poniedziałek, 30 marca 2026

Chamowo, czyli wielka płyta i prywatny kosmos poety

MaGa: Któż z nas w swoim życiu nie przeprowadzał się na nowe miejsce chociaż raz. Znamy więc te spojrzenia sąsiadów wcześniej zasiedlonych, nasze obserwowanie środowiska w jakim przyszło nam zamieszkać i pierwsze próby adaptacji w „nowym terenie”. Znamy to uczucie oswajania nowych dźwięków, odgłosów, nawoływań. O wielu z nas, zasiedlających nowe osiedla w pobliżu tych wcześniejszych, niekiedy przedwojennych, mówiono „chamowo”, bo niby gorsze, bardziej plebejskie, hałaśliwe, zbyt barwne. Podobnie było z bohaterem spektaklu Mironem Białoszewskim; zamieszkał w 1975r. na nowym osiedlu w pobliżu „starej” Saskiej Kępy.


Robert: Przeprowadzić się ze Śródmieścia, pewnie nie tylko od różnych rozrywek i miejsc dobrze znanych, ale i od znajomych, od życia towarzyskiego, komuś znanemu nie było łatwo. Zwłaszcza że to nie była jak dziś kwestia decyzji i zorganizowania przewozu rzeczy, ale i całej urzędniczej przeprawy, by wszystkich formalności dopełnić. Ten dziennik, spisywany przez pierwszy rok życia w nowym miejscu, to jednocześnie fajna fotografia tamtych czasów, a jednocześnie możliwość przyglądania się niebanalnej osobowości, introwertyka, człowieka mającego już swoje lata, po zawale, szanowanego pisarza i próbującego odnaleźć się w zupełnie nowych warunkach.


MaGa: Jeśli spodziewacie się wartkiej akcji – to nic z tego. Spektakl jest zlepkiem scenek luźno ze sobą połączonych, które zdarzały się w początkowym etapie zasiedlenia. Mimo to, spektakl jest zabawny, a Łukasz Lewandowski w roli Mirona jest świetny. Zupełnie jak dziecko we mgle, które nie wie co się dzieje wokół niego. Wszystko jest nowe i nieprzewidywalne. W unormowane już życie poety/prozaika wdziera się coś dla niego nowego, głośnego i często szalonego, co musi okiełznać i oswoić dla siebie. Ten duch „co ulata” musi zejść na ziemię i spotkać z wiertarką, murarzem, dziwnym sąsiadem.


Robert: Udało się to fajnie pokazać – zarówno te chwile ciekawości "obserwatora", jak i te pełne napięcia chwile gdy wszystko go drażni, bo przyzwyczajony jest do ciszy, swojej muzyki, braku tak nachalnie narzucających się odgłosów życia toczącego się tak blisko niego. Ci którzy znają twórczość Białoszewskiego i jego życiorys w konkretnych scenkach rozpoznają osoby bliskie poety (Soliński, Stańczakowa) i na pewno nie będą się nudzić, choć rzeczywiści jak zwróciłaś uwagę, nie ma tu jakiejś spójnej i trzymającej w napięciu fabuły.  


fot: Krzysztof Bieliński, za stroną Teatru
MaGa: Łukasz Lewandowski doprawdy mistrzowsko zagrał Mirona w jego początkowym zagubieniu, zdumieniu. Mimiką umiejętnie to podkreślał. Z czasem poeta i prozaik zaczął obserwować otoczenie z czułą ciekawością, by na koniec dojść do wniosku, że jednak nie tak źle żyło się w tym miejscu. Korowód osób wokół niego, tych którzy u niego bywali (matka, przyjaciele, sąsiedzi, robotnicy), z którymi musiał załatwiać sprawy związane z przeprowadzką i meldunkiem (urzędniczki) tworzą chaos i są dla niego czymś nowym i zadziwiającym. Z właściwą sobie umiejętnością opisuje to w dziennikach, a Mikołaj Grabowski przenosi to na język teatru, czym doprowadza widzów do śmiechu.


Robert: Powstał spektakl trochę szalony, ale pełen życia, niby o przeszłości, ale nie żadna ramotka. Czuje się klimat PRL, czuje się Warszawę. Dodam że ciekawie też czuje się tą aurę szacunku jaką władza i pewne kręgi tworzyły wokół artystów, jeszcze inteligencja nie była traktowana jako podejrzany element wrogi wobec systemu. A dla zwykłych ludzi, robotników, czy nawet osób z marginesu, którzy nagle załapali się na nowe mieszkania? Jak mogli postrzegać człowieka, który jak sam podkreślał "pracuje w domu" i potrzebuje skupienia. 


MaGa: Dla mnie (z racji wieku) to wspomnień czas i powrót do młodości, przeprowadzka na własne mieszkanie. Kiedy teraz patrzę na to oczami Białoszewskiego to dochodzę do wniosku, że każdy dla każdego był wówczas „chamowem”. Wtedy byliśmy wszyscy zaaferowani tym, że otrzymaliśmy coś swojego, lokal mieszkalny, który należy umeblować, pomalować. Każdy uwijał się jak w ukropie, czynił rzeczy konieczne i dopiero taki duch literacki, człowiek z poezji i słów pokazał, że dla niego to było coś niemal absurdalnego. Kiedy sobie to uświadamiamy to można się roześmiać.


Robert: Nie czytałem tych dzienników wcześniej, więc przyznam że z ciekawością obejrzałem przedstawienie i mogę jedynie przypuszczać na ile udało się dobrze uchwycić to co w nich najciekawsze. Mogę więc pisać jedynie o wrażeniach, a nie o pewności opartej na jakichś porównaniach, ale wyszedłem bardzo usatysfakcjonowany. Nie wiem czy dla wszystkich grup wiekowych będzie to tak czytelne i ciekawe, bo przecież pewnych rzeczy nikt tu nie tłumaczy, po prostu one będą bardziej czytelne dla tych, którzy pamiętają lata 70 i 80. Pomysłowa scenografia, sporo ruchu, płynne przejścia, obsada w której trudno wskazać słabe punkty – to wszystko sprawia że Chamowo naprawdę może się podobać. Życie codzienne poety, a różne scenki przeplatane jakby kadrami z kroniki filmowej i filmami pokazującymi "sukcesy" związane z budowami kolejnych blokowisk, nie tylko bawią, ale i przywołują wiele wspomnień. 


MaGa: Mnie się ten spektakl oglądało bardzo dobrze. Śmiech na widowni świadczy, że nie tylko mnie. To zderzenie poety z nowym środowiskiem, absurdami PRL-u, nowymi wyzwaniami jest pięknie zagrane, a jednocześnie ukazuje sposób jego patrzenia na ten nowy, zmieniający się świat. Postacie przewijające się w otoczeniu poety, grane są przez całą obsadę w sposób doskonały, z dużą dbałością o szczegóły co sprawia, że uśmiecham się na wspomnienie tego spektaklu.

Chamowo - Teatr Ateneum - więcej o spektaklu tu

Adaptacja, reżyseria, opracowanie muzyczne i plastyka ruchu - Mikołaj Grabowski

Scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz

Opracowanie muzyczne - Olga Mysłowska

Reżyseria światła Michał Grabowski

Projekcje - Ignacy Ciunelis (i tu jeden z niewielu minusów, bo nie zawsze były dobrze widoczne przez rusztowania).

Występują: Łukasz Lewandowski, Janusz Łagodziński, Dorota Nowakowska, Jakub Pruski, Olga Sarzyńska, Jan Wieteska i gościnnie Alicja Juszkiewicz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz