Marzec zamykam bardzo dobrym filmem. Niby Jan Komasa przyzwyczaił nas do mocnych akcentów fabularnych, nie powinniśmy być więc zaskoczeni, a mimo to chyba znowu mu się trochę to udało. Jest w tym jakaś przewrotność Mechanicznej Pomarańczy, jest trochę absurdu, ale mimo przerysowań reżyser funduje nam całkiem ciekawe pytania. Nie odbierałbym tej produkcji jako pochwały "surowej ręki rodzica", ale na pewno uderza to w jaki sposób udało się z więźnia uczynić kogoś kto mimo wszystko poczuł coś więcej, poczuł się kochany. Może po raz pierwszy w życiu.
Dotąd wszystko przecież traktował tak jak nauczył go świat: płytko, szybko, aby wykorzystać, aby się popisać, powygłupiać, odlecieć. I nagle Tommy, który tak lubił zaszaleć, budzi się po kolejnej nocy imprezowej i widzi że jest w nowym miejscu, z obręczą na szyi, przykuty łańcuchem do ściany. Jak na pierwsze kilka minut filmu przyznacie że grubo.
Cały seans będziemy próbowali rozgryźć motywację i całe kulisy podjęcia decyzji o takim sposobie "resocjalizacji". Czy wybrali go, bo ich rodzina doznała jakiejś krzywdy z jego strony? Wielokrotnie potrafił przecież być agresywny, chamski, wręcz okrutny, nigdy nie przejmował się uczuciami innych ludzi. Na pewno był obserwowany i teraz mogą zaserwować mu całą masę jego ekscesów z jego własnych mediów społecznościowych gdzie bez krępacji je upubliczniał. Prawo było bezradne. Oni wzięli na siebie konieczność jego "naprawy".
I choć oczywiście intencje chwalebne, przecież nikt z nas nie zaakceptuje tych metod, bardziej pasujących do tresowania zwierząt w dawnym stylu, metodą kija i marchewki. W całym tym groteskowym pomyśle, najciekawsza jest jednak rodząca się w chłopaku przemiana. Tak jakby czuł, że mimo tego iż jest więziony, mimo pragnienia ucieczki, coraz mocniej wierzył im, że to wszystko dla jego dobra, że nie wymierzają kar z okrucieństwa, ale z jakiejś dziwnie interpretowanej próby uczenia go konsekwencji błędów. Łamiesz zasady, nie dotrzymujesz próśb, jesteś wulgarny – musisz wiedzieć, że nie pozostanie to bez reakcji. Skoro chcesz krzywdzić, sam zostaniesz skrzywdzony.
Walka charakterów, walka różnych podejść do świata, różnych wrażliwości.
Ciarki chodzą po plecach.
Stephen Graham w roli ojca i opresyjnego "opiekuna" oraz Anson Boon w roli wściekłego młodzieńca po prostu kapitalni! Choćby dla ich ról warto to obejrzeć. Machając ręką na nielogiczności scenariuszowe. To tak jak z Parasite – nie musisz wierzyć że wszystko było dokładnie tak, wystarczy że uwierzysz przez chwilę że mogło tak być.
Niepokojące, nieoczywiste, zmuszające do własnych pytań moralnych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz