piątek, 13 marca 2020

Boża krówka, czyli doświadczenie słabości, doświadczenie Spotkania

Tegoroczny festiwal Epifanie przerwany został zamieszaniem wokół epidemii i "profilaktycznym" zamykaniem placówek kultury (ale centra handlowe jako, że podobno nie stanowią żadnego zagrożenia epidemiologicznego działają sobie dalej). Można mieć jedynie nadzieję, że cała sytuacja szybko się uspokoi i liczba nowych przypadków nie będzie rosła.
A mi pozostaje porządkować spektakle, które już zdążyłem zobaczyć w marcu i nie kląć za bardzo na te które przechodzą mi koło nosa.
Dziś znowu dialog z M. Ateistka i wierzący-poszukujący o spektaklu, w którym bardzo istotny jest aspekt wiary. Czy coś z tej rozmowy wyniknie? Mam wrażenie, że ta rozmowa to dla nas obojga takie niby rekolekcje, czyli okazja do postawienia sobie ważnych pytań i próby szukania odpowiedzi.

*****

MaGa: Moich przekonań ten spektakl nie zmienił, ale poczyniłam kilka spostrzeżeń, które nie były dotychczas w orbicie moich rozmyślań. A już to uważam za ogromny plus tego spektaklu. Jak chociażby to: co ma zrobić ksiądz jeśli do pierwszej spowiedzi przed I Komunią przychodzi chłopczyk do tego stopnia dobry, że nie posiada ŻADNEGO, nawet najmniejszego grzechu. Musi być spowiedź, żeby mógł otrzymać rozgrzeszenie i przyjąć komunię. A tak? Jak rozwiązać ten dylemat? Przecież przy takim dziecku ksiądz traci rację bytu, nie jest do niczego potrzebny.

czwartek, 12 marca 2020

Oczy uroczne - Marta Kisiel, czyli nadciąga coś niepokojącego

Oczy uroczne - okładka
Gdy parę dni temu nadrabiałem sobie zaległości z serią Dożywocia, epidemia można powiedzieć, że była częściej tematem plotek i żartów, niż poważnych obaw. Dziś już chyba jest trochę inaczej. I może dlatego, mimo całego ładunku magii, humoru jakie są w tej powieści, to w głowie jednak zostaje to, że jest w niej też temat całkiem poważny - gdy ludzie czują się stosunkowo bezpieczni głęboko w d... mają ostrzeżenia lekarzy, profilaktykę i wszystkich bliźnich... A dopiero gdy zbliża się poważne zagrożenie, które może dotknąć również ich samych, zaczyna się panika. A rozsądku brakuje u wielu i w jednym i w drugim przypadku. Co nam dadzą dziś krzyki, że gdzieś usłyszeliśmy, że testy nie są robione, że ludzie czekają w niepewności, że służby reagują zbyt wolno - chyba jedynie to, że potem lekceważone są zalecenie odpowiednich służb, bo podejrzewamy ich o nieuctwo i nieprofesjonalizm. My wiemy lepiej... Normalnie krew człowieka zalewa.
Jak ja dobrze rozumiem odczucia Ody Kręciszewskiej, lekarkę z powołaniem, gdy szlag ją trafia i ręce jej opadają, przy spotkaniach z mędrkującymi o zagrożeniach jakie niosą szczepionki, antybiotyki, lekarze.... Naczytali się w internecie i wiedzą lepiej. I pal licho jak sam w to wierzysz, ale jeżeli niczym apostoł nowej wiary chcesz uratować wszystkich, wmawiając im, że tylko "medycyna" (naturalna, niekonwencjonalna, czy jakakolwiek inna), mam moc uzdrawiania, to niech cię drzwi ścisną.
Zacząłem emocjonalnie i niby nie na temat książki, ale jakoś ten wątek, niby drugorzędny, ale istotny w obliczu tego co się wyrabia, po prostu mnie poruszył. To teraz już spokojniej o samej książce.

Agrypina Händla, czyli barokowa opera o... współczesności

Minęło dwa tysiące lat od czasów Agrypiny, Klaudiusza i Nerona a ludzkie zachowania pozostają takie same. Zmieniają się scenografie, zmieniają kostiumy, jedynie ludzkie emocje są niezmienne: zawiść, zazdrość, miłość, zdrada, zakłamanie . Może dlatego historia kołem się toczy?
Ta opera w moim mniemaniu miała być tą najgorszą z dotychczas obejrzanych. Dlaczego? Bo nie znoszę brzmienia klawesynów (instrument ważny w muzyce barokowej), muzyka barokowa nie przemawia do mnie, nie jestem także miłośniczką „przenoszenia” epok, a plakat ewidentnie to sugerował. I co? Wyszłam zachwycona, a głowie tłukła się myśl: to niewiarygodne, ale ta opera będzie od teraz w ścisłej czołówce moich ulubionych. 

środa, 11 marca 2020

Błąd systemu, czyli gdy krzyczę, że cię nie potrzebuję, to tak naprawdę...

Rzadko udaje mi się łączyć moją pracę z hobby, które tak mocno wciągnęło, ale czasem się udaje i ściągam np. jakiś film od dystrybutora, by pokazać go na jakimś szkoleniu, czy konferencji. I tym razem bardzo mam na to ochotę. Mimo tego, że to nie jest seans nastrajający optymistycznie, to zdecydowanie warto, żeby ludzie pracujący z dziećmi i młodzieżą mogli go zobaczyć. Choćby po to, byśmy rozumieli na czym polegają błędy systemu i umieli sobie z nimi radzić.

Z 9-letnią Benni nie bardzo ktokolwiek potrafi sobie poradzić. Nawet jeżeli przez chwilę można mieć nadzieję, że będzie z nią lepiej, to najczęściej oznacza to ciszę przed burzą. Agresja słowna, fizyczna, przekleństwa i wszystko co tylko potraficie sobie wyobrazić jako zachowanie buntownicze. I niby cały sztab pomagaczy zdaje sobie sprawę, że to wszystko nie jest winą, że wynika z jej wcześniejszych doświadczeń, to i tak mają nadzieję, że ją zmienią - swoją dobrocią, metodami wychowawczymi, zasadami, czy lekami. Jeżeli się to nie dokonuje, jeżeli wciąż problemy zamiast maleć, wręcz rosną, niestety obok bezradności pojawia się również niechęć. Wypalenie może pojawić się nawet u profesjonalistów, a bank pomysłów na to co zrobić z dziewczynką powoli się wyczerpuje.

poniedziałek, 9 marca 2020

Załoga - Grzegorz Kalinowski, czyli więcej wspomnień niż napięcia


Powiem tak. Kalinowskiego lubię za kryminały retro, dodatkowo i tematyka "Załogi" mnie zainteresowała. Co prawda jestem ciut młodszy więc nie łapałem się na początek lat 80 z koncertami, graniem itp., ale ponieważ miałem starszego brata, który coś brzdąkał, jakoś uczestniczyłem w tych fascynacjach. Pamiętam pierwsze kapele punkowe, kasety nagrywane w Jarocinie, rozgłośnię harcerską, czuję więc te klimaty. Ba, nawet pod koniec liceum sam już załapałem się na niektóre legendy (KSU, Armia, Dezerter). I nadal mam sentyment do wielu tych kapel. 
Biorę więc do ręki "Załogę" i od razu kładę na górę stosu - niech za długo nie czeka. A potem jeden rozdział, drugi, trzeci... i jakoś tak mój entuzjazm powoli maleje.

33 powieści, które każdy powinien znać, czyli… sprzężenie zwrotne

„Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz co ci się trafi” mówi Forrest Gump w powieści Winstona Grooma. Jednocześnie filozofowie twierdzą, że mózg ludzki nie jest w stanie stworzyć obrazu innej rzeczywistości niż ta, którą poznał, zna, lub jest w stanie sobie wyobrazić. Można więc przyjąć, że wszystko co zawierają powieści jest zbiorem doświadczeń innych ludzi, ich fantazji, przeżyć, odczuć, emocji. Biorąc do ręki książkę nie wiemy co nas czeka, ale jednocześnie jej treść zostaje przefiltrowana przez nasze emocje, odczucia i doświadczenia. Coś jest nam bliskie, coś możemy odrzucić, coś zrozumieć.

Exterminator, czyli zagrajcie to jeszcze raz!


Uzbierało się już 4 spektakle do opisania, a ponieważ marzec bardzo obfity i sporo jeszcze przede mną, pora szybciutko brać się za notki. A zacznę od spektaklu, który mam na świeżo w głowie, ale nie jest wcale niczym nowym - Scena na Woli Teatru Dramatycznego gra już go od roku 2013 i wciąż ma pełne sale. Czy więc trzeba go dodatkowo reklamować? Czemu nie, skoro na to zasługuje i zapewnia świetną zabawę.

Obecność Pawła Domagały na pewno przyciąga część publiczności, ale uwierzcie to nie jest przedstawienie, gdzie świeci tylko jedna gwiazda. Siłą tej komedii jest przede wszystkim tekst, dobry pomysł. Najpierw była powieść „Kochanowo i okolice” autorstwa Przemka Jurka, potem film (w tamtej wersji też Domagała), a choć na scenie ta historia musiała być trochę okrojona, nie traci nic ze swojego uroku. I nawet jej przewidywalność tego nie niszczy.

niedziela, 8 marca 2020

Pan Przypadek i cykliści - Jacek Getner, czyli Miasto na dwóch kółkach i inne szaleństwa rowerowe

Panu Przypadkowi towarzyszę prawie od początku, dostępne były chyba już dwa tomy cyklu, gdy łyknąłem oba, jeden po drugim. Rechotałem jak głupi i to nie raz, szczególnie przy postaci boga seksu, ale z poszczególnymi książkami widziałem też jak zmienia się ich klimat. Postacie drugoplanowe już tak bardzo nie bawiły (przynajmniej te pozytywne), sam detektyw robił się nie tylko coraz bardziej osamotniony w swojej walce z absurdami tego świata, ale i ciut zgorzkniały, chyba zdając sobie sprawę, że każde jego zwycięstwo nawet przez potencjalnie zainteresowanych wcale nie jest przyjmowane z entuzjazmem. Ciekaw jestem więc jak dalej będzie rozwijała się seria.
Niezmienne pozostaje to, że każdy tom to trzy zagadki kryminalne, które rozwiązuje Jacek Przypadek, detektyw amator, znienawidzony przez wszelkie siły postępu i nowoczesności (oczywiście definiowane tak przez samych zainteresowanych). On za nic ma układy, pieniądze, znajomości, preferencje seksualne, sławę itp. Jak śmie, prawda? Przecież nawet zbrodnia powinna być zdaniem wielu traktowana inaczej jeżeli są jakieś "okoliczności łagodzące". Ach, no i nie zmienia się to, że w każdym tomie mamy do czynienia z trochę innym środowiskiem, któremu możemy się przyjrzeć - tym razem są to cykliści. Jakie kolejne pomysły? Może fryzjerzy, barberzy i kosmetyczki?

Kłamstewko, czyli jeszcze nie pora


Niby powinno być coś kobiecego lub dedykowanego paniom, ale w szkicach nie widzę nic takiego, więc lecimy po prostu z tym co w miarę świeże.
"Kłamstewko". W sumie jakby się zastanowić, to jest tu ważny wątek kobiecy - w końcu kto nas wychowuje, z kim wiążą najbardziej mocne więzy, z kim mamy najpiękniejsze wspomnienia? Mama, babcia, żona, córki... I dla facetów i dla kobiet druga kobieta, czyli źródło ciepła, miłości, wsparcia to ktoś najważniejszy, dla kogo chce się żyć. I choć główna bohaterka lata temu wyjechała z Chin z rodzicami do Stanów, odcięta była więc od swoich korzeni, w jej sercu i pamięci te wszystkie chwile pozostały. Nie widzi babci przez lata, ale dzwoni, rozmawia, myśli... Choć zajęta swoim życiem, czasem przywalona problemami, nie zapomina całkiem.
Gdy dowiaduje się o chorobie babci, postanawia więc być przy niej, mimo tego, że rodzice tego nie chcą. I tu dochodzimy do najważniejszego elementu fabuły.

czwartek, 5 marca 2020

Skarb Getta - Adam Michejda, czyli było takie miejsce w warszawskim getcie...


Kilka dni temu pisałem o książce autorstwa Adama Michejdy, współczesnej powieści przygodowo-kryminalnej dla dzieci i młodzieży. Po mojej recenzji zostałem obdarowany tomem pierwszym cyklu i z ciekawości, podobnie jak pierwszy, łyknąłem błyskawicznie. Satysfakcja równie duża! Mam chęć testować to na jakichś dzieciakach i będę reklamował wśród znajomych, zwłaszcza że dziś nawet Pan Samochodzik, którego uwielbiałem w swoim dzieciństwie okazuje się dla młodych mało interesujący? A więc co? Ile można liczyć na Pottera, że zarazi bakcylem czytania. Ale przecież zagadki, akcję, fajne przygody, lubią dzieciaki bez względu na płeć i preferencje.
Może więc właśnie w ten sposób. Tak jak kiedyś radował mnie każdy tom autorstwa Kosika, tak teraz będę mocno kibicował Michejdzie, bo uważam że wciąż brakuje nam takich pozycji na rynku.
Zwłaszcza, że jego książki mają jeszcze tę zaletę, że nie wykorzystują historii, czy ciekawych miejsc jedynie jako tła, czy doszukując się w nich na siłę sensacji. Mam wrażenie, że te wszystkie ciekawostki, anegdoty, lokalizacje, służą temu, by inspirować do dalszych poszukiwań w danym temacie do wyjścia z domu, by samemu stać się dla innych odkrywcą czegoś interesującego. I to mi się bardzo podoba.

The Osmosis - opowieść baletowa, czyli... połówka czy całość?

Teatr Druga Strefa odkrywa przed nami kolejną odsłonę swoich możliwości. Tym razem jest to opowieść baletowa w wykonaniu Natalii Marii Wojciechowskiej oraz Łukasza Lewandowskiego o tym jaki wpływ mają na siebie ludzie, którzy starają się stworzyć związek. A może w ogóle o wzajemnym wpływie jednych ludzi na innych. Osmoza to przenikanie cząsteczek prowadzące do wyrównania stężeń w roztworach. Ale czyż ludzie nie składają się z cząsteczek? Czyż nie starają się wpływać na siebie? W związku i poza nim? Szukamy w życiu miłości, dobrych uczuć, przyjaźni, zrozumienia. Idziemy przez życie w poszukiwaniu tej „drugiej połówki”, która ma nam to zapewnić. Jednak to co do siebie nas przyciąga nie zawsze jest constans. Raz zauroczenie staje się długotrwałą miłością, a raz przelotnym romansem. Staramy się do siebie dopasowywać, ale nie zawsze wychodzi. Człowiek to nie roztwór , jest bardziej skomplikowany, osmoza często nie zachodzi do końca. Idąc przez życie zdobywamy doświadczenia, niekiedy bolesne, odchodzimy i wracamy, ranimy i przepraszamy, tęsknimy, podnosimy się z porażek, budujemy się od nowa, szukamy lepszych rozwiązań, zaczynamy odkrywać swoją wartość i budować ją samemu bez oglądania się na innych.

wtorek, 3 marca 2020

Znalezione nie kradzione - Stephen King, czyli to nie pieniądze są tu najważniejsze

Choć jeszcze pewnie paru najnowszych tomów do kolekcji mi brakuje, to zbiory Kingowe całkiem pokaźne, teraz tylko mieć czas na powrót do niektórych lub odkrywanie tych, których jeszcze nie znam. Myślę, że w tym roku coś się pojawi na blogu.
A póki co mniej typowo bo kryminalnie. Przy powieści "Pan Mercedes" marudziłem, ale potem serial jakoś sprawił, że z sentymentem myślałem o postaci detektywa Billa Hodgesa.
Teraz mam okazję zobaczyć jak bardzo scenarzyści pozmieniali wszystko, mocno rozwijając wątek zabójcy z mercedesa. Treść z trzeciego sezonu serialu pokrywa się z częścią drugą książkowego cyklu, ale powieść prawie pomija tak eksponowaną w filmach postać Hartsfielda. To ciekawe zobaczyć te różnice - przede mną jeszcze tom trzeci (i pewnie treść sezonu drugiego serialu).
Ale wróćmy do książki. Byłem podwójnie zaskoczony, bo ponad połowa powieści pozbawiona jest również detektywa z części pierwszej, skupiona jest natomiast na dwóch bohaterach i wydarzeniach, które dzieli ponad 30 lat. Hodges pojawia się dopiero gdzieś później i choć jego rola w tym co się wydarzy będzie istotna, to raczej jako gaszącego pożar, bo wszystko zadziałoby się i bez niego. Wszystko zostało uruchomione przez wydawałoby się mało znaczące decyzje. Gdy się jednak powiedziało A, potem nieuchronnie nadchodzi chwila gdy trzeba powiedzieć B. Determinacja narasta i coraz trudniej się wycofać.

poniedziałek, 2 marca 2020

Tajny dziennik, czyli słów kilka o Mironie B.



O Mironie Białoszewskim nie wiedziałam zbyt wiele. Poeta, prozaik, dramatopisarz, aktor. Gej. Był. Tworzył. Podejrzewałam, że po jego „Dziennikach” poznam go jako człowieka. I to poniekąd się udało. Wiadomo, że z wielości różnych opowieści o rodzinie i znajomych, zapisków dnia codziennego, wypraw poza Warszawę i za granicę, spotkań z różnymi ludźmi, historii smutnych i zabawnych, anegdot i dykteryjek, które składały się na życie Mirona Białoszewskiego, reżyser Wojciech Urbański wraz z Elżbietą Chowaniec, która tekst adoptowała na potrzeby spektaklu „Tajny dziennik” musieli dokonać wyboru tematu przewodniego – postawili na przemijanie. A jednocześnie jakby w kontrze do tego – przedstawili Mirona Białoszewskiego jako człowieka zachłannego na życie, umiejącego wejść w nie z impetem, czerpać garściami, by potem zaszyć się w samotni i znów kontemplować ludzką naturę, obserwować ludzi, umykać śmierci.