środa, 30 września 2020

Morderców tropimy w czwartki - Richard Osman, czyli nie lekceważ staruszków

Przedpremierowo i kryminalnie. Jak się okazuje wciąż można znaleźć jakąś niszę, nowy pomysł na fabułę. W Polsce o szalonej emerytce napisał w komediowych klimatach Jacek Galiński, który zresztą na okładce "Morderców..." poleca ten tytuł. Richard Osman również w centrum stawia tych, którzy teraz już przez społeczeństwo spychani są na boczny tor, ale mam wrażenie, że czyni to poważniej niż Galiński. Fakt, że emeryci w Wielkiej Brytanii pewnie mają większe możliwości (przynajmniej część z nich) i nie trzeba nabijać się z ich biegania za promocjami czy wystawania w kolejkach do lekarza. Bohaterowie Osmana żyją w enklawie, gdzie mają własne mieszkanka czy nawet domki, a dodatkowo na terenie ośrodka ogromną pulę rozrywek. Czy to znaczy, że nic im już do szczęścia nie brakuje? Ano tęsknoty za bliskimi, którzy rzadko się pojawiają, nudy, lęku przed demencją i niedołężnością, pragnienia bycia potrzebnym, wcale nie tak łatwo się pozbyć. I to pobrzmiewa tu mocno.

wtorek, 29 września 2020

Perry Mason, czyli tak łatwo skazać

Ze wstydem przyznaję że nie znam zbyt dobrze powieści Gardnera o Perry'm Masonie, choć w USA jest równie znany jak Poirot. Ekranizacji chyba też nie widziałem, więc dla mnie ten serial to pewnego rodzaju świeżynka. Ludzie pewnie porównują sobie w głowach bohatera, a ja mam przynajmniej spokój. Koleżanka, która zna powieści była zaskoczona - jak to? przecież to o adwokacie, a tu zerkam i widzę detektywa, który ewidentnie nie radzi sobie z życiem, pije i generalnie daleko mu do profesjonalizmu. Gdyby obejrzała do końca, oczywiście zorientowałaby się, że to po prostu sprawa, która sprawiła, że Perry Mason zajął się prawem. Trochę z konieczności. Bo gdy sprawa, którą prowadził razem z jedną z kancelarii, nagle staje się niczym gorący kartofel i nikt nie chce się nią zająć - nie potrafi jej zostawić.

niedziela, 27 września 2020

Niewidzialny strażnik, czyli bo to zła kobieta była


O proszę - przypadkowe odkrycie i zaczynam od filmu, ale może sięgnę po literacki oryginał. Skoro Cisza Białego Miasta była niezła, to może i Dolores Redondo sprawi trochę frajdy? Ekranizacje na podobnym poziomie, te same okolice (co takiego ma Nawarra i kraj Basków?) i schemat - sporo tajemnic z przeszłości, które rzutują na dzień dzisiejszy.
Zaczynam od Niewidzialnego Strażnika, ale niedługo kolejne dwie części filmowej trylogii. Bo książki dopiero muszę upolować.
Film jest niezły, choć klimat - mroczny, deszczowy - nie wystarcza by zachwycić, a pewne wątki są ewidentnie niedokończone. Choćby te dotyczące przeszłości głównej bohaterki.

Puenty - monodram baletowy, czyli opowieść o syndromach

Kiedy czarny łabędź zakończył swój taniec i zgasło światło… widownia wzięła głęboki oddech i zahuczały brawa; mocne (choć sala przerzedzona przez pandemię - co drugie krzesło wolne) i zmuszające wykonawczynię do kilkukrotnego wyjścia do ukłonów. Piękna, emocjonalna opowieść o dziewczynce, która pokochała balet i chciała zostać baletnicą. Tylko czy dziesięcioletnie dziecko wie na co się porywa, jakim trudem i wysiłkiem okupione będzie miejsce przy środkowym drążku? Tym, który daje ewentualnie przepustkę do bycia primabaleriną… Ile w życiu będzie musiała ponieść wyrzeczeń, połknąć gorzkich łez, ile razy będzie zaciskać zęby z bólu, niemocy, aby móc stanąć w świetle jupitera i zatańczyć wymarzoną solówkę.

sobota, 26 września 2020

Morderstwo na Île Sordou - M.L. Longworth, czyli śledztwo na wakacjach

Jakoś mam sentyment do tej serii, może dlatego, że tak mocno różni się od współczesnych kryminałów, pełnych przemocy, psychopatów i gliniarzy w depresji lub nałogu. M L Longworth pisze w stylu Agathy Christie, czyli elegancko, bez epatowania zbrodnią, stawiając na bohaterów i na zagadkę. I jeszcze na coś, co sprawia, że ci którzy lubią francuską kuchnię, kulturę, zabytki, krajobrazy, tak chętnie sięgają po te książki. Tym czymś jest kuchnia :) Lepiej nie czytać tego na pusty żołądek.
Śledztwo oczywiście ważne, ale bez kawy i czegoś do kawy, bez regularnych posiłków (i smacznych), nie byłoby przecież tak efektywne, prawda?
Tym bardziej gdy jest się na urlopie. W tym tomie bowiem z urokliwej i trochę leniwej Prowansji, przeniesiemy się jedną z wysepek Morza Śródziemnego, dziką, ale jakże piękną Sordou, w okolicach Marsylii. To tu, w nowo otwartym hoteliku tydzień razem chcą spędzić sędzia Antoine Verlaque i jego przyjaciółka Marine Bonnet. Niewielka grupa gości i obsługi, powoli wszyscy się poznają i nagle...

piątek, 25 września 2020

Sen nocy letniej, czyli po prostu bajkowo


Kolejne spotkanie teatralne w ramach Na żywo w kinach. I klasyka. Szekspir i przedstawienie, które widziałem już choćby w wykonaniu The Globe Theatre - jakby co tu możecie zerknąć na wpis. Ale tu - totalne zaskoczenie.

MaGa: Spektakl z Bridge Theatre w Londynie to zdumiewająca wersja „Snu nocy letniej” Szekspira, która zachwyca a jednocześnie bawi, pozwala przez chwilę pobyć nam dziećmi oglądającymi bajkę, po to, by na koniec uświadomić sobie, że bajki mają morał.

R.: Szekspir grany jest od lat i mimo, że go znamy, wciąż próbuje się pokazywać go na nowo. I tym razem się udało. Nie chodzi jedynie o inscenizację, bo ta scena już pokazała swoje możliwości nie raz - ruchome platformy otoczone publicznością, wciąganie ludzi w pewne elementy spektaklu. Odważnie tym razem jednak reżyser zaingerował również w samą treść, zmieniając pewne elementy, dodając inne. Patriarchalne akcenty w początkowych scenach (chór niczym w Opowieści Podręcznej) mogą zaskoczyć, mruganie okiem do publiczności z wątkiem homoseksualnym również. Jak Tobie się podobało?

czwartek, 24 września 2020

Cios kończący - Mariusz Czubaj, czyli co to znaczy, że bohater się skończył

Mariusz Czubaj po 10 latach i po 6 tomach, zostawia swojego bohatera i kończy serię Polski psychopata. Ja ze zdumieniem odkrywam jak mało po nią sięgałem (nadrobię) i ciekaw jestem na ile autor pozostanie przy swojej decyzji. Wszak Krajewski też zarzekał się, że do Mocka nie wróci.
Trochę tak bywa - jak człowiek oswoi się z bohaterem - zarówno autor, jak i czytelnik, to potem trudno mu się rozstać. Przecież trudniej buduje się tę więź od nowa. A profiler Rudolf Heinz miał swoje wady, ale właśnie dzięki temu był ciekawy. 
W tomie, która ma zamknąć serię, praktycznie jest już na równi pochyłej - poza firmą, sam, mało szczęśliwy i raczej wegetujący niż korzystający z życia. Co mogłoby sprawić, że powróci w nim chęć do zajęcia się jakąś sprawą? 
Najpierw prośba mało formalna od policjantki, która chce się poradzić, potem kuszenie przed nowego komendanta, z nadania nowej władzy... Nie... Ale gdy zginie ktoś z jego dawnych znajomych, a w nim zrodzi się podejrzenie...

środa, 23 września 2020

25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy, czyli prawo i niesprawiedliwość

Dobra historia może ponieść obraz. Tak mam wrażenie, że jest właśnie w przypadku tego filmu. Debiut Jana Holubka nie jest bowiem produkcją wybitną, ale i tak ogląda się ją ze ściśniętym gardłem i raczej nie myśli się w jej trakcie: to można by zrobić lepiej. TVN przyzwyczaił nas do wyszukiwania dobrych tematów, dramatycznych historii, by przekładać je na język ekranu. Czasem wychodziło trochę ckliwie, czasem nudnawo, ale tym razem film trafia w czułą strunę widza - temat jest świeży, a sprawa wciąż nie zakończona, czyli winni "pomyłki" nie zostali ukarani. To nie tylko dramatyczna historia o tym jak niewinnego wrobiono w morderstwo i skazano na potworny los, ale i oskarżenie całego systemu. Ci, którzy znaleźli "pomyłkę" wcale nie mieli z górki, narażeni na ostracyzm środowiska. Jak to - kalać własne gniazdo? Policja i prokuratura znalazły sprawcę, sąd skazał, to znaczy, że tak ma być. A że dowody naciągano, a zeznanie wymuszono? To rzecz mało istotna.

Czas burz - Charlotte Link, czyli wojna i miłość

Mam trochę kłopot z tym tytułem. Charlotte Link bardzo mi reklamowały koleżanki, po kryminały może sięgnę wkrótce, by ich spróbować, ale na początek wziąłem coś bardziej w stylu sagi historyczno-obyczajowej. I dawno nie miałem tak, by przez coś tak gatunkowo lekkiego, przebijać się niczym przez trudny do strawienia tekst naukowy. Parę stron i odkładam, nic mnie nie ciągnie, by czytać dalej. A przecież miałem już kilka tego typu lektur ostatnio i wciągały dużo bardziej.
Uświadomiłem sobie jednak w czym rzecz (przynajmniej po części). Nie chodzi bowiem jedynie o ilość postaci, przemieszanie ich losów, bez wcześniejszej możliwości, by ich lepiej poznać. W grę wchodzi też inna trudność - bohaterowie to w większości Niemcy, dla których postrzeganie tego co dzieje się w ich kraju i w Europie, jest oczywiście odmienne od naszego. Gdy czytałem o entuzjazmie z jakim ludzie chcieli iść walczyć za Cesarza, jak popadają w rozpacz, bo ich majątki na wschodnich rubieżach imperium mogą być rozgrabione przez Rosjan, to trudno mi było jakoś bardzo przejmować się ich losem.

poniedziałek, 21 września 2020

Szaman. Spektakl reporterski, czyli jak daleko stąd, jak blisko

MaGa: Miałam tyle obaw przed tym spektaklem… bo nowinki teatralne nie zawsze mi się podobają, bo nie wiedziałam czego się spodziewać, bo akurat tego dnia byłam wyjątkowo zmęczona. I proszę! Wyszłam zachwycona. Zresztą już sama scenografia wywołała u mnie efekt „wow!”.
R.: Scenografia bardzo ciekawa - konstrukcja z lin, tworząca w centrum niby jurtę, przenosi nas myślami do Mongolii, choć w samej opowieści dotrzemy tam dopiero pod koniec. Czujemy, że będzie egzotycznie. To moim zdaniem bardziej wymiar symbolicznej podróży duchowej, niż realnego odwzorowania warunków życia Buriatów, warto jednak podkreślić ten "reporterski" wymiar przedstawienia.

MaGa: Spektakl reporterski, czyli: to się zdarzyło naprawdę. Zarówno historia Moniki Mariotti jest autentyczna jak również opowieść Aruna Milcarza jest prawdziwa, na co dowodem są filmy odtwarzane w trakcie spektaklu. Jego opowieść to reportaż z wyprawy do Buriacji, tam gdzie łączą się ze sobą Rosja, Chiny i Mongolia, do jednego z najznamienitszych szamanów tzw. „złotego szamana”. Jego, Aruna interesuje szamanizm, ludzie, rytuały… ją, emocje, odnajdywanie świata wewnętrznego i siebie w świecie.

R.: Początkowo muszę przyznać, że przeszkadzała mi ta różnica w charakterach ich opowieści.

niedziela, 20 września 2020

Wotum - Maciej Siembieda, czyli oryginał czy kopia?

Polubiłem książki Siembiedy, bo stanowią ciekawą odmianę w masie kryminałów i thrillerów, bardziej bym wpisał je w gatunek przygodowo-sensacyjny, ale skoro jakoś kryminały sprzedają się teraz najlepiej (poza koszmarkami erotycznymi), to niech i tak będzie. Siembieda sięga po tematy historyczne i na nich buduje fabułę, nie chodzi jednak o prosty schemat: skarb do odnalezienia. To zagadki, których rozwiązanie nie zawsze przynosi taką satysfakcję, jakiej by oczekiwali wszyscy zainteresowani. Jego bohater - Jakub Kania - prokurator IPN ma ciekawie wymieszane cechy badacza historii, ze śledczym przypominającym gliniarza, który nie boi się sięgać po mniej konwencjonalne metody, byle dojść do prawdy. Tym razem przyjdzie mu jako człowiekowi dość sceptycznemu wobec religii, zająć się obroną jednej z relikwii szczególnie cennej dla Polaków, czyli obrazu z Jasnej Góry.

Ech ci rodzice, czyli Pani Lowry i syn oraz Słodziak

Dwa obrazy i dwa ciekawe spojrzenia na to, jak rodzice wpływają na życie swoich dzieci.
Pani Lowry o syn. Nakręcić biografię o znanym malarzu, ale stawiając na pierwszym miejscu jego matkę - to ciekawy punkt widzenia. W tym jednak przypadku się sprawdza - wszak L.S. Lowry przez długie lata był pod jej wpływem, opiekował się nią, ale i poddawał się jej kontroli. Malował, ale pod wpływem jej krytyki nigdy nie wierzył w swoje możliwości - jego malarstwo odkryto bardzo późno, a przez długie lata prymitywizm był traktowany jako bazgroły dzieci.
W filmie widzimy to ile miłości jest między synem i matką, ale też ile toksycznych emocji - wykorzystywania, tłumionej niechęci, zmęczenia, złości, własnych niezaspokojonych ambicji.

piątek, 18 września 2020

Obsesja - Adrian Bednarek, czyli co to znaczy wyleczony, co to znaczy zapomnieć...

 Po "Inspiracji" prawie od razu sięgnąłem po kontynuację i teraz też mnie skręca, że trzeciej części jeszcze nie ma (dopiero w zapowiedziach). Ciekawość zżera. Oby autorowi pisanie szło równie łatwo jak jego bohaterowi, który od opowiadań w sieci, teraz awansował na pisarza pełną gębą - spotkani autorskie, duża kasa, ekranizacja itp. Bednarkowi można tego dopiero życzyć, choć pewnie jest na dobrej drodze. 
Gdyby tylko jeszcze może trochę złagodził swoje fabuły :) Bo nie wiem czy taka ilość przemocy, obsesji i zwichrowanej psychiki będzie strawna dla dużej ilości ludzi. Trochę fanów już jest. Ale i niektórzy mogą się zrazić, że za dużo patologii i odchyłów od normy, to może niekoniecznie. To odważny ruch - tu psychopata, który za nic ma zasady moralne, jest nie tyle ściganym sprawcą, ale głównym bohaterem, który wodzi za nos służby poszukujące jego ofiar. Mamy go polubić? Zrozumieć? Komu kibicować?
Pewnie wszystko rozstrzygnie się w trzecim tomie, bo też akcja przerwana jest w takim momencie, że wszystko może się zdarzyć.