Pokochałem Bass Astral zauroczony tym co wyprawiają na koncertach, to nigdy jednak nie była do końca moja bajka. Bujałem się, nie ukrywam jednak, że to głos Igo stanowił o magii i klimacie tej muzy. Gdy słucham solowego krążka Kuby Tracza, czyli drugiej połowy duetu, raczej się w tym utwierdzam. Są tu miejsca, które mi się podobają, zbliżone do tego co robili razem muzycznie, powoli rozpędzające się numery, podkręcane w finale ostrym bitem, nie brakuje jednak pomysłów, które wypadają co najwyżej średnio.
Mimo, że Kuba opisał płytę jako projekt solowy, nie brakuje tu fajnych gości, którzy dodają trochę barw (raz lepszych jak Ericonne, raz słabszych jak w przypadku choćby Divines czy ULTRA). Jest nawet trochę jazzu (jeden z nokturnów Chopina nagrany z Adamem Wojciechowskim), czuje się, że jest więc trochę eksperymentalnie, że to pomysły zbieranie przez jakiś czas. Królują mocne, klubowe rytmy, chwilami aż męczące (przynajmniej mnie) - to fajnie wypadało na koncertach duetu, na płycie jednak moim zdaniem nuży (samotność w klubie disco z męczącym wokalem). Spokojniejsze numery, jak choćby Before I Died, czy Waiting for love nagrany z Sarką, szczególnie w początkowej fazie jednak palce lizać! No i instrumentalnie gdy nie ma za dużo łupaniny, też robi się ładnie (Zimna noc). Oj żeby całość szła w tym spokojniejszym kierunku. Cóż, czekam na kolejne projekty obu panów, ale Kubę chyba wolę w tamtej odsłonie lub jako członka innych, większych projektów.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz