wtorek, 30 kwietnia 2013

Biutiful, czyli wcale nie piękny film o...

Za poprzednie filmy Alejandro Gonzalez Ińárritu jest u mnie w czołówce ulubionych reżyserów. To kino specyficzne, pewnie nie dla wszystkich, pełne emocji i prawdziwych ludzi, którzy postawieni są w okolicznościach, które ich przerastają. Tym razem jednak trochę mnie zmęczył tym obrazem - może po prostu nie byłem w nastroju, ale jakoś ciężar różnych wydarzeń i scen mnie przytłoczył, zabrakło też piękna, jakiejś chwili uniesienia, które zwykle przenikało różne ciemności u jego bohaterów. Tu wszystko jest tak ponure, mroczne, że naprawdę można nabawić się ciężkiej depresji.
Ale to nie znaczy, że film nie jest interesujący, albo że nie ma w nim kapitalnych fragmentów. Po prostu jest inny.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Uwikłanie, czyli co wy zrobiliście?

Pisałem już, że nadrabiam różne filmowe zaległości? W telewizorku w ramach przeprosin od NC+ za całe zamieszanie z umowami doszedł mi Canal+ i AleKino, więc sporo tytułów do upolowania... Jak się doliczyłem to już 466 film, któremu poświęcam notkę na blogu. Trochę tego jest... A jaka frajda wrócić do niektórych notatek :)
Co mam napisać o Uwikłaniu, żeby nie połamać klawiatury ze złości? Książkę Miłoszewskiego uważam za naprawdę niezły materiał, ale przecież tu wszystko jest na opak - zamiast faceta, mamy kobietę, zamiast dziennikarki - policjant, zamiast Warszawy - Kraków i tak by można ciągnąć - zostały nazwiska i ogólny zarys. Małopolska zaciera ręce, bo zyskała ładne obrazki miasta i okolic, a więc darmową reklamę (oczywiście policjanci i prokuratorzy są tak majętni w naszym kraju, że umawiają się w najlepszych kafejkach przy rynku, żeby mieć ładny widok), ci co czytali powieść wolą zapomnieć jak najszybciej o filmie, a ci co nie czytali zastanawiają się o co tu biega... No bo niby jest morderstwo, ale żeby poskładać elementy układanki i odgadnąć jaki związek ofiara miała z całą rozwijającą się potem intrygą, to już trzeba nie lada geniuszu. Ja rozumiem uproszczenia w filmie, ale zlitujcie się - nie da się robić czegoś byle jak, licząc, że widz przyjmie coś na wiarę, albo sobie doczyta...

Libertyn - Kompania teatralna Mamro, czyli odrobina kultury za darmochę

Mieszkać w okolicach Warszawy (albo innego dużego miasta z ofertą kulturalną) to jednak frajda. Ech, tylko mieć czas, czasem nawet kasy nie trzeba - jeżeli aż tak bardzo nie zależy nam na wielkich nazwiskach, to co proponują domy kultury to naprawdę ciekawa oferta. Nie wszędzie za darmo, czasem to opłata rzędu 20-30 złotych, wystarczy jedynie regularnie przeglądać oferty różnych dzielnic.
Gdy zobaczyłem w repertuarze "Porucznika z Inishmore", czyli sztuki
Martina McDonagha (o jego filmach już wspominałem), to tylko oczy mi się zaświeciły (bo Współczesny tego już nie wystawia). Wyprawa na drugi brzeg Wisły nie jest skomplikowana, bo dzięki autostradzie to 20 minut jazdy, potem trochę błądzenia po osiedlu (Białołęka średnio zadbała o oznakowania) i wreszcie jesteśmy! Zero sprawdzania rezerwacji, żadnych kontroli - wchodzisz na salę i siadasz. A gdy światła zgasły i zobaczyłem pierwszą scenę kopara mi opadła. Zaraz, zaraz...

sobota, 27 kwietnia 2013

Masłem do dołu - Peter Sabach, czyli sam wiem jak mam żyć

Na początek przypomnienie o konkursie czeskim, w którym ta książka jest do wygrania (i jeszcze jedna - "Zniknąć" Soukupovej) oraz o poprzednich notkach na temat książek Sabacha wydawanych w Polsce przez wydawnictwo Afera: Gówno się pali oraz Podróże konika morskiego (chyba moja ulubiona jak dotąd).
A gdy jesteśmy już po przypominajkach, możemy spokojnie przyjrzeć się kolejnej książce tego autora. Ironia, pewien dystans do świata, pokręcony humor i nutka goryczy (bo przecież życie słodkie nie jest) - to wszystko za co kochamy czeski humor jest tu obecne w 100%. Ten ich stoicki spokój, filozoficzne zatrzymanie się nad kuflem od piwa, nie poddawanie się żadnej tragedii, jest jednocześnie dla nas źródłem zdziwienia (no bo jak długo tak można?), ale czasem i zazdrości. Nie wiem jak Was, ale nieodmiennie ich produkcje filmowe bawią mnie dużo bardziej niż nasze (jakieś głupawe i najczęściej bez sensu). Niby to czasem zakręcone jak słoik, ale jest też w tym tyle jakiejś normalności (wystarczy popatrzeć na bohaterów tych produkcji), lekkości w opowiadaniu. Czemu wspominam o filmach? Ano nieprzypadkowo - proza Sabacha często wykorzystywana jest przez tamtejszych twórców, warto więc sięgnąć po jego książki, by odkryć ich klimat, humor i sprawdzić, czy to co podoba się Czechom, jest zrozumiałe u nas (ale chyba nie jestem wyjątkiem?). Dziś wiec humor czeski, a jutro dla odmiany (teatralnie) czarna komedia kryminalna rodem z Irlandii (kto zgadnie na co idę?)...

piątek, 26 kwietnia 2013

Wymyk, czyli no jak żyć bracie, jak żyć?

Książki w czytaniu, w słuchaniu, wciąż na stosy przy łóżku kładę kolejne pozycje, które pojawiają się w czarodziejski sposób (znaczy się pomimo moich postanowień: ograniczyć pojawianie się nowych tytułów), a nawet na wyjeździe nie ma czasu żeby czytać. Dobrze, że przyhamowałem trochę z filmami, bo niedługo zanim bym o czymś napisał, to zdążyłbym zapomnieć - tyle się tego uzbierało. Nadrabiam zaległości, oglądam to co mi gdzieś umknęło, albo było widziane jeszcze zanim założyłem bloga... 
Wymyk czekał i czekał, wszyscy chwalili, a ja się jakoś nie mogłem przełamać. Więckiewicza lubię coraz bardziej, ale jak czytałem recenzję, to myślałem sobie: co z tak prostej historii można wycisnąć ciekawego?
Dwaj bracia, niełatwe relacje i wydarzenie, które sprawia, że już nic nie będzie takie samo jak dotąd...

czwartek, 25 kwietnia 2013

Asian Dub Foundation - Enemy of the enemy, czyli mieszanka wybuchowa nie tylko na drogę

Na powrót już przygotowana inna płyta i mam nadzieję iż równie skutecznie pozwoli mi nie zasnąć za kółkiem, a na dziś słów kilka o kapeli, o której jeszcze chyba nie pisałem. Kocioł energii, buntu i zaangażowania. Tak jak w latach 80-tych walka o sprawy społeczne i wyrażenie gniewu to głównie muzyka punkowa, tak obecnie z tych źródeł to zaangażowanie przeszło do wielu innych gatunków, mamy czasy gdy miesza się różne wpływy i inspiracje. Asian Dub Foundation wykorzystuje i gitary rockowe i rytm, brzmienia reggae, teksty są rapowane, a to wszystko bazuje na elektronicznym bicie, samplowaniu i okraszone jest egzotyką arabską albo hinduską: a to wokaliza, a to bębny, a to jakieś instrumenty, które znamy z tamtej kultury. Całość jest taką dawką energii, że po włączeniu w aucie, powietrze natychmiast wypełnia drżenie i czysta adrenalina (nie muszę pić tyle kawy, albo ładować się napojami puszkowymi).

Zelig, czyli potrzeba akceptacji

Dziś totalnie zwariowany wieczór w Toruniu, jutro powrót, a że w aucie ratuję się i audiobookiem i muzyką, spodziewajcie się notek w najbliższym czasie właśnie wokół rzeczy do słuchania. 
A dziś? Chyba jeden z moich ulubionych filmów Woody Allena - uważam, że świetnie oddaje jego poczucie humoru i jednocześnie w formie żartobliwej pokazuje nam coś ważnego. Stylizowany na dokument film, okraszony wywiadami z różnymi ważnymi postaciami światka nauki i kultury, jest rzeczą, która wciąż bawi, ale i jednocześnie może dawać do myślenia.

środa, 24 kwietnia 2013

451stopni Farenheita - Ray Bradbury, czyli ludzkość niczym feniks...

No proszę - wczoraj miałem tak zakręcony dzień, że nawet przygotowanej notki nie miałem kiedy wrzucić. Pozdrawiam więc z sympatycznego ośrodka Caritas pod Toruniem i wrzucam. Następne notki wkrótce...
Ta powieść jak mało która nadaje się na notkę w dzisiejszym dniu. W Międzynarodowym Dniu Książki, wizja świata, w którym nie ma książek, władza i społeczeństwo je odrzuca, przyprawia o ciarki na plecach... 
To mój powrót do tej pozycji po latach i podobnie jak w przypadku Dicka - zachwyt, że to wciąż się dobrze czyta, że wciąż można znaleźć sporo ciekawych odniesień do współczesności. Jak na lekturę sprzed 60 lat - to wciąż kawał dobrej prozy, z pomysłem i w pewnym sensie rzecz wizjonerska. Przecież tu nie chodzi o wprost o zakaz czytania i posiadania książek, ale o szersze zjawisko, które legło u początku tych przepisów - dążenia do stworzenia przekazu jak najprostszego (streszczenia, omówienia książek), budzącego jak najmniej kontrowersji, dostarczanie jedynie rozrywki i eliminowanie wszystkiego co może budzić jakieś trudniejsze emocje, mogą dotknąć choćby malutką grupę ludzi. Powoli eliminując tego typu zagrożenia, pod pretekstem uszczęśliwiania społeczeństwa, władza wyeliminowała skutecznie wszystko to co mogło stanowić dla niej jakieś zagrożenie - inteligencję, wyższe uczelnie, wykładowców, pisarzy, dziennikarzy... Kultura masowa zmieniła jakąkolwiek wartość w jak najbardziej lekkostrawną papkę. Ludzie siedzą przed telewizorami (a raczej całymi ścianami, które zamienione są w odbiorniki) otrzymując codzienną porcję rozrywki (bardzo to bliskie naszym programom reality tv), coraz mniej ze sobą rozmawiają (bo nie mają o czym) i nie oszukujmy się, coraz łatwiej nimi manipulować. Ta cieniutka książka o lękach i zagrożeniach widzianych przez Bradbury'ego, dziś wcale nie jest mniej aktualna niż wtedy (nawet jeśli zagłada nuklearna wydaje się odleglejsza)...     

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Chory z urojenia, czyli NFZ ostrzega: masaż przepony na własną odpowiedzialność

Przyspieszam z notatkami, bo przede mną jeden z pierwszych wyjazdów, czasu i dostępu do sieci może nie być, ale na szczęście materiału do tego, by coś napisać zebrało się całkiem sporo. Dziś teatralnie :) Niestety, upodobania moich bliskich oscylują wokół komedii, chcąc nie chcąc wiec muszę to brać pod uwagę gdy organizuję wspólny wypad do teatru. Przyjąłem jednak zasadę, by przynajmniej sprawić za każdym razem (sobie również) przyjemność nie tylko śmiechem, ale i obsadą. Tegoroczny wypad z obiema mamami (zorganizowany wcześniej z powodu licznych delegacji w maju) z okazji Dnia Matki, tym razem organizowany był pod znakiem Teatru 6 Piętro. Wzorem innych scen prywatnych ściągają do siebie znane nazwiska, niestety ceny mają zaporowe, skorzystałem wiec z tego, że na wyjazdach w teren ceny biletów są tańsze, a przy okazji odwiedziliśmy Ośrodek Mazowsza w Otrębusach). Piękne, nowoczesne centrum na totalnym odludziu, aż żal, że to miejsce nie jest wykorzystane w pełni.
Trochę martwiłem się tym, czy ekipa 6 piętra nie przyjedzie przypadkiem w okrojonym składzie, ale zjawili się w komplecie (tym razem w zastępstwie za Wojciecha Pokorę - Henryk Talar). A sztuka?

niedziela, 21 kwietnia 2013

Miłość z kamienia, czyli ci, którzy zostają

Książka już powędrowała do pierwszej osoby, która się zgłosiła, ale wciąż jest szansa dla tych, którzy ją chcą przeczytać - zapraszam tutaj! 
O tej pozycji jest głośno, nie muszę więc chyba specjalnie jej przybliżać. Grażyna Jagielska, pisarka i tłumaczka napisała książkę o tym jak wyglądało jej życie gdy mąż zaczął robić karierę korespondenta wojennego. Każdy jego wyjazd, oczekiwanie na znak życia, przeżywanie jego opowieści - to wszystko wpędziło ją w stan, który wreszcie doprowadził ją do ośrodka terapeutycznego, specjalizującego się w leczeniu stresu bojowego.
Rzecz mocna, bardzo osobista, by nie powiedzieć intymna, napisana z pozycji osoby, która powoli traci swoje życie, żyje coraz bardziej życiem tego drugiego. Kto czytał reportaże Wojciecha Jagielskiego, kto zachwyca się pracą korespondenta wojennego, teraz ma możliwość zobaczenia tego od drugiej strony. Zobaczenia jak wielką cenę się płaci... 

sobota, 20 kwietnia 2013

Tabu, czyli pełna nostalgii Portugalia oraz pełna namiętności Afryka


Po kilku godzinach kopania w ogródku człowiek jakoś nie ma ochoty siedzieć przy kompie i pisać długie notki - wymyślę sobie milszy sposób na relaks, a na dziś w takim razie zaległa notka o drugim filmie obejrzanym w ramach Wiosny filmów. Obraz ciekawy, chwilami nawet urzekający, ale też niełatwy - we mnie pozostawił sporo znaków zapytania. Dla smakoszy pewnie spora przyjemność, dla przeciętnego widza raczej jako ciekawostka.
Do końca trudno odpowiedzieć mi było na pytanie co jest na serio, a co jest jakąś grą z widzem, co jest częścią fabuły, a co dołożone zostało, bo pasowało do wizji estetycznej reżysera. To właśnie oryginalność tego obrazu jest jego siłą - czarno białe wysmakowane zdjęcia, do tego w większości filmu nie słyszymy żadnych dialogów, a jedynie narrację kogoś kto całą historię wspomina. Te sceny gdy obserwujemy ludzi, słyszymy dźwięki z tła (przyroda afrykańska), a nie słyszymy słów, zaskakują, ale też przykuwają uwagę.

piątek, 19 kwietnia 2013

Chłopak rzeźnika, czyli indianie, procesje i kosmici

Ostrząc sobie zęby na dyskusję u Anki i zastanawiając się nad notką na temat tej lektury, na dziś coś krótszego i gdzieś troszkę w podobnych klimatach. Też jesteśmy gdzieś na Wyspach (choć Irlandczycy się obrażą, ale w końcu nie są kontynentem), też mamy opowieść o dzieciństwie, w obu przypadkach też religia odgrywa całkiem spora rolę. Kto nie zna filmu, zachęcam - bo jest warty zobaczenia. Troszkę fantazji dziecięcych, trochę obrazków obyczajowych z Irlandii lat 60-tych, no i ciekawie opowiedziana historia młodego chłopca, który tworząc sobie wyimaginowany świat, próbuje radzić sobie z niewesołą sytuacją w domu. 

Ojciec Franciego jest nałogowym alkoholikiem, matka udręczona życiem ma coraz większe zaburzenia psychiczne, a chłopak, choć bystry i pyskaty, żyje na ulicy robiąc co chce. Jego świat to mieszanka filmów, komiksów i fantazji, wraz z przyjacielem Joem całymi dniami uganiają się robiąc różne psikusy i wymyślając kolejne zabawy. Społeczność małego miasteczka w większości przymyka na to oko, jedynym zaciętym wrogiem Franciego i jego wybryków staje się pani Nugent. To ona i jej syn staną się początkiem kłopotów, które potem uruchomią kolejne, coraz bardziej dramatyczne wydarzenia.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan - Hey, czyli zaskakują i nie stoją w miejscu


Są takie płyty, które od pierwszego przesłuchania od razu trafiają do głowy i potem długo mamy chęć słuchać ich na okrągło, a są i takie, które za pierwszym razem powodują raczej zdziwienie niż zachwyt, które odkładamy "na jakiś czas", by potem je na nowo odkryć. Ta płyta dla mnie na pewno należy raczej do tych drugich. Już po pierwszych przeciekach, że muzycznie będzie bliżej solowych projektów Kasi Nosowskiej, trochę kręciłem nosem - jednak wolę Hey z pazurem rockowym. A tu - niby melodyjnie, ale rytmy połamane, dużo elektroniki, która przy pierwszym słuchaniu strasznie drażni, spokojniejsze, troszkę nostalgiczne klimaty i pazur został tylko w tekstach - nadal chyba najbardziej oryginalnych i ciekawych rzeczy jakie śpiewają nasi rodzimi artyści.