
Pytanie jednak czy takie szufladkowanie jest potrzebne. Najważniejsze, że Janek Samołyk niespecjalnie przejmuje się modą i tym czy ma szansę pojawić się na antenie radia. Robi swoje, ma własną wrażliwość. I nawet jeżeli to nie jest do końca moja bajka, jak dla mnie jest zbyt balladowo, łagodnie, to słucham tego materiału z przyjemnością.
W radiu niewiele takiej muzy, za to rzeczywiście coraz więcej osób chętnie zagląda na koncerty, szukając trochę czegoś innego niż jedynie skakanie w tłumie, albo wyciąganie głowy ponad las wzniesionych telefonów. Kiedyś większość artystów umieszczono by jako przedstawicieli poezji śpiewanej, dziś używa się pojęcia: song writerzy i wskazuje inspiracje muzyką z małych salek wysp brytyjskich. Posłuchajcie, może dacie się zarazić takimi dźwiękami.
Tym razem łagodniej. Bo w kolejce dawka dużo ostrzejszej muzy do opisania.
A prywatnie podziękowania za to, że płyta w całości po polsku! I odsyłam do strony artysty i jego zespołu - w końcu nie są debiutantami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz