niedziela, 13 grudnia 2020

Pink Freud - piano forte brutto netto, czyli taką twarz jazzu mogą pokochac wszyscy

Wśród nowości płytowych miłe zaskoczenie dla ucha. Najpierw singiel, który wydał mi się bardzo wakacyjne, chilloutowy, a potem już dorwałem się do całości i gęba mi się coraz bardziej uśmiechała.
Co prawda singiel okazał się mało reprezentacyjny, ale może i dobrze, bo byłoby nudno. Jaka to płyta? Ano chodzi o najnowszy krążek Pink Freud, czyli kwartetu pod wodzą Wojciecha Mazolewskiego. Ich eksperymenty z jazzem zawsze wykraczały poza ramy gatunkowe - pokusili się nawet o covery punkrockowe, prawie każdy krążek jest inny. Ten jest... wyjątkowo melodyjny. I to właśnie zaskakuje. Jazz zwykle jednak kojarzy nam się mocno z improwizacją, z przestrzenią na każdy instrument, a tu - raczej harmonia, melodia, zespół, a brzmieniowo chwilami jest bardzo rockowo (choć nie brakuje też elektroniki). To kolejny żartobliwy eksperyment (popatrzcie chociaż na tytuły i wariacje na temat słowa Pink), szukanie czegoś co im w duszy gra. Może w okresie pandemii właśnie w takim kierunku zaprowadziły ich emocje. Na luzie, ze swobodą, wciągając nas w pulsującą energię lub też poddając delikatnemu kołysaniu. Ta muzyka żyje, rozwija się, oplata nas... I to jest w niej fajne. 

sobota, 12 grudnia 2020

Szamańska choroba - Jacek Hugo-Bader, czyli nie uwierzysz dopóki nie zobaczysz

Jacek Hugo-Bader podobno od kilkunastu lat myślał o tym temacie i oto jest - jego najnowsza książka, wydana zresztą zdaje się własnym sumptem (zerknijcie tu), w całości poświęcona szamanizmowi na terenach byłego imperium sowieckiego.
Mimo tylu lat panowania komunizmu, prób wyplenienia wszystkiego co dla tamtej władzy kojarzyło się z zabobonami, religią, światem duchowym, szamani wcale nie zniknęli, a w nowych czasach nawet całkiem dobrze się mają. Ludzie bowiem mają jakąś dziwną wewnętrzną potrzebę, by szukać pomocy nie tylko w nauce, pieniądzach, tym co namacalne, ale i w świecie duchów, które mogą się nami opiekować lub też zmienić czyjeś życie w koszmar.

Tuwa, Jakucja, Buriacja, Ałtaj, cały region środkowej Azji, terenów odległych od wielkich ośrodków, Syberia, to tereny gdzie autor szuka śladów tego fenomenu i próbuje go zrozumieć, dotknąć jego istoty. Nie ocenia, nie narzuca nam swojej opinii, choć chwilami czujemy jego sceptycyzm, ale stara się jak najlepiej poznać tych, których otoczenie traktuje jako szamanów, rozmawia o ich historiach życiowych, wypytuje o znaczenie rytuałów, ich działanie. Ta książka to podróż przez tereny Federacji Rosyjskiej i jednocześnie wędrówka do świata, który jest dość odległy. Oczywiście, podobnie jak w innych religiach, dla części ludzi którzy przychodzą do szamanów po pomoc, to jedynie część jakiejś tradycji, zabobonów, których nie rozumieją, ale są też tacy, którzy doświadczyli istotnej przemiany, uzdrowienia, więc dla nich spotkanie ze światem duchów, do którego szaman jest przewodnikiem (czy też pośrednikiem) ma jak najbardziej realne wymiary.

piątek, 11 grudnia 2020

30 gramów, czyli wciąż łowimy płotki

 Szukałem czegoś, ca na dziś mogę wrzucić w miarę szybko, bez zagłębiania się w detale i chyba mam. Może i taki obraz by przeszedł u mnie bez specjalnych emocji, gdyby nie to, że został wyprodukowany w Iranie. Bo że narkotyki, handlarze i bezradność policji w ściganiu takich przestępstw w Stanach to się przyzwyczailiśmy, ale tam? A tu proszę.
Mocny obraz tego jak wiele osób stacza się na dno przez używki, ale i niezłe kino akcji pokazujące jak zdeterminowany glina walczy żeby przynajmniej raz dopaść jakąś grubą rybę, wyeliminować całe laboratorium, a nie jedynie handlarzy. Żeby to zrobić Samad będzie działał na granicy prawa, choć tak często podkreśla konieczność przestrzegania go przez wszystkich. Jeżeli jednak można groźbami, manipulacją uzyskać jakieś informacje, może trzeba przymknąć oko na zasady?

czwartek, 10 grudnia 2020

Gorąca gwiazdka. Niegrzeczne opowieści, czyli duszno i porno, tfu.. parno znaczy się

No i sam nie wiem co napisać o takiej pozycji. Potraktowałem to trochę jako eksperyment, bo wiadomo, że nie jestem grupą docelową, ale to ciekawe kto tak naprawdę nią jest? W jakim wieku kobiety lubią tego typu klimaty i dlaczego? Bo literacko to raczej cienkie. Jak rozumiem liczy się atmosfera, to przeżycie erotyczne i uniesienie jakie przeżywają bohaterki, dzięki którym czytelniczki też mogą sobie pomarzyć/powyobrażać/lub przejść do realizacji jakichś planów.
Kiedyś żartowano, że panowie szukają w książkach golizny, scen, akcji i krwi, a panie to raczej romantyzmu, uczuć, westchnień. No to dokonała się niezła zmiana. Szkoda tylko, że za tą odwagą, by opisywać różne fantazje/doznania, nie idzie trochę więcej językowej (nomen omen) sprawności. Te wszystkie mokre majtki sztywniejące członki, tryskające soki itd. sprawiają wrażenie dużej nieporadności w oddawaniu tego co naprawdę się tam dzieje między dwójką bohaterów. No ale co się dziwić - na ekranie też czasem wychodzi żałośnie, mało pięknie, a i emocji w tym się nie czuje. No więc tu często miałem podobnie - to budzi raczej uśmiech politowania, a nie podniecenie, czy jakieś fajne wyobrażenia. Gdyby pisał to facet, większość by raczej potraktowała to jako mało smaczne grafomańskie wypociny... A jak piszą to kobiety? I jeszcze inne kobiety to kupują i chcą czytać?

środa, 9 grudnia 2020

Co w końcu ważne, czyli Lola, Richard mówi do widzenia i Przyjaciel

Trzy propozycje filmowe, raczej mniej znane, może wypatrzycie coś dla siebie.
Na początek trochę inna twarz znanego aktora. Johny Depp w dramacie czy też może raczej komediodramacie na temat... śmierci. Jak zmienia się życie, spojrzenie na świat, gdy otrzymujesz informację, że zostało ci tylko kilka miesięcy? 

Główny bohater "Richard mówi do widzenia" jest profesorem literatury, postrzeganym raczej jako człowiek spolegliwy, spokojny, przewidywalny. Gdy dowiaduje się o swej śmiertelnej chorobie, postanawia przestać skrywać swoje myśli i odczucia, budząc spory szok zarówno wśród bliskich, jak i na uczelni wśród studentów i innych wykładowców. Chce odejść na swoich zasadach i żyć te ostatnie tygodnie tak jak chce, robiąc to na co ma ochotę.

wtorek, 8 grudnia 2020

Gdziekolwiek spojrzysz - Jakub Szamałek, czyli najcienniejsze i najsłabiej chronione: informacje

Finał serii "Ukryta sieć" Jakuba Szamałka wreszcie w moich rękach - to niezły pomysł pod choinkę dla kogoś kto lubi powieści współczesne, z nutką kryminalną, ale z naciskiem na nowe technologie. U Szamałka (od dwóch pierwszych częściach cyklu znajdziecie notki w zakładce przeczytane na górze strony) ostrzeżeń znajdziecie sporo i choć niektóre z rzeczy opisywanych przez niego brzmią trochę futurystycznie, udowadnia, że to zagrożenia całkiem realne.
W pierwszej części dziennikarka Julita Wójcicka tropiła szajkę pedofili, w drugiej zmierzyła się z człowiekiem, który w świetnym stylu prowadził kampanię wyborczą, a w trzecim...
Cóż. Różne wątki wreszcie trzeba spiąć w całość. Ci, których wtedy nie zdołała dopaść, którzy wciąż się kryli w sieci lub zdążyli zwiać zanim napuściła na nich policję, wciąż stanowią dla Wójcickiej przedmiot obsesji, nic więc dziwnego, że gdy trafia na niewielki ślad, rusza jego tropem. Oni szykują nowy biznes, traktując Polskę jako poligon doświadczalny, który ma udowodnić skuteczność sztucznej inteligencji. Program, który analizuje różne dokumenty, nie tylko pod kątem zawartych tam informacji, ale również stanów emocjonalnych, ma przynieść im władzę i pieniądze. A jego twórcą jest ten, kogo w pierwszym tomie, wytropiła jako zarządzającego forum dla pedofili. Wójcicka rusza tropem nowych śladów, nie wiedząc, że mimo całej ostrożności, w każdej chwili z myśliwego może zmienić się w zwierzynę.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Defendor, czyli gdy wszyscy inni się poddali

Woody Harrelson w roli superbohatera, ale dość specyficznego. To nawet nie jest pastisz, żadna tam komedia czy satyra, choć można pewnie się uśmiechnąć widząc nieporadność Arthura Poppingtona. Ewidentnie jest to człowiek niedostosowany do życia w społeczeństwie, naiwny, żyjący trochę w swoim własnym świecie. Komiksy i historie o superbohaterach dają mu nadzieję na to, że i on może komuś okazać się pomocny, kogoś uratować i zawalczyć o sprawiedliwość. Przygotowuje się więc do swoich akcji chałupniczo, często zamiast wygrywać z przestępcami, dostaje od nich łomot, ale i tak nie zamierza się poddawać. Jaki inny sens miałoby jego życie? Opuszczony jako maluch przez matkę, wciąż marzy o tym, by odnaleźć i ukarać tych, którzy sprowadzili ją na złą drogę. 
Można się uśmiechnąć, choć ta historia bliższa jest dramatowi niż komedii - narkotyki, prostytucja, brudne interesy, skorumpowana policja już nikogo nie dziwią. Jeżeli więc alter ego Arthura, czyli Defendor może stanąć do walki o czystość miasta od zalewających go brudów, zasługuje on na wsparcie, a nie na śmiech.

niedziela, 6 grudnia 2020

Władza i imperium - Marc Cameron (Tom Clancy), czyli uczeń i mistrz

Trzeci tom w ramach wznowienia cyklu z Jackiem Rayanem Toma Clancy'ego. I co trochę zaskakujące - postawiono tym razem na rzecz zupełnie nową, czyli po dwóch książkach bardziej znanych i wznawianych ukazuje się rzecz wydana już po śmierci autora, w ramach kontynuacji serii (i po raz pierwszy). Marc Cameron jest już chyba czwartym autorem zaproszonym do współpracy, mam jednak wrażenie, że poradził sobie z zadaniem bardzo dobrze. Ci którzy kochali Clancy'ego za rozbudowane opisy (militaria, techniczne detale, zależności służbowe, rangi) i wielowątkowość, będą czuli się w swoim żywiole, ale Władza i imperium (to już tom 24 o Ryanie) to także rzecz absolutnie trzymająca w napięciu.
Oczywiście trochę w stylu dawnych mistrzów, czyli to mieszanka polityczno-szpiegowsko-sensacyjna, w której jasno zarysowany jest podział na dobrych i złych. Frajda jednak jest!

sobota, 5 grudnia 2020

Jak Bóg szukał Karela, czyli bo Polacy już Boga podobno znaleźli

Dziś krótko, bo zamierzam poza sprzątaniem oddać się miłym chwilą z książkami i nadrabiać zaległości. A film wywołał u mnie sprzeczne emocje, więc chyba pozostawię Wam decyzję, czy warto po niego sięgać.

W skrócie: ekipa filmowa z Czech przyjeżdża do Polski, by opowiedzieć o fenomenie polskiej religijności. W różnych jej odsłonach. Dla nich to dziwne/śmieszne, a mu w większości traktujemy te sprawy śmiertelnie poważnie. Tyle, że film niestety jest dość chaotyczny, to zbiór luźnych pomysłów, miejsc i tematów, które są najbardziej rzucające się w oczy lub kontrowersyjne, scen czasem bardzo przypadkowych, kręconych bez scenariusza. Potem nagle pada informacja, że ekipie skończyły się fundusze, przerwali kręcenie na jakiś czas, a gdy wrócili to już trochę z lepszym pomysłem, poświęcali więcej czasu na każdy temat, na wysłuchanie ludzi, mieli jakieś pytania w zanadrzu. Całość jest kręcona "z tezą", czyli i dobór tematów jest trochę konfrontacyjny i same rozmowy mają charakter trochę zaczepny, jakby z góry chcieli rozmówców ośmieszyć. Licheń. Częstochowa. Radio Maryja. Molestowanie przez księży. Pomniki papieskie lub figura ze Świebodzina. I na dokładkę "Klątwa" wystawiana w Powszechnym. 

piątek, 4 grudnia 2020

Through Shaded Woods - Lunatic Soul, czyli daj się oczarować

Najchętniej to bym zachęcił Was najpierw do posłuchania nagrań, a potem dopiero napisał o nich kilka zdań. Bo jak napiszę, że to produkt z Polski, że to dzieło jednego faceta, to oczywiście będą pochwały i zachwyty, ale zawsze będzie już to trochę umniejszone - fajnie, że i nas ktoś potrafi. A tu przecież chodzi, że to płyta, która spokojnie może być sprzedawana za granicą i być może tam nawet będzie bardziej doceniona. To nie jest więc kwestia: Polak, więc go chwalmy. To po prostu jest cholernie dobre. Przemyślane. Spójne. Klimatyczne.
Mariusz Duda znany jest przede wszystkim jako lider Riverside (również formacji bardziej popularnej za granicą niż u nas bo stacje radiowe mamy wypełnione prawie samą sieczką), ale ma też kilka innych projektów muzycznych. I co ciekawe - wciąż zaskakuje. Bawi się elektroniką, gra coś na pograniczu rocka progresywnego, a teraz idzie w stronę folku. I w dodatku nagrywa wszystko od początku do końca sam, grając na wszystkich instrumentach. Ten jego bas totalnie zaskakuje barwami jakie z niego wydobywa (no dobra, nie zwykły tylko bas piccolo)
Koncept album, wejście do świata pełnego magii, tajemnicy, mroku, ale i światła.

czwartek, 3 grudnia 2020

Ted Lasso, czyli czy liczy się coś poza zwycięstwem

Moje drugie wielkie odkrycie serialowe w tym roku. Po After Life oczywiście. Oczywiście było sporo rzeczy, które się podobały, ale jak masz duże oczekiwania to łatwo o zawód, a jak nie spodziewasz się niczego, a potem śmiejesz się i wzruszasz jak głupi, klikając kolejne odcinki jak nałogowiec, to wtedy jest najfajniej.
A tak właśnie mam z Tedem Lasso. I w sumie to zabawne, bo choć sport zwykle wypada nieźle na ekranie, ja nie czuję wielkich emocji lub szybko się one rozwiewają. A tu? Najchętniej dałbym kasę na jakąś zrzutkę, byle szybciej powstał ewentualny drugi sezon.
Pomysł może i niezbyt chwytliwy, groził głupawymi przerysowaniami, warto jednak dać mu szansę. To nie tylko zabawa z konfrontacji Amerykanin-Wyspiarze oraz zatrudnienia trenera futbolu amerykańskiego do drużyny piłki nożnej, ale przede wszystkim olbrzymia dawka pozytywnego szaleństwa. 

środa, 2 grudnia 2020

Złodziejki świąt - Hanna Cygler, czyli jak napisać świąteczny bestseller

To się szybko czyta :) Nawet nie wiem czy nie szybciej niż kryminały. W tym roku chyba podobnie jak wiele osób, mam tendencję do szukania sobie nowych rzeczy, byle były ciepłe, miłe, dostarczały pozytywnych wrażeń - czasem to zastępniki tego na co by się miało ochotę, czyli wszelkich spotkań, koncertów, imprez itp. Czy wyjaśniłem już dostatecznie co na moim blogu robią tego typu powieści, skoro nigdy się nie pojawiały? A co mi tam...
Tym razem nie tyle powieść świąteczna, gwiazdkowa, co raczej komedia obyczajowa, w której pisanie powieści świątecznych jest jednym z wątków (bo czytelniczki to lubią mimo że to chłam)... Ach no i jeszcze święta pojawiają się w finale. Poza tym ich tu niewiele i raczej nie ma co spodziewać się tej atmosfery przygotowań, ciepełka, wybaczeń i nadziei (no dobra, w finale trochę jest). Co zatem jest?

wtorek, 1 grudnia 2020

Zła wola - Jorn Lier Horst, czyli tym razem już nie za biurkiem

To dla odmiany po klimatach bardziej kobiecych, coś mocniejszego. Horst, którego czytam od pierwszego tomu wydanego w Polsce (chyba mało kto wtedy spodziewał się takiego sukcesu) serią o Wistingu podbił moje serducho, więc czternastej już książki z cyklu nie mogłem przegapić.
I jak zwykle otrzymuję dokładnie to czego się spodziewałem, czyli dobrze napisany, trzymający w napięciu kryminał policyjny. Nawet pewne schematy mi nie przeszkadzają - w tylu tomach równoległe śledztwo prowadzi córka komisarza, która jest dziennikarką, w tylu tomach ładuje się w finale w kłopoty, a i tak mam frajdę, mimo że wiem czego się spodziewać pod koniec.
Realizm z jakim pokazuje się policyjną robotę, ciekawie budowane śledztwo z jakimiś błędnymi tropami, robią taką robotę, że jakieś schematy schodzą na drugi plan.