niedziela, 29 marca 2026

Prawdziwi Amerykanie, czyli czemu taka/taki właśnie jestem?

Do końca miesiąca 3 wpisy, wybrałem więc książkę, spektakl i film, znowu muzyka przegrywa, ale może w przyszłym miesiącu znajdę na nią więcej przestrzeni notatnikowej. W końcu jeden koncert już lada chwila...

A dziś o kolejnej powieści od Filii Literackiej. Powieść ciekawa, choć początkowe wrażenie było powiedziałbym średnie – co to znowu mamy do czynienia z romansidłem dla którego cała reszta staje się jedynie dodatkiem? Na szczęście jednak nie, kolejne rozdziały kompletnie zmieniają naszą perspektywę i nawet powiedziałbym że zostawiają nas z pewnymi wątpliwościami co do powodów pewnych decyzji. Trochę tak jakby autorka w pewnym momencie uznała iż bardziej interesuje ją jakieś fatum wiszące nad bohaterami niż oni sami. 

Rachel Khoung stawia przed nami pytania o amerykański sen, o jego znaczenie dla tych, którzy przybywają do tego kraju, o to jakie wartości przekazują swoim dzieciom, a jak to odbierają kolejne pokolenia imigrantów. 

Jak wspomniałem, wszystko zaczyna się niczym w romansidle. Córka chińskich imigrantów, wpada w oko chłopakowi, który początkowo nie zdradza zbyt wiele, ale okazuje się synem właścicieli jednego z największych koncernów zajmujących się badaniami genetycznymi i badaniami w medycynie. Mimo pewnego napięcia jakie wyczuwamy po obu stronach w rodzicach, tej przepaści finansowej i klasowej, młodzi świata poza sobą nie widzą i wydawałoby się nic nie może zagrozić ich związkowi. 


A potem nagle wątek się urywa :) Ciekawe rozwiązanie, by kolejne części książki były opowiadane jakby z perspektywy po, czyli przez syna tej pary, ale także z perspektywy przed, czyli matki Lily Chen, która opowiada praktycznie całą swoją młodość w Chinach i marzenie o tym by wyrwać się do Ameryki. Te trzy historia pokazują nam tło dramatu rodzinnego, który mocno wpłynął na wszystkich, to co ukrywane, nie wypowiedziane, prędzej czy później jednak jakoś wypłynie na wierzch. 

Szczególnie poruszająca pewnie będzie ta historia z okresu rewolucji kulturalnej w Chinach, ogromnej biedy i życia w ciągłym strachu o to czy kolejnego dnia i ty nie znajdziesz się wśród uznanych za wroga ludu. Mam jednak wrażenie że w tej sadze rodzinnej to co było najważniejsze dla autorki, to pokazanie tej przedziwnej mieszanki ambicji, nadziei i determinacji, która popycha czasem do dziwnych decyzji. Chcąc zyskać lepszą przyszłość dla swoich dzieci, dla siebie, jesteśmy gotowi na bardzo dużo, a potem dziwimy się gdy mówią nam prosto w oczy "dlaczego?" albo "nie powinniście byli tego robić". Dzieci potem też jakoś w dziwny sposób dziedziczą różne lęki, kompleksy, a może i konsekwencje, choć nie do końca rozumieją tego dlaczego są właśnie tacy. 

Ciekawe, choć mam wrażenie, że chwilami trochę autorka przekombinowała w warstwie fabularnej, zbytnio skupiając się na warstwie emocji.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz