poniedziałek, 7 grudnia 2020

Kurs na ulicę Szczęśliwą – Bartosz Gardocki, czyli wycinki z naszych czasów

Cieszę się z egzemplarza z dedykacją, ale jeszcze się nie zabrałem za czytanie, a M.. która uczestniczyła w przekazaniu mi książki, wykorzystała moment :)
No to ja będę się dopisywał za jakiś czas, ale notka niech frunie w Wasze ręce.
R
***
Wpadła mi w ręce przypadkowo. Miałam ją przekazać dalej, ale zajrzałam do środka i… przez jedną noc książkę przeczytałam.

Debiut Bartosza Gardockiego, człowieka który porzucił pracę w korporacji i odważył się spełnić swoje marzenie – zostać kierowcą taksówki. Twierdzi, że jest ciekawy ludzi i wydaje się, że to prawda.

Taksówkarz i fryzjer to takie zawody, że siadasz na fotelu obok nich i masz ochotę przez krótki czas być autentycznie sobą, można im pokazać zmęczoną twarz, uronić łzę, podzielić się przemyśleniami. Taka bezpieczna psychicznie chwila z innym człowiekiem kiedy możecie szczerze porozmawiać, a za trochę się rozstać i iść swoimi ścieżkami. Ale niekiedy zaprzyjaźniasz się z takim człowiekiem albo – mimo tego, że nigdy więcej się nie spotkacie – utkwi ci w pamięci, bo miał w sobie coś takiego co wyróżnia go wśród innych ludzi. I o takich ludziach jest ta książka. O ludziach, których autor woził swoją taksówką.


Kilkanaście historii przetykanych co jakiś czas przemyśleniami autora. Nie zawsze wie się, kim jest osoba która wsiada do taksówki jako klient. Raz wiezie się zwykłego menela, a raz celebrytkę. Raz wsiądzie do taksówki poseł, znany muzyk, a raz zabiera się po drodze matkę, która samotnie musi zapewnić byt kilkorgu dzieciom. Chłopak jadący na odwyk poprowadzi nas poprzez nocne kluby stolicy, a kolejny klient opowie o toaletach warszawskich. Dzięki klientom autora dowiesz się, że w stolicy są burdele, że są miejsca, gdzie można było wykąpać się w basenie za darmo, że ulica Szczęśliwa nie zasługuje na swoją nazwę. Ludzie starzy i młodzi, znani i nieznani. Uśmiechnięci i gburowaci. Różni ludzi z różnymi opowieściami. A każda z tych opowieści podana czytelnikom ze zrozumieniem, uczuciem i - odnoszę wrażenie – z niejaką czułością.

Autor ma ogromny dar zjednywania sobie ludzi, to się czuje czytając opisy rozmów z obcymi sobie przecież ludźmi, które potrafią się przemienić po krótkiej rozmowie w bliższy kontakt, relację, która zaowocuje niekiedy przyjaźnią, a niekiedy jedynie wzajemnym szacunkiem.

Mnie ta książka się podobała. Dała mi wytchnienie, napełniła nadzieją na lepsze jutro. Jest po prostu ciepła jak kocyk w mroźny dzień i nawet trudno mi powiedzieć dlaczego mam takie odczucia. To się odbiera między wierszami.

Gratuluję debiutu.

Polecam

MaGa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz