypadki śmierci (tak, tak, mamy wątek kryminalny), jakoś jednak nie potrafiłem się odnaleźć.

wtorek, 6 czerwca 2023

Polacy na emigracji - Agnieszka Kołodziejska, czyli dlaczego i po co wyjeżdżamy

Kojarzycie program "Polacy za granicą"? To pewnie kojarzycie też jego prowadzącą, czyli Agnieszka Kołodziejska. Jeździ w różne miejsca świata, na zaproszenie rodaków tam mieszkających, by mogli trochę opowiedzieć jak się tam żyje. I trochę taki pomysł powiela jej książka, tyle że mniej tu wywiadów, oczywiście nie ma tych pięknych krajobrazów i ciekawych miejscówek, a więcej jej komentarza, który trochę te historie porządkuje. I niby nic super odkrywczego nie ma w stwierdzeniu: teraz nie jeździ się raczej na zarobek, po to by wrócić, młodzi przenoszą się najczęściej szukając po prostu dla siebie lepszych szans na życie, żegnając się z ojczyzną. Oczywiście nie wszyscy, bo i nie każdemu udaje się tak, żeby nie pomyślał że jednak może przy wsparciu rodziny i przyjaciół byłoby łatwiej. Różnorodność nie jest tu wadą, ale raczej zaletą, bo mamy pełen przekrój spojrzeń na np. na to czy za granicą jest bezpiecznie albo czy rodacy się wspierają na emigracji. Autorka postawiła kilka ważnych kwestii i według nich uporządkowała rozmowy ze swoimi bohaterami.

Londyńskie zasady - Mick Herron, czyli ktoś szykuje zamach

Kolejne spotkanie z Kulawymi końmi - poznaliście już ten cykl powieści lub może serial z Gary Oldmanem? Zdecydowanie warto! Szczególnie jeżeli lubicie powieści szpiegowsko-sensacyjne. Ale nie takie klasyczne, bo Herron stworzył dość niepowtarzalną historię. Wszystko tu niby jest dość serio, odtworzone są realia pracy służb specjalnych, atmosfera nacisków politycznych, manipulowanie opinią publiczną, gra teczkami. Tyle, że do tego w tej serii dochodzi jeszcze spora dawka czarnego humoru. Wszystko przez to, że w centrum fabuły jest grupa ludzi, którym delikatnie powiedzmy, średnio się wiedzie w życiu zawodowym (w prywatnym zresztą też). Odsunięto ich od służby, ale ze względu na tajemnice z którymi mieli do czynienia, wciąż przełożeni chcą mieć ich na oku - wysłano więc do Slough House. To dziwne miejsce, w którym wykonujesz żmudną i raczej nikomu nie potrzebną robotę, wciąż bardziej zdołowany, bo wiesz, że do tego co kochasz raczej nie masz powrotu. Marzysz o ratowaniu kraju, łapaniu wroga, zapobieganiu zamachom, a musisz przewracać papiery i pisać raporty, których nikt nie przeczyta. Żeby jeszcze panowała tu atmosfera pełna wsparcia, ale mało kto tu się lubi, a szef wręcz się nad nimi znęca psychicznie. I tu poznajemy jeden z mocniejszych punktów serii - twórca tego miejsca i jego opiekun, wcale nie przejmuje się tym co myślą o nim inni - człowieka tak bezpośredniego, chamskiego, niechlujnego, złośliwego, trudno by było znaleźć. Lamb jednak jedynie sprawia wrażenie nieczułego abnegata, który w ma wszystko w nosie - mimo wszystko dba o swoich ludzi i gdy coś im zagraża, nie pozostaje obojętny...

niedziela, 4 czerwca 2023

Sundown, czyli powiedz mi dlaczego

Meksykański kurort Acapulco, raj dla turystów, tym razem trochę od innej strony. Co prawda zaczyna się typowo - w świetnym hotelu, w luksusie, potem jednak rodzina dostaje telefon o śmierci kogoś bliskiego i szybko zbiera się na lotnisko. Tu jednak Neil (świetny Tim Roth) informuje siostrę i jej dzieciaki, że musi wrócić po paszport i doleci do nich jak szybko to będzie możliwe. Wychodzi, ale jedzie zupełnie gdzie indziej, do obskurnego hoteliku, nie odbiera telefonów, snuje się po mieście, przesiaduje na plaży. Daleko mu już do niedawnej elegancji, wydaje się jednak że jest mu wszystko jedno, nie ważny już jest luksus, wystarczy mu przesiadywanie na plaży i piwo. Snuje się jakby bez celu, sporadycznie wchodząc w kontakty z miejscowymi, choć pewnie człowiek o jego statusie dawniej raczej by tego unikał. Neil bowiem jest bogaty. I to cholernie bogaty. Właśnie wraz z siostrą odziedziczyli imperium mięsne i do końca życia mógłby sobie mieszkać nie w tej nędznej klitce jaką wybrał, ale w najlepszych hotelach. Tymczasem on nie chce tego majątku i nawet gdy odnajduje go siostra i prawnicy, robi wszystko by dali mu spokój, żeby zostawili go tu gdzie jest.

Mój mąż Żyd. Historie Polek w Izraelu - Sylwia Borowska, czyli i słodko i cierpko

Kto lepiej opowie o różnicach kulturowych, mentalnych, o wadach i zaletach życia w innym kraju, jak ktoś kto doświadcza tego na co dzień? Nie tylko jako ekspat czy emigrant, w warstwie zewnętrznych kontaktów z innymi ludźmi, ale w każdej chwili swojego życia, czyli dokonując wyboru by również życie rodzinne było strefą gdzie te różnice są obecne. Sylwia Borkowska w swojej książce przytacza nam historie Polek (ale i jednego Polaka), które miłość zaprowadziła do Izraela. Co ciekawe, jest to pełen przekrój przez różne doświadczenia, bo świadomie autorka dobrała te historie tak, by bohaterki (i bohater) były w różnym wieku, miały odmienny staż małżeński, ale i długość pobytu w tym kraju. Dzięki temu możemy wyłapać nie tylko to co być może jest aktualne teraz, ale i te zmiany, które przecież zachodzą również w samym Izraelu. Te doświadczenia są istotne również ze względu na postrzeganie wielu spraw: bezpieczeństwa, obowiązkowej służby wojskowej (gdy muszą iść do niej dzieci), zwyczajów, czy nawet patrzenia na historię. Różne fale emigracji zmieniały również rzeczywistość zastawaną przez tych, którzy przybywali po nich. Dziś mimo całej egzotyki i naszych skojarzeń z Izraelem, większość mieszkańców wcale nie jest jakoś mocno zaangażowana w praktyki religijne, a wielu z nich jest ateistami. Czemu więc postanowili tam zostać, mimo tego, że wiele sfer życia jednak wciąż mocno jest powiązana z konserwatywnymi rozwiązaniami rodem z nakazów religijnych?

piątek, 2 czerwca 2023

Życie pani Pomsel, czyli czy usprawiedliwisz ofiarę propagandy?

MaGa: Pierwsze co nasunęło mi się na myśl po obejrzeniu tego monodramu to nie historia życia pani Pomsel, ale sposób w jaki Anna Seniuk przedstawiła jej postać. To ty widzu, masz przemyśleć co w tej historii jest prawdą (a właściwie prawdą pani Pomsel), co mogło być prawdą, a o czym lepiej milczeć chowając się za niepamięcią. To spektakl, który stawia pytania, jednak żadna odpowiedź nie jest pewna do końca.

Robert: Debiut wspaniałej aktorki w monodramie i kapitalna, nieoczywista rola. Bohaterka ma życie za sobą, patrzy wstecz i opowiada bez skrępowania o swoim życiu, z naciskiem na wspaniałe jej lata młodości, które przypadły na czas dojścia nazistów do władzy oraz drugą wojnę światową.

Maga: Pani Pomsel była świetną stenotypistką. Ta umiejętność doprowadziła ją do pracy u ministra propagandy i oświecenia publicznego III Rzeszy Josepha Goebbelsa, gdzie pracowała do końca wojny. Po wojnie za to zapłaciła, w jej mniemaniu, wysoką cenę. Działała na rzecz państwa hitlerowskiego, ale czy wiedziała co się dzieje w obozach koncentracyjnych?

czwartek, 1 czerwca 2023

Butelka taty - Artur Gębka, Agata Dudek, czyli jak to widzi dziecko

I jeszcze w ramach dnia dziecka. Przecież nie wszystkie dzieci mają w domach wesoło. A jak zrozumieć to co dzieje się trudnego, gdy inni dorośli nie potrafią za bardzo o tym rozmawiać, wytłumaczyć, dać wsparcia? Ta książeczka może być pomocna w takich sytuacjach. Opowiada ona trochę w formie baśni, o rzeczach jak najbardziej przyziemnych, czyli o sytuacji uzależnienia od alkoholu. Powiecie - były już filmy, książki, wszystko już powiedziano na ten temat. Ale czy zastanawialiście się nad tym jak to widzi dziecko? Czemu nagle rodzina schodzi na drugi plan, skąd ta złość, drażliwość, skąd awantury, czemu nie może być jak dawniej? Czemu tata obiecuje i nie dotrzymuje słowa, czemu mama wciąż jest smutna i nie ma dla niego już tyle czasu? No i czy może być jak dawniej?
Prawda że niełatwo jest opowiedzieć o tym wszystkim tak, by dziecko mogło zrozumieć? I choć zwykle wzdrygam się na myśl o stereotypowym zamykaniu w butelce, kajdanach itp., ta symbolika w tym przypadku mnie przekonuje. Pojawiła się zupełnie dla rodziny niezauważalnie, ale potem nagle jej znaczenie zaczyna z każdym dniem rosnąć, aż w pewnym momencie to ona wydaje się zajmować centralne miejsce w ich domu. To opowieść o emocjach dziecka, z jego punktu widzenia, ale udało się uchwycić kilka ważnych spraw. Jak choćby niekoniecznie pomocne sposoby na rozwiązywanie tej sytuacji - prośby, groźby, wylewanie alkoholu... Zmienił się i jest zagubiony nie tylko tata, ale cała rodzina, co możemy obserwować ze strony na stronę, rejestrując powoli ogarniający ich coraz bardziej mrok.

Przed wyruszeniem w drogę - Marcin Mortka, czyli Drużyna dopiero się zbiera

Dzień dziecka, więc musi być coś dla młodszych. Ale nie ukrywam, że mam dużo fanu z lektury tej serii, więc czytam to nie tylko z ciekawości, a odkrywając w sobie tą cząstkę dziecka, które tęskni na przygodami w gronie kumpli, za wyprawami celem ratowania świata. Edmund zwany Kociołkiem kilka takich misji specjalnych już zaliczył, tyle że autor wrzucił nas od razu w środek akcji i nigdy nie dowiedzieliśmy się jak to się stało, że Drużyna się zebrała. Zaraz, powiedziałem nigdy? No to właśnie się dowiedzieliśmy, bo po kilku tomach ich awanturniczych przygód Marcin Mortka wypuszcza na światło dzienne prequel, w którym wreszcie się wszystkiego dowiemy. Jak to się stało, że bohater, który przecież miał być kuchcikiem w armii, nagle nie tylko został zwolniony ze służby, a w dodatku może jawnie oferować swoje usługi władcom i wszystkim możnym, by rozwiązywać ich problemy? No sam by tego nie dokonał. Ale przy wsparciu ekipy do której poza nim należą: błędny rycerz Doli, krasnolud, guślarz, gnom i elf, nie ma już rzeczy niemożliwych. No, prawie. Nigdy jednak tego nie przyznają, bo po prostu czasem trzeba stanąć do walki nawet z silniejszym przeciwnikiem. Usiądźcie więc wygodnie i przenieście się do czasów Waśni, czyli wojny między książętami i poczujcie zapachy potraw przyrządzanych przez Edmunda. Ten to nawet nie potrzebuje całego zaplecza swej karczmy, bo potrafi przyrządzić coś z niczego i prawie bez narzędzi. A przez żołądek...