Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
poniedziałek, 30 września 2024
Motyle są wolne, czyli dajmy młodym przestrzeń
Dzięki tłumaczeniu Małgorzaty Semil i reżyserii Jerzego Gudejko wszystko nie tylko trochę się urealniło do naszych warunków (ach ten dom w Konstancinie Jeziornej), ale i jakby uwspółcześniło. Oto młody, niewidomy chłopak, który przez całe dzieciństwo i dojrzewanie był pod czujną opieką matki, zdobywa się na odwagę, by zamieszkać samodzielnie na warszawskiej Pradze. Trochę izolowany od rówieśników, nie ma w sobie dużo pewności siebie, ale jeżeli chodzi o zaradność życiową funkcjonuje całkiem sprawnie i nie ma ochoty wracać pod skrzydła mamusi.
niedziela, 29 września 2024
Czarny młyn - Marcin Szczygielski, czyli to naturalne że się boisz
Czemu tak bardzo mi podeszła jego twórczość? Ano facet ma dar opowiadania historii i prawie każda jest trochę inna, nie powtarza się, tworząc świetny klimat, kreśląc ciekawy postacie i ich przygody.
Jak choćby Czarny młyn - niesamowita, mroczna opowieść o wiosce, która powoli wymiera. Położona gdzieś z dala od wielkich miast, z boku autostrady, kiedyś żyła dzięki zakładom, ale po ich upadku wszystko tu powoli niszczeje. Zostało kilka rodzin, raptem garstka dzieciaków w tym samym wieku, których rodzice nie bardzo mają perspektywę zaczynać życie na nowo gdzie indziej. Tu nawet zwierzęta powoli znikają, zarówno te dzikie, jak i hodowlane. Tak jakby jakaś mroczna siła powoli wysysała stąd życie.
sobota, 28 września 2024
Dewolucja - Max Brooks, czyli wszystko mamy i jesteśmy bezpieczni
Dość ciekawe podejście do opowiadania historii - przeplatanie jakiejś relacji, wywiadami z ludźmi, którzy komentują tragiczny finał tych zdarzeń. Może miało to jeszcze bardziej urealnić całą historię, zasugerować, że wszystko wydarzyło się naprawdę, ale jest to w thrillerach dość zaskakujące zagranie.
Wiesz, że doszło do czegoś okropnego, a potem jedynie masz śledzić kawałek po kawałki przebieg wydarzeń godzina po godzinie, dzień po dniu. Czy to odbiera przyjemność z lektury? W sumie powiem że nie, choć pewnie przez to trochę znika efekt zaskoczenia i nie ma budowania napięcia.
Fajny jest punkt wyjścia. Greenloop to odizolowana od świata osada high-tech w górach w stanie Waszyngton. Oferta dla ludzi bogatych, wyjątkowych, takich którym bliska jest ekologia, nowoczesny tryb życia. Wiecie - panele, oczyszczanie wody, ogrzewanie dzięki biogazom z kompostu... Ale przecież to ludzie bogaci, ekscentrycy, więc nie będą szli na całość i uprawiać ogródków - jedzenie zamawiają sobie przez internet i przylatuje ono do nich dronami. Wszystko modne, zdrowe, drogie...
Każdy ma swój dom, a dodatkowo jeszcze w centrum osady mają dom wspólny, na spotkania, wspólne posiłki, gdyby tylko ich zapragnęli. Pomysłodawca tego projektu zapewnia że o wszystkich pomyślał i zadbał o to by byli bezpieczni i mogli tu żyć nie przejmując się światem zewnętrznym.
Życie udowodni mu, że nie wszystko przewidział.
piątek, 27 września 2024
Present Laughter, czyli sam już nie wiem kim jestem
MaGa: Muszę przyznać, że Andrew Scott w roli Garry’ego Essendine’a dał prawdziwy popis gry aktorskiej. Widziałam go w sztuce „Vanya” i tam również dokonał – wydawać by się mogło – niemożliwego: jednoosobowo grał wszystkie postacie dramatu. Jednym słowem aktor pisany przez A. W „Present Laughter” gra aktorskiego idola, bożyszcze tłumów, którego teatralna egzystencja zostaje zagrożona przez osoby z zewnątrz.
Robert: Zdecydowanie ta sztuka, pewnie dość kontrowersyjna w momencie gdy powstawała (wystawiono ją po raz pierwszy w latach 40 XX wieku, a w nowej wersji trochę ją "podkręcono" przez dodanie wątku homoseksualnego), daje szansę popisu dla aktora grającego głównego bohatera. Wszystko kręci się wokół niego, a jego humory, nastroje, tak zmienne i czasem tak uciążliwe dla otoczenia, to okazja do pokazania wielu twarzy. Od wściekłości aż po zachwyt.
MaGa: Garry grany przez Scotta wymyka się wszelkim szufladkom. Raz jawi się nam jak zagubiony chłopiec, który nigdy nie dorósł (Piotruś Pan), a raz jako manipulant, który teatralnymi minami, gestami usiłuje trzymać ludzi na dystans. Czyni to z zawadiacką brawurą, co daje efekty komiczne, ale jednocześnie skłania nas do myślenia, co kryje się pod maską uśmiechniętego celebryty. Raz jawi się jako rasowy drań, aktor-menadżer, by następnie wzbudzać w nas żałość nad jego starzeniem się. Postać – kameleon, a Scott gra ją wyśmienicie.
środa, 25 września 2024
Sarek - Ulf Kvensler, czyli przygoda, która zamienia się w koszmar
Sarek to chyba jeden z najstarszych w Europie parków narodowych - ponad dwa tysiące kilometrów kwadratowych i raczej odludzia i bardzo prosta infrastruktura, a nie to co znamy choćby z naszych gór (schroniska, hotele itp.). Lodowce, rwące strumienie i czasem brak nawet jakichś oznaczeń szlaków - tu idziesz z mapą, a nie nastawiając się na łatwą wycieczkę. Tu idą ludzie, którzy kochają wędrówki i nie boją się niewygód.
Od początku śledzimy przesłuchanie jednej z bohaterek, która przebywa w szpitalu po jakimś wypadku i odpowiada na pytania dotyczące wyprawy. Szczegóły jednak poznajemy bardzo powoli, a równolegle otrzymujemy bardziej dokładną relację z wydarzeń, od momentu przygotowań, aż po dramatyczny finał.
wtorek, 24 września 2024
Substancja, czyli Twoje ciało to cała Ty?
Skoro film na plakacie używa określenia "Totalnie pojebane" to znaczy, że chyba idealnie pasuje do kącika dla wytrawnych kinomaniaków, prawda?
Wszędzie przeczytacie o długich owacjach widzów na festiwalach filmowych, zachwytach krytyków, ale uprzedzam - chwilami ten film przypomina raczej kino klasy B a nie wielkie arcydzieło.
Niby to zamierzone, ale przesada z jaką mamy do czynienia w finale moim zdaniem jest niepotrzebna i trochę psuje wrażenia z całości. Gdy widza oplujesz, oblejesz krwią, wcale nie sprawisz, że twoje przesłanie będzie lepiej utrwalone. Przyznam jednak że reżyserka Coralie Fargeat osiągnęła efekt - trudno o tym filmie zapomnieć i wszyscy, którzy go widzieli, o nim rozmawiają.
Gdy widzisz w obsadzie Demi Moore trochę się obawiasz, czy nie będzie to dla niej po prostu kolejna okazja, by pokazać że jest wciąż w formie. I początek właśnie trochę w tym nas utwierdza - gra ona gwiazdę, która choć jej sława już trochę przygasa, wciąż prowadzi własny program z ćwiczeniami w telewizji, ma jakieś kontrakty reklamowe i generalnie wcale nie ma zamiaru odchodzić na emeryturę.
poniedziałek, 23 września 2024
Nowsza Aleksandria - Drivealone, czyli tak dużo tak, tak mocno, czyli próba spojrzenia na nowo
Muzycznie ostatnio jestem wciąż w jakichś łagodniejszych klimatach, ale trochę przekornie szukałem na dziś czegoś ostrzejszego. I oto parę zdań o krążku, który ma już trochę latek, a ostatnio gdzieś rzucił mi się w oczy. Chodzi o projekt, który powstał w 30 rocznicę wydania płyty Nowa Aleksandria Siekiery. Kultowe wydawnictwo przez lata jedynie zyskuje na popularności, wtedy nowofalowe brzmienie i teksty mocno zaskakiwały. Muszę chyba kiedyś ściągnąć z półki i napisać również o tamtej płycie (a przecież pisałem o innym projekcie Adamskiego i o płytach Armii, która była jedną z odnóg ich współpracy), ale dziś o tym co zrobili trochę młodsi ludzie po 30 latach.
Najpierw wypadałoby ich przedstawić - za projektem Drivealone kryją się m.in. poznański multiinstrumentalista Piotr Maciejewski (m.in. Muchy) i ludzie których zaprosił do współpracy - Stefan Czerwiński, Daniel Karpiński, Michał Wiraszko, Natalia Fiedorczuk-Cieślak oraz Kuba Wandachowicz. Płyta to zapis koncertu z Jarocina, gdzie wystąpili z tym specjalnym materiałem. A jak wyszło?
sobota, 21 września 2024
Rękopis Hopkinsa - R.C. Sherriff, czyli nie będzie już mleka do herbaty?
Po zachwytach nad powieściami Wyndhama, które mimo blisko 70 lat od premiery, wciąż zachowują siłę i żywotność, tym razem o jednym z mniej udanych tytułów z serii Wehikuł Czasu od Wydawnictwa Rebis. No nie może być zupełnie idealnie, prawda?
Doceniam sam pomysł - oto na terenie Wysp Brytyjskich prowadzone są prace historyków z Azji i Afryki, by odnaleźć jakieś pozostałości po dawnym imperium. Jednym z takich dokumentów jest rękopis, cudem ocalały ze zniszczenia, jakie dotknęło tą ziemię. Po takim wstępie dalej śledzimy już treść samego pamiętnika, czy też zapisków opowiadających o czasach przed katastrofą.
I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Hopkins nie jest nikim ważnym, to gość, który żyje sobie na wsi i hoduje kury, ale ma o sobie bardzo wysokie mniemanie, cały pamiętnik przeładowany jest więc stwierdzeniami jak to on został niedoceniony, pokrzywdzony, a przecież gdyby go posłuchano, to on przecież mógłby włożyć swój wkład w ratowanie cywilizacji.
Więcej jest w pierwszej połowie książki o kurniku, nagrodach zdobywanych przez jego kury, o tym jak mu się wygodnie żyje - skromnie, ale przecież ze służącą, niż o katastrofie jaka nadciąga.
piątek, 20 września 2024
Drużyna A (A), czyli porozmawiajmy o uczuciach
Dziś premiera, więc choć kilka zdań.
Jeżeli zwiastun obiecuje Wam komedię i z tego powodu chcecie się wybrać do kina, uprzedzam że się rozczarujecie.
Jeżeli spodziewacie się mądrego opowiadania o tym czym jest uzależnienie. Połowicznie będziecie usatysfakcjonowani. To jest chyba najmocniejsza strona tej produkcji - postacie, z których każde ma jakąś skomplikowaną historię do opowiedzenia.
Jeżeli macie nadzieję, że Daniel Jaroszek, po "Johnym" znowu opowie pełną ciepła i wzruszającą historię, również będziecie usatysfakcjonowani jedynie połowicznie.
Dlaczego?
środa, 18 września 2024
Paradis city - Jens Lapidus, czyli niby thriller i dystopia, a otoczka jakby bardzo znajoma
Dotąd nie znałem twórczości Jensa Lapidusa, mimo że w Szwecji należy on do bardziej popularnych autorów, a zdaje się u u nas miał kilka wydanych tytułów, które zwróciły uwagę fanów kryminałów.
Po lekturze Paradis City stwierdzam, że warto śledzić jego twórczość. To niezłe połączenie kryminału, thrillera sensacyjnego z domieszką polityki i spojrzenia na problemy społeczne z jakimi zmaga się Europa. Czy uda się znaleźć dobry pomysł na integrację fali uchodźców, która przybywa nie tylko do Szwecji, gdzie dzieje się akcja, czy też będzie to beczka prochu, która prędzej czy później doprowadzi do wybuchu? Przecież z góry niestety wszystkich przybyszów wpycha się do worka: ciesz się z tego co dostaniesz, bo nigdy nie będziesz zarabiać tyle co my, a jednocześnie oczekuje nauki języka, przyjęcia kultury i zwyczajów, co wywołuje napięcia.
Paradis City to wizja tego co może czekać nas za dekadę, a może nawet wcześniej. Gdy służby nie mogą poradzić sobie z utrzymaniem porządku w niektórych dzielnicach, a ich obecność wywołuje jeszcze większą eskalację przemocy, pod wpływem "spokojnych obywateli", państwo decyduje się na ogrodzenie strefy murem niczym getta i ograniczenie jakichkolwiek możliwości wychodzenia z tej strefy ludzi, którzy tam żyją. Mają poradzić sobie sami.
Obywatele też są tak dzielenie - jeżeli miałeś konflikt z prawem, masz karę, jeżeli to się powtarza, tracisz prawa obywatelskie np. do służby zdrowia, do normalnej pracy. I nikogo nie obchodzi, z jakiego powodu coś ukradłeś albo jakie były okoliczności jakiejś bójki. Niczym na równi pochyłej, spychany jesteś coraz niżej i nie masz wyjścia jak wciąż szukać sposobu na dorobienie, niekoniecznie w legalny sposób.
wtorek, 17 września 2024
Bulion i inne namiętności, czyli zapłakać przy jedzeniu
Dwie i pół godziny zaglądania do garnków, w talerze i obserwowania ludzi jedzących pyszne potrawy :) Ale ileż w tym intymności, ile piękna i wzruszenia! Naprawdę można zapłakać, wyobrażając sobie jak sami próbujemy tych dań, jak eksperymentujemy w kuchni, szukając idealnych połączeń, smaków, które zachwycą.
Czuć w tym niesamowitą chemię jaka jest na ekranie między dwójką aktorów, czyli Juliette Binoche i Benoit Magimelem. No niech mi ktoś powie, że jesień życia nie może być piękna i wypełniona szczęściem.
I w sumie na tym swoją notkę mógłbym skończyć. Bo to po prostu trzeba zobaczyć samemu, poczuć te zapachy, choć przecież je sobie jedynie wyobrażamy.
poniedziałek, 16 września 2024
Pielgrzym nadziei, czyli wyrusz w drogę jak miliony przed Tobą
Dziś notka króciutka, ale postanowiłem zrobić dla niej miejsce. Mam słabość do Camino i wyszukuję wszystko co się da na ten temat, a jak wracam dzięki filmom czy zdjęciom na tę drogę, to zawsze mnie to raduje. Choć i tęskno trochę i chciałoby się wrócić na szlak, pewnie tym razem na dłużej.
I oto wypatrzyłem na TVP film dokumentalny jaki powstał niedawno, a który można obejrzeć za darmoszkę na ich stronach. Link na koniec.
Przewodnikiem i narratorem jest Jasiek Mela, więc człowiek, który jest rozpoznawalny i dla młodszych i dla starszych, nie obawiajcie się więc - nie będzie nudzenia, wykładów historycznych, relacjonowania każdego kilometra i każdej miejscowości, czy tym podobnych rzeczy. Postawiono na próbę pokazania fenomenu szlaku pielgrzymkowego do Santiago de Compostella w sposób dość przystępny i ciekawy
sobota, 14 września 2024
Dzień Tryfidów - John Wyndham, czyli apokalipsa, której nikt się nie spodziewał
Drugie spotkanie z Johnem Wyndhamem w ramach serii Rebisu Wehikuł czasu i znowu zachwyt. Po siedmiu dekadach, to wciąż wciąga i funduje nam ciekawe przemyślenia na temat ludzkiej niefrasobliwości oraz reakcji wobec zagrożenia. Może delikatnie trąci myszką - główny bohater ma w sobie pewną sztywność i delikatność, tak charakterystyczną dla wyższych sfer, ale na pewno nie w stopniu, który nie pozwalałby na jego zaakceptowanie. Piszę o tym, bo kolejna moja lektura z tego cyklu, właśnie z wyżej wymienionego powodu, okazała się mało strawna, ale o niej może za tydzień, w sobotnim kąciku na Fantastykę.
Dzień Tryfidów nie powiela tego co było częste w powieściach SF z połowy XX wieku, czyli straszenia wojną nuklearną albo atakiem obcych. Tu zagłada przychodzi można by rzec od nas samych. A przynajmniej jej początek. Genetyczne eksperymenty, których konsekwencji nikt nie przewiduje, zachwycając się za to potencjalnymi korzyściami związanymi z obniżeniem kosztów produkcji, czy wydajności, to przecież zagrożenie jak najbardziej aktualne. Nasze zabawy w Pana Boga, naprawdę kiedyś mogą wyrwać się spod kontroli, zresztą pandemia Covid trochę nam to uświadomiła.











