sobota, 13 października 2012

Mistrz i Małgorzata - Michał Bułhakow, czyli powieść życia

Kiedy ma się opisać jakieś dzieło, które jest bardzo bogate w treści, wielopłaszczyznowe, wizjonerskie, brakuje odpowiednich słów i wszystko co tam tłucze się pod czaszką wydaje się zbyt małe, zbyt prozaiczne. Tam właśnie mam z tą książką - czytałem ją już po raz czwarty, czy nawet piąty i stwierdzam, że za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. To chyba najlepiej świadczy o wielkości książki - wraca się nie tylko dla przyjemności, ale wciąż cieszymy się nią od nowa, odbieramy trochę w inny sposób. Strasznie się cieszę, że była okazja by o tej książce pogadać na DKK i pewnie można by tak godzinami - każdy trochę coś innego w niej odnajduje, zadaje sobie inne pytania. Walka dobra ze złem, atrakcyjność i jakże inne oblicze ducha zła, pytania o obecność Boga - ach ileż tu można odnaleźć tematów. 
W przeszłości pamiętam, że fascynował mnie wątek dialogu Piłata z Jeszuą - wędrownym filozofem, jak go nazywa tu Bułhakow. Te wszystkie sceny, ich plastyczność, klimat, choć tak inne od tych opisywanych w Ewangeliach zostawały w głowie na długo.

książka do kupienia tu

piątek, 12 października 2012

Feels like home - Norah Jones, czyli jesiennie i nastrojowo


Jesień. Można się zakochać w tej porze roku. Te cudowne kolory, słońce, ostatnie chwile ciepełka. W ostatnich dniach jedynie tego ostatniego brakuje, ale nie tracę nadziei, że jeszcze choć parę dni przyjemnych przed nami. Bo potem już zostanie jedynie przyjemność gorącej herbaty i ciepłego kocyka, wyjście na zewnątrz choć miłe już nie będzie takie samo jak teraz gdy można poczytać na ławeczce, albo pospacerować po parku. A jak jesień to nieodłącznie dla mnie też taka muzyka. Tak jak latem kręci reggae i energetyczne rytmy, tak delikatne balladki niesamowicie pasując do tych jesiennych barw i lekkiej melancholii. Z półki więc do odtwarzacza powędrował album wokalistki, która potrafi jesiennie czarować jak mało kto. Norah Jones, ostatnio dużo nagrywa coverów, a ja chyba wolę właśnie te numery ze starszych płyt, z których sporo sama też napisała. Słychać, że nie lubi ona się zamykać w jednym nurcie - tu od jazzu, czy bluesa, bliższa jest nawet country (numer z Dolly Parton), ale czego by się nie dotknęła, dzięki jej głosowi zamienia się w ciepłą, melodyjną i miłą pigułkę. W sam raz właśnie na jesień.

W piekle lepiej być nikim - Maciej Maciejewski, czyli gdy rozwiązanie jest w przeszłości

Już dawno nie szło mi tak ciężko i tak długo z żadnym z kryminałów. Zwykle to lektury na tyle wciągające, że zanim człowiek się obejrzy już widać koniec. A tu kilkukrotnie odkładałem, czytałem inne rzeczy, wracałem... Nie znaczy, że to powieść zła. Ale po prostu jej struktura i klimat jest na tyle specyficzny, że trzeba mieć odpowiedni nastój by to czytać bez problemów. 
Gdyby mówić o samej powieści należałoby rozłożyć ją na czynniki pierwsze, choć pewnie każdy z tych elementów mógłby się wydawać sam w sobie mało wyjątkowy, to złożone do kupy tworzą coś oryginalnego, mrocznego i drażniącego.
Na początku moją uwagę zwróciła główna bohaterka. Agata Zawadzka jest policjantką w jednej z dzielnic warszawskich i właśnie stanęła w obliczy kolejnej sprawy - obok zamordowanego narkomana znaleziono nagie ciało kobiety, której zerwano całą twarz. Tylu mieliśmy już męskich bohaterów w kryminałach, a kobiety są rzadkością. I na dodatek jest to postać cholernie ciekawa - nie tylko dobra w tym co robi, z intuicją, ale też postać, która ma swoje słabości, jest z krwi i kości. Choćby za to warto dać Maciejewskiemu plusa - stworzył postać cholernie autentyczną i na tyle interesującą, że wciąga nas nie tylko samo dochodzenie, ale i jej życie prywatne. Okazuje się, że 40-tka na karku może być niełatwym i mało przyjemnym doświadczeniem. W ogóle trzeba przyznać, że autor bardzo zadbał o to by pokazać nam jak najwięcej rysu psychologicznego różnych postaci. Tu czasem to co się dzieje w głowie jakiejś postaci, jest równie ważne jak sama akcja.

czwartek, 11 października 2012

Śmietnisko, czyli biedny też ma swoją godność

Najpierw moją uwagę zwróciła informacja iż muzykę do tego dokumentu zrobił Moby. No jakże to ominąć, nawet jeżeli o samym filmie dotąd nie słyszałem. Ba - nawet - jako, że mało interesują się sztuką plastyczną, niewiele wiedziałem o samym Viku Munizie, o którym ten film opowiada. I choć muzyka mnie troszkę zawiodła, bo jest jej niewiele i bardzo w tle, to sam dokument okazał się całkiem interesujący. Po pierwszym zachwycie potem przyszły różne pytania i nie jestem wobec niego bezkrytyczny, ale to tym bardziej świadczy o tym, iż warto go zobaczyć. Dokument powinien jakoś poruszać i zmuszać do dyskusji. 
Ale zacznijmy od początku - Muniz - chyba najbardziej znany na świecie artysta wywodzący się z Brazylii (sam wypowiada ten sąd), ale mieszkający w Stanach, postanawia wrócić do swego kraju, by stworzyć tam nowy projekt, a jednocześnie oprócz walorów artystycznych, tym razem postawić na cele społeczne.
Jego wybór miejsca i inspiracji to podobno największe wysypisko śmieci na całym świecie koło Rio de Janeiro i ludzie, którzy są zbieraczami, czyli zarabiają na segregacji śmieci.

wtorek, 9 października 2012

Akacje, czyli wrażliwość się budzi przy dźwięku silnika

Ufff już w domciu, i na tydzień spokój z wyjazdami. Zdążyłem dziś jeszcze napisać krótką notkę o filmie Tost. Historia chłopięcego głodu i w wolnych chwilach dalej będę uzupełniał nie tylko bazę rzeczy obejrzanych, przeczytanych, przesłuchanych, ale i miejsca gdzie konkursy są już zakończone, a nie ma jeszcze żadnej recenzji. Co do konkursów - na razie jestem tak zadziwiony niską frekwencją w najnowszej rozdawajce (kryminalno-sensacyjnej), że chyba na dłuższy czas w ogóle zaprzestanę je u siebie organizować. Może robić tak jak inni i po prostu na otrzymywanych do recenzji egzemplarzach korzystać/zarabiać (allegro, filnta lub coś podobnego)? Dotąd miałem frajdę, że książka będzie dalej krążyć i ponieważ zgłaszający się do konkursów często sami prowadzą blogi, miałem też nadzieję, że powstaną kolejne ciekawe recenzje, które będę mógł konfrontować ze swoimi wrażeniami.
Ale ale, dzisiejsza notka miała być nie o konkursie, ale o filmie "Akacje". Filmie przedziwnym.

poniedziałek, 8 października 2012

Kochanek śmierci - Boris Akunin, czyli Fandorin mentorem

O rozdawajce na dole :)
Z powodu różnych wyjazdów ostatnio coraz mniej czasu na czytanie rzeczy poważnych i dłuższych, ratuję się więc lekturami lekkimi i przyjemnymi - ot takimi, że można nawet w korku rozłożyć na kierownicy, albo posłuchać w trakcie dłuższej jazdy zamiast muzyki. A że lubię kryminały to i takie tytuły ostatnio dominują. Zastanawiam się tylko kiedy znaleźć czas na zawalone przez mnie wyzwanie z Prusem czy na kolejne lektury na DKK (Siostra Pelagia to sama przyjemność, ale Mistrz i Małgorzata wymagałaby trochę skupienia)... Ech. A na razie o kolejnej lekturze Akunina, którego sprezentował mi Świat Książki, a którego z kolei chcę sprezentować Wam w rozdawajce.

Fandorina pewnie już każdy kto lubi kryminały (szczególnie te retro), zna - fajnie wymyślona postać, niezłe tło i zwykle całkiem sporo akcji - to wszystko sprawia, że lektury kolejnych tomów to ogromna przyjemność, która niestety szybko się - łyka się to maksymalnie w jeden, dwa dni.


Tuż po weselu, czyli załatwić wszystkie swoje sprawy

Po filmie W lepszym świecie reżyserka Suzanne Brier jest dla mnie postacią na tyle ciekawą, że nie tylko z uwagą wypatruję jej kolejnych filmów, ale i cofam się do tych, o których jeszcze nie pisałem, a do których wracam po jakimś czasie. Dziś kolej na "Tuż po weselu", a niedługo jeszcze "Bracia" - wykorzystując to, że oba są dostępne na iplex.pl. Nie wiem czy to tylko sprawa jej dobrego wyczucia i dobrej ręki, a może szczęścia do współpracujących scenarzystów, ale jej filmy są wyjątkowe - niby opowiadają o normalnych codziennych sprawach i uczuciach, ale pokazane jest to w taki sposób, że staje się nie tylko okazją do dogłębnej analizy jakichś relacji, doświadczeń, przeżyć, ale też do przemyślenia wielu wartości, jakie uważamy za ważne w naszym życiu. Niby nic - ot parę postaci i napięcie miedzy nimi, a ogląda się to równie dobrze jak najlepszy thriller.

www.wawa2010.pl, czyli zagrajmy to po swojemu

Lubicie covery? Szczególnie nowe wersje starych polskich numerów, które znacie z dzieciństwa? Chyba mało który artysta osiągnie poziom taki aby przeskoczyć oryginał. Ale może zagrać to po swojemu - traktować pierwowzór jako punkt wyjścia do własnych wariacji, eksperymentów. Tu też można kręcić nosem, że rzadko się udaje coś ciekawego stworzyć, ale wciąż pojawiają się nowi twórcy, którzy uważają, że wydobędą głębię, jakieś wartości, których w poprzednich wersjach zabrakło. Macie jakieś swoje ulubione przeróbki dawnych numerów.
Do tych rozważań skłoniła mnie płyta, którą dziś zabrałem ze sobą do samochodu w kolejną podróż służbową. Projekt przedziwny, bo łączący dość odważne poszukiwania muzyczne i kawałki z zupełnie innych bajek - od poważnych do rozrywkowych, od wojennych po współczesne. A łączy je temat - miasto Warszawa. Całość wydana została przez Muzeum Powstania Warszawskiego, które od kilku lat dość odważnie podchodzi do współpracy z muzykami (od Lao Che, przez reggae do jazzu).

piątek, 5 października 2012

Mr. Nice, czyli wesołe (?) jest życie dilera

Prawdę mówiąc trochę zaskoczył mnie ten film. Życiorys Howarda Marksa - chłopaka pochodzącego z małego miasteczka w Walii, absolwenta Oxfordu, a potem przemytnika narkotyków na dużą skalę (podobno w pewnym momencie przez jego ręce przechodziło 10% produkcji haszyszu) rzeczywiście nadaje się na to by pokazać ja na ekranie, ale twórcy chyba trochę za bardzo nie wiedzieli czy potraktować temat poważnie czy na luzie. Scenariusz powstawał o autobiografię, która podobno na zachodzie jest dość popularna, a sama postać Marksa jest tam traktowana jako jedna z ikon lat 60-tych. Czym zyskał sobie taką popularność? Może tym iż złapany kilkukrotnie na przemycie narkotyków wymigał się od wyroku wykorzystując dziwne znajomości i ośmieszając prawo. Facet, który nigdy nie uważał, że to co robi jest przestępstwem, jawnie pali trawę mimo zakazów i w wywiadach podkreśla, że on tylko chce dać ludziom prawo wyboru, na pewno musiał grać nieźle na nerwach konserwatystom i wszystkim organom ścigania. 

czwartek, 4 października 2012

Euforia, czyli przestrzeń stepów, łódka na Donie i klasyczny trójkąt

 Vyrypayev - to nazwisko, mimo młodego wieku faceta, to można powiedzieć, że już pewna marka - dramatopisarz, scenarzysta, reżyser. Kiedyś już pisałem o filmie do którego przyłożył rękę i nawet porównując Najlepszą porę roku z filmem, o którym dziś kilka słów można dostrzec pewne podobieństwa. Przede wszystkim niesamowita intensywność emocji, a jednocześnie sprawienie, że ludzie, którzy je odczuwają są jakby odrealnieni. Nie przejmując się jakimiś normami, zasadami podążają za swoimi pragnieniami, za impulsami, które popychają ich czasem do czynów szalonych. Nie chcą przeżyć życia będąc nieszczęśliwym, wolą nawet skończyć ze sobą byle przez chwilę zbliżyć się do tego co postrzegają jako szczęście - miłości, zemsty, zbliżenia, zazdrości i wyłączności, wybaczenia...
Ten film - choć piękny od strony wizualnej i cudownie dopełniony prostą i harmonijną, tęskną muzyką, jest niełatwy w odbiorze i trudno do jakiejkolwiek interpretacji. Mamy z jednej strony jakąś historię, ale bez skupienia się na poszczególnych scenach, symbolach i znakach, które się tu pojawiają, wydaje się ona dość błaha.

środa, 3 października 2012

Tost. Historia chłopięcego głodu - Nigel Slater, czyli spragniony uczuć

Okładka jaką widzicie obok jest związana z filmem, ale o nim innym razem, a dziś o książce, która była przedmiotem niedawnego konkursu u mnie. Prawdę mówiąc, ponieważ nie posiadam w domu dostępu do Kuchnia TV postać Nigela Slatera do niedawana była więc dla mnie kompletnie nieznana, ale nie tak dawno wyczaiłem jego programy na BBC i muszę przyznać, że są całkiem smakowite, a on sam jest postacią ciekawą i wyrazistą. W Wielkiej Brytanii jest uznawany za jednego z najlepszych, kto wie może i do nas kiedyś dojdzie moda na jego książki i programy. 
Ta książeczka nie zawiera jednak bynajmniej przepisów, choć pełna jest smaków, zapachów i kolorów jedzenia. To autobiografia, a raczej uporządkowane choć fragmentaryczne zapiski gdzie wspomnienia z dzieciństwa zawsze jakoś kojarzą się z jedzeniem. To ono jest tu tematem przewodnim i towarzyszy autorowi na każdym kroku.

wtorek, 2 października 2012

Soul kitchen, czyli Hamburg miastem wielu kultur

Co prawda miałbym ochotę dziś napisać o dokumencie, który właśnie ocierając łezkę z oczu kończę oglądać, ale coś czuję, że zmęczenie nie pozwoli mi dziś siedzieć długo, wybieram więc do opisania coś lżejszego. Bo Soul Kitchen to film raczej rozrywkowy. To chyba było nawet lekkim zaskoczeniem, bo reżyser tureckiego pochodzenia Fatih Akin znany był dotąd raczej z poważniejszych obrazów i z tego, że pokazuje bez ogródek różne problemy jakie rodzą się z powodu różnic kulturowych w krajach europejskich (konsumpcjonizm i laicyzacja kontra tradycyjne wartości i Islam)...
Tym razem jest lekko, komediowo i raczej bez specjalnych ambicji na jakąś misję społeczną, zmianę czegokolwiek tym obrazem. W zalewie mało ambitnych komediowych produkcji amerykańskich to miła odmiana, ale sam film po obejrzeniu pamięta się chyba głównie nie tyle ze względu na fabułę i grę aktorską co za niezłą muzykę, której tu całkiem sporo.

poniedziałek, 1 października 2012

Bestie z południowych krain, czyli magia nie mieści się w szufladki

Magiczny film. I korzystając z tego, że premiera już niedługo, a dziś i jutro w wielu miastach odbywają się pokazy przedpremierowe, bardzo bym chciał go Wam polecić. Urzekła mnie nie tylko ta prosta historia i sposób pokazania świata z punktu widzenia dziecka. To chyba głównie duża szczerość i naturalność z jaką zagrali to nasi bohaterowie najbardziej powala i sprawia, że ta opowieść ma w sobie tyle uroku. Zarówno ojciec jak i dziewczynka grająca córkę zagrali tak, że spokojnie bym uwierzył, że na co dzień żyją właśnie w takich warunkach, a reżyser wciągnął ich w tę fabułę nie tyle każąc coś odgrywać, ale po prostu nagrywając ich codzienność. 
Co to w ogóle jest? Kino katastroficzne? Dramat społeczny pokazujący ludzi żyjących trochę na marginesie społeczeństwa i których na siłę się "cywilizuje". A może coś z realizmu magicznego - w końcu sporo tu dziecięcej fantazji, która w rzeczywistość wplata nam trochę jej lęków, czy marzeń. Co by to nie było - uwierzcie, że połączenie udane. Debiut Benh Zeitlin to film piękny, niegłupi i wzruszający.