Niby załapałem się na parę tomów najsłynniejszego cyklu Jo Nesbø i podobało się to co w nich znalazłem, jednak jakoś nigdy nie stałem się jakimś zagorzałym fanem, czyli nie zaskoczyło mnie to tak bardzo, bym uznał te kryminały za wyjątkowe. Może dlatego do ekranizacji podchodziłem bez wielkich emocji i obaw, bo wiadomo że trudno sprostać oczekiwaniom znających książki na wylot. Podchodząc spokojnie do tego co przygotował Netflix, powiem że wyszło całkiem nieźle, choć warto by pewnie popracować nad pewnymi detalami, bo mogą wydawać się widzom mało wyjaśnione i jakby wprowadzone na siłę.
Tobias Santelmann jest bliski temu jak wyobrażałem sobie bohatera, pokazano jego dość specyficzny stosunek do otoczenia i podejście do pracy, bardziej intuicyjne niż proceduralne. A że trochę trudno uwierzyć w to, że raz pije na umów a potem spokojnie potrafi odstawić alkohol i funkcjonować niczym supermen, to już przemilczmy. W kryminałach skupiamy się przede wszystkim na fabule oraz na tym czy zakończenie będzie zaskakujące i czy nie rozczaruje.
I choć może niektóre wątki mogą wydawać się domykane jakby na siłę, w tym przypadku naprawdę nie jest źle. Przecież to nie tylko sprawa seryjnego mordercy, ale również fala przemocy po tym jak ktoś zaczyna dostarczać broń dla gangów, dawna sprawa zabójstwa w banku która tkwi niczym zadra w Harrym oraz udowodnienie że jego koleżanka nie zginęła przypadkowo, z zimną krwią zamordowana przez kogoś z policji. Dla Hole wszystko się łączy i ma jednego podejrzanego, można powiedzieć że obsesyjnie wręcz przez niego znienawidzonego. Dwa gliniarze - przystojny, bezwzględny, bogaty, zbierający pochwały kontra ten który nagina wszelkie procedury, pije prawie do upadłego, nie chce pracować zespołowo i generalnie okazuje że praca interesuje go jedynie jako pole prywatnej wendetty. Dla Nesbø i twórców serialu to właśnie element gry, by podrzucić nam jak najwięcej poszlak i dowodów, pokazać ten konflikt, a potem zagrać trochę na nosie.
Serial umiejętnie łączy skandynawski klimat i gatunkowe schematy, może trochę za rzadko podkręcając tempo, żebyśmy nie zasnęli. Czy to może się podobać? Niby tak. Może nie jest to produkcja super oryginalna, jednak bez znanych twarzy na ekranie potrafi na te kilka odcinków przyciągnąć uwagę. Może te 9 to już była przesada, ciut trochę rozciąganie historii na siłę, ale nie rozczarowuje to tak bardzo jak wiele innych seriali kryminalnych tej stacji, produkowanych masowo i coraz trudniej znaleźć wśród nich coś ciekawego.
Tylko ciekawe że zaczęto od piątego tomu cyklu powieści - szukano najbardziej spektakularnej sprawy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz