poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Stephen King - Pan Mercedes, czyli król jest nagi


Łączna liczba wyświetleń: 500 600
Ha! Jak to ładnie wygląda! Ale jeszcze bardziej cieszy to: Posty  ›  Opublikowane (1318)  
I Notatnik działa dalej! Jak się uda to z zachowaniem dotychczasowego rytmu. 
Może tylko spróbuję wprowadzić większą zmienność, aby np. filmy nie zdominowały bloga.
 
Dziś o książce, która miała dużą reklamę, ale chyba tylko dzięki autorowi.  Przecież Stephen King to już legenda. Ale tu obok jego książki pojawiała się informacja: debiut. O co więc chodzi? Ano autorowi znanemu z thrillerów zachciało się popełnić książkę detektywistyczną, kryminalną. W tytule notki napisałem: król jest nagi. Hmmm. Może trochę przesadziłem, ale jest po prostu przeciętnie. Gdyby nie sława mistrza, to pewnie powieść przeszłaby bez echa.


Jaki jest mój podstawowy zarzut? Przewidywalność. Od początku wszystko jest w miarę zarysowane - wiemy kto dokonał  potwornego zamachu wjeżdżając w ludzi rozpędzonym samochodem, wiemy kto napisał list do emerytowanego policjanta, kto go drażni, chcąc wygrać psychologiczną wojnę nerwów. Ba, nawet poznajemy jego życie prywatne, bo cała książka oparta jest na krótkich rozdziałach pisanych to z perspektywy "tego dobrego" i "tego złego". Klasyczny pojedynek. Nawet finał jest do przewidzenia. 
Talent Kinga polega jednak na tym, by mimo wszystko utrzymać naszą uwagę. Nawet jeżeli nie ma już zbyt wiele do odgadnięcia, nawet jeżeli nie odczuwamy wielkiego napięcia (bo przewidujemy finał), to i tak siedzimy po nocy przewracając kolejne stronice, bo chcemy wiedzieć jak też to autor rozegra.
Zamiast kryminału, mamy więc raczej thriller, w którym wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem przez wiele stron mamy prywatną "wojnę" emerytowanego detektywa, którego list od sprawcy zamiast pogrążyć w depresji, skłonił do działania i postawił na nogi. No i finał. Spektakularny. Godny ekranizacji. 

I niby nic porywającego. Ale po raz kolejny otrzymujemy amerykański produkt, który jest jak hamburger - kusi wyglądem, zachęca do kupna, potem zajadamy go łakomie i mimo marudzenia, że to "śmieciowe" jedzenie, że każdy posiłek jest taki sam, to potem znów biegniemy gdy jesteśmy głodni. Przy kolejnym "bestsellerze" znowu damy się skusić. Wydajemy na to nawet więcej kasy, niż na rzeczy bardziej wartościowe...
Kilka sympatycznych postaci (główny bohater podejrzewam, że powróci w jakimś kolejnym tomie, żal zabijać kurę przynoszącą złote jajka), sprawnie prowadzona fabuła i niestety trochę jak dla mnie zbyt schematyczne studium szaleństwa. Szkoda też, że dialogi trochę rażą sztucznością, ale może to kwestia słabości tłumaczenia (czy tylko mnie wkurzały teksty czarnoskórego, młodego pomocnika detektywa Hodgesa?). Lektury nie żałuję, ale trudno mówić o zachwycie. Król po prostu jest rzemieślnikiem i nie wszystko co wychodzi spod jego ręki jest genialne.

Książkę przeczytałem dzięki Monice, która "uwolniła" tę książkę aby krążyła między ludźmi. Posyłam wiec dalej.

13 komentarzy:

  1. Ja nie pamiętam kiedy czytałam ostatnio Kinga. Lubię jego pewne tytuły i nie wiem czy kiedykolwiek przeczytam wszystkie napisane przez niego książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na wszystkie to i ja się pewnie nie porwę. Choć uzbierać taką kolekcję byłoby fajnie

      Usuń
    2. Ja tam wolę czytać niż kolekcjonować, ale może mi się jeszcze zmieni ;)

      Usuń
    3. mi został nawyk z młodości gdy o książki było dużo trudniej. Kolekcje Chmielewskiej, Mac Leana to było coś dla wybrańców :) ale i potem parę razy dopadała mnie mania np. mam wszystko Agathy Christie, albo wszystkie Przystanki Alaska, Bondy :)

      Usuń
    4. WOW! Tylko pozazdrościć ;) Ja Chmielewską podczytywałam z biblioteki, a z Christie dopiero się poznaję :)

      Usuń
  2. Kryminały lubię, ale nie cierpie w nich przewidywalności. Teraz to nie wiem czy chcę ją przeczytać... Jestem w szoku, że King "spalił" książke, choc czytałam wczesniej tylko Miasteczko Salem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po prostu zabawił się z gatunkiem i schematami. Postawił nie tyle na zagadkę, co na równoległe pokazanie nam dwóch postaci i oczekiwanie czytelnika na nieuchronny konflikt

      Usuń
  3. Mam ochotę przeczytać Kinga w tej odsłonie, mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie da sie ukryc,ze King potrafi opowiadac,ale ksiazka rzeczywiscie rozczarowuje.Z takim nazwiskiem i dorobkiem odcinanie kuponow wyglada dziwnie.Ale pewnie trudno mu juz wymyslic cos bardzo oryginalnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio już kilka jego pozycji zbierało słabsze recenzje

      Usuń
  5. Jestem zszokowana tą liczbą :D O matko, to moje blogowe marzenie mieć tyle odwiedzin :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń