Kiedy ten film wchodził na ekrany to ja akurat pojawiłem sie na świecie, ale pamiętam, że jego emisja u nas budziła emocje nawet jeszcze w latach 80-tych - pamiętam opowiadania brata, jak to umawiali się z kumplami gdzieś w parku na spotkania dwóch "rodzin" poprzebierani niczym mafiosi. Ile w tym prawdy - nie wiem. Ale film na pewno budził emocje. Czy nadal tak jest? Mówi się, że przywrócił (albo rozpoczął) modę na filmy o tematyce gangsterskiej, przestępczej - tak go się najczęściej postrzega. Czy słusznie? Młody Coppola (pewnie dostał tę fuchę bo sam był Włochem) zbiera różne obrazy, które o mafii już wcześniej mieliśmy w głowach, ale też tworzy z tego coś nowego, co przebija wszystko co stworzono dotąd, co stanie się esencją opowieści o mafii włoskiej w Stanach tamtych czasów. Oczywiście potem będą np. Chłopcy z ferajny, ale to już trochę inne lata i inny styl opowiadania. Tu bardziej liczy się opowieść o świecie, który powoli odchodzi w przeszłość, świecie zasad, którym wierni są już tylko nieliczni... Spokojnie można by to nazwać świetnym dramatem i w ten sposób to oglądać, otoczkę gangsetrską potraktować jedynie jako świetne, ale jednak tło do opowieści o ludziach.Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
piątek, 30 września 2011
Ojciec chrzestny, czyli wracam do klasyki
Kiedy ten film wchodził na ekrany to ja akurat pojawiłem sie na świecie, ale pamiętam, że jego emisja u nas budziła emocje nawet jeszcze w latach 80-tych - pamiętam opowiadania brata, jak to umawiali się z kumplami gdzieś w parku na spotkania dwóch "rodzin" poprzebierani niczym mafiosi. Ile w tym prawdy - nie wiem. Ale film na pewno budził emocje. Czy nadal tak jest? Mówi się, że przywrócił (albo rozpoczął) modę na filmy o tematyce gangsterskiej, przestępczej - tak go się najczęściej postrzega. Czy słusznie? Młody Coppola (pewnie dostał tę fuchę bo sam był Włochem) zbiera różne obrazy, które o mafii już wcześniej mieliśmy w głowach, ale też tworzy z tego coś nowego, co przebija wszystko co stworzono dotąd, co stanie się esencją opowieści o mafii włoskiej w Stanach tamtych czasów. Oczywiście potem będą np. Chłopcy z ferajny, ale to już trochę inne lata i inny styl opowiadania. Tu bardziej liczy się opowieść o świecie, który powoli odchodzi w przeszłość, świecie zasad, którym wierni są już tylko nieliczni... Spokojnie można by to nazwać świetnym dramatem i w ten sposób to oglądać, otoczkę gangsetrską potraktować jedynie jako świetne, ale jednak tło do opowieści o ludziach.czwartek, 29 września 2011
Stosik nr 4 i parę wspomnień muzycznych, czyli małe świętowanie
O konkursie będzie tym razem w środku notki, a nie na koniec jak dotąd. A cała notka znowu będzie trochę chaotyczna, bo też i jakoś trudno ogarnąć wszystkie rzeczy obejrzane ostatnio, przeczytane, a o płytach to nawet wspominać nie będę. Czasu mało na pisanie, gonitwa pomysłów, czytać nie za bardzo jest kiedy - może trochę zwolnić tempo muszę? Z egzemplarzami do recenzji powoli już się wyrabiam, ale patrząc na różne stosy z bibliotek, zakupionych, czekających na swoją kolej nie ustaję w kombinowaniu ile miesięcy zajmie mi przeczytanie tego wszystkiego i w jakiej kolejności to robić. Ale przecież ten blog to nie tylko kłopot i trudność by się zorganizować z notkami, ale też spora satysfakcja - nie tylko z pisania u siebie, ale i z poznawania nowych osób, poszerzania swoich "horyzontów" kulturalnych :) Wciąż pojawiają sie nowe ciekawe recenzje, jakieś dobre tytuły warte tego by się z nimi zapoznać, czytam, szukam, poznaję, a to zawsze frajda! Szczególnie gdy się tym mozna z kimś podzielić. Pojawiła się nawet szansa by w moim miasteczku rozpoczął działalność klub dyskusyjny (trzymajcie kciuki!)... No i jest mała okazja do świętowania.
Słyszeliście o Morganach?, czyli wieczny chłopiec
Kolejny raz przeciętny filmik jednak jakiś drobiazg sprawia, że ma sie ochotę o nim napisać. A tym drobiazgiem jest... pewnie się domyślacie - no właśnie aktor, który tego typu role dopracował do perfekcji i gdyby tylko się nie starzał to chciałby je grać kolejne 20 lat. W tym przypadku to chyba nawet nie jego zaszufladkowano, on sam chyba takie rzeczy wybiera... Znowu jest czarujący, po angielsku flegmatyczny i jeszcze te jego miny i maślane spojrzenia. Hugh Grant mimo, że wciąż gra tak samo i scenariusze najczęściej ma sztampowe to i tak mam do niego jakąś słabość - wiadomo czego sie spodziewać, jest lekko, momentami zabawnie, dla pań czasem refleksyjnie czy wzruszajaco (bo panów w ten sposób to nie rusza)... Ostatni film z nim jaki widziałem to chyba staroć "O Angliku, który wszedł na wzgórze, a zszedł z góry", to czemu nie obejrzeć jego ostatniej produkcji?środa, 28 września 2011
Klub dyskusyjny, czyli Yes, you can
Znowu w biegu mimo, że planowałem dziś trochę wiecej czasu poświecić i poukładać rózne rzeczy na blogu, wpaść do klubu dyskusyjnego Ani... I znów nic z tego. A na temat notki wybrałem coś może niezbyt odkrywczego, sentymentalnego, ale jednocześnie dającego do myślenia. Amerykanie takich historii wyprodukowali mnóstwo, jednę głębsze, inne proste i schematyczne, ale wszystkie niosą w sobie pewna wartość - otóż opowiadaja poprzez biografię jakichś ludzi o pewnych problemach i o tym, że można je pokonać. Możemy się śmiać z ich filozofii, ale to przekonanie, że każdy może zostać prezydentem (albo geniuszem, albo milionerem) na starcie ustawia ich na lepszych pozycjach. Potem może przyjść rozczarowanie, ale tu też oczywiście setki filmów opowiedzą nam o tym, iż nawet bezdomny z ulicy może dokonać czegoś wielkiego (choć na małą skalę, ale film o nim ogląda cały kraj). "Klub dyskusyjny" to coś z tego nurtu - niby film o rasizmie w Stanach Zjednoczonych, ale przede wszystkim historia, która na przykładzie trójki studentów pokazuje nam czego mimo trudności można dokonać.wtorek, 27 września 2011
Pierwsi na księżycu, czyli jakie cuda leżą w archiwach
W robocie wciąż urwanie głowy, więc muszę ograniczyć nie tylko moje kontakty z kulturą ale i pisanie tych notek. Po raz pierwszy zaczynam sie obawiać, że wrzesień będzie pierwszym misiacem gdy nie uda sie "wyrobić" normy... Ale próbować przecież mogę, nie? Dziś wiec będzie krótka notka o szalonym filmiku dokumentalnym znalezionym na kanale Wojna i Pokój.
A projekt to iście zaskakujący - oto w archiwach (mimo różnych prób niszczenia i zacierania śladów) twórcy filmu znaleźli dowody na to, iż Związek Radziecki już przed wojną przygotowywał się do lotu w kosmos, przygotowania były dość daleko posunięte i nawet odbyła sie próba wystrzelenia załogowej rakiety. Ponieważ jednak uznano próbe za nieudaną wszystkie ślady po tym programie zostały zatarte.
poniedziałek, 26 września 2011
Millennium. Dziewczyna, która igrała z ogniem, czyli już mniej ciekawie
Niedawno pisałem o filmowej części pierwszej, która zrobiła na mnie całkiem miłe wrażenie (przede wszystkim fajnym klimatem), no to pewnie nie będzie zdziwienia, że i druga część przy okazji została obejrzana. No i jednak roczarowanie. Twórcy tym razem postawili w dużo większym stopniu na zapętlenie wątków, przyspieszenie tempa i przejście od klasycznego kryminału jednak w stronę filmu sensacyjnego. Może komuś to przypasuje, dla mnie jednak było troche wtórne. sobota, 24 września 2011
Dziewczyny z kalendarza, czyli kobieta jest jak kwiat
Różnych filmów i innych rzeczy do opisania nazbierało się tyle, że brakuje już czasu by to wszystko ogarnąć - spokojnie by starczyło i na dwie notki dziennie, ale kto to by czytał? A na dziś - niby w tv Forrest Gump, którego bardzo lubię, ale ja o innej historii - niby nic szczególnego, ot komedia jakich wiele z pewną nutką optymizmu i łezką wzruszenia. Anglicy wyspecjalizowali sie w tego typu produkcjach wykorzystujących często prawdziwe historie. A ta ma w sobie jeszcze oprócz humoru parę "mądrości zyciowych" na temat przyjaźni i tego co w życiu najważniejsze. Za czas jakiś pewnie sam film uleci z głowy choć sama historia ze względu na swą wyjątkowość pewnie jeszcze czas jakiś pozostanie w głowie i będzie budziła uśmiech na twarzy.Stworzył nas jazz, czyli muzyka biednych
Ciąg dalszy spotkań z kinematografią radzieckią i rosyjskią, kolejne też spotkanie filmowo-muzyczne. Było już o hipisach, bitnikach to teraz jeszcze wczęsniejsze czasy i jazz. A wszystko w starym stylu, przypominającym lekko absurdalne czarno białe komedie, które powstawały choćby w latach 50-tych (a to przecież rok 1983). Sympatyczne, duzo muzyki, humor może nie najprzedniejszy, ale uśmiechnąć się można. To historia lekko sentymentalna o miłości do muzyki i pasji by ją grać, mimo, że czasy wcale takiej muzyce nie sprzyjają.czwartek, 22 września 2011
Pani Bovary - Flaubert, czyli miłość niespełniona
Jako, że od jutra startuje omawianie tej lektury w czytelniczym klubie dyskusyjnym wrzucam parę słów od siebie i zapraszam tych którzy czytali do przyłączenia sie do dyskusji. Dawno już nie czytałem nic z tego typu klasyki - nie chodzi nawet o samą epokę historyczną, ale raczej o język, rozbudowane opisy i pewną mentalność. Ale czytało się całkiem dobrze. Rozumiem, że ta powieść mogła budzić w tamtych czasach pewne kontrowersje (pewnie łatwiej było opowiadać o zdradach mężczyzn niż kobiet), ale obecnie nie ma w niej nic specjalnie wstrząsającego. Ot romansidło, z rozbudowaną warstwą psychologiczną i obraz pewnej epoki, życia w małych miasteczkach, w warstach ziemiaństwa i mieszczan.
środa, 21 września 2011
Wojna Restrepo, czyli kamera i żołnierze
Od dawna już interesował mnie ten film, gdy zobaczyłem go w programie tvp oczy natychmiast sie zaśmiały. Ale dziwna rzecz - pod tym samym tytułem co nagradzany 90 minutowy film tu zafundowano nam 50 minutowy dokument tych samych twórców (Restrepo: Outpost Afghanistan). Trudno powiedzieć nawet jak ma się on do oryginału. Ale to i tak ciekawa rzecz. Wywiady z żołnierzami przeplatane są zdjęciami kręconymi w ogniu ostrzału, na patrolach, spotkaniach w wioskach z ich mieszkańcami - operator jest wszędzie i dlatego materiał mimo, że trochę bez ładu i składu jest bardzo żywy i ciekawy. Reagowanie na zagrożenie, napięcie, słowa wypowiedziane zaraz po jakiejś akcji na pewno wyglądają inaczej niż gdyby były już poukładane i odgrywane. Filmowiec staje się częścią drużyny i można mu powiedzieć wszystko.
Millennium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, czyli skandynawskie kryminały teraz na ekrany
Aż dziwne, jestem chyba jedną z niewielu osób, które Larssona jeszcze nie przeczytały w całości i nie poddały się zachwytom, mimo, że kryminały bardzo lubię. Ot - nie złożyło się, bo zawsze coś innego kusiło bardziej niż te cegiełki. Ale czekają na swoją kolej i pewnie kiedyś przeczytam. A na fali różnych zachwytów sięgnąłem po film. Wiem, wiem to nie to samo. Ale ciekawość zwyciężyła, a ja przynajmniej nie jestem skazany na porównania z książką. Film "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" jest pierwszą częścią trylogii - to całkiem niezły kryminał w starym stylu, więcej tu budowania nastroju, dokładania kolejnych elementów układanki niż akcji, na co zwykle kładą nacisk nowsze filmy. wtorek, 20 września 2011
Igraszki z diabłem, czyli zabawa z Teatrem Telewizji
Niegdyś Teatr Telewizji był poniedziałkowym przysmakiem dla wielu tysięcy widzów. Niestety, ostatnio z tego cyklu pozostała w publicznej tv tylko nazwa i niszowe spektakle z dawnych lat, często nadawane w późnych godzinach wieczornych. Kiedyś gromadziły wokół telewizorów liczne rzesze fanów, aktualnie nieregularne spektakle sprawiły, że ich znaczna część "odpłynęła" ku rozrywce oferowanej przez inne kanały.Czy powrócą? Miejmy nadzieję, że tak. Ostatnie tygodnie skłaniają do ryzykownego stwierdzenia, że Teatr Telewizji odzyskuje swoją stałą pozycję w poniedziałkowej ramówce. Czy na dłużej? Zobaczymy.
Igraszki z diabłem to znakomity spektakl z 1979 r. oparty na sztuce czeskiego dramaturga Jana Drdy napisanej w okresie II wojny światowej (I wyd. czeskie - 1946, w Polsce - 1949).
Jego reżyserem był Tadeusz Lis. Wcześniej twórca takich spektakli jak chociażby "Jubileusz" wg D. Storey'a, "Urodziny" (J. Whiting), czy "Piknik" (L. Smoček).
poniedziałek, 19 września 2011
Żywot Mateusza, czyli baśń o dużym dziecku
Notka miała być zupełnie na inny temat, ale ten film, mnie jakoś ujął na tyle, że nie chcę odkładać okazji by parę słów na jego temat napisać. Takich filmów dziś już ze świecą szukać. Czarno biały obraz Witolda Leszczyńskiego jest magią kina w dawnym stylu, chwila zatrzymania, zadumy nad pięknem i harmonią człowieka z naturą. To prawie jak poezja na małym ekranie - obrazy dopełnione świetnie muzyką Corellego, urokliwe zdjęcia, symbolika a do tego niesamowity Franciszek Pieczka...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


