środa, 26 czerwca 2013

Gliniarz - Marcin Ciszewski&Krzysztof Liedel, czyli służba, czy praca jak każda inna

Ciąg dalszy porządków - tym razem pojawiła się notka o filmie Lecha Majewskiego "Angelus". A dziś jak się doliczyłem o 46 książce przeczytanej w tym roku. 
O innych pozycjach Marcina Ciszewskiego znajdziecie u mnie na blogu całkiem sporo, bo przeczytałem jak dotąd wszystko co napisał, nie mogłem więc przegapić Gliniarza. Wczoraj konferencja prasowa i oficjalna premiera, ale ponieważ kupiłem ją taniej w Znaku, miałem czas od poniedziałku by ją łyknąć. Czyta się szybko, ale niestety to nie jest to czego oczekiwałem. Spodziewałem się kontynuacji, albo czegoś w stylu Upału, albo Mrozu, czyli połączenia sensacji z thrillerem politycznym (albo policyjnym), a tu... 
No masz.

wtorek, 25 czerwca 2013

Korzenie niebios - Tullio Avoledo, czyli mroczna i mroźna Italia


Na początek warto wspomnieć o notce, która pojawiła się na miejsce zakończonego konkursu - o świetnej płycie Fismolla (polecam). Jutro kolejna takie wypełnienie różnych dziur na blogu, ale mam nadzieję, że znajdę też chwilę na normalną notkę - wszak limit czerwcowy trzeba wypełnić. Tym samym zbliżam się do 2,5 roku istnienia bloga, juuupi! Nie sądziłem, że wytrwam, że tak mnie to wciągnie. O świętowaniu na razie nie myślę, za dużo pracy, by kombinować fajerwerki, ale pamiętajcie o trwającym konkursie, w którym do wygrania trzypak niezłych książek (dziś o jednej z nich). Jak uzbieramy 100 chętnych to obiecałem kolejny pakiet i słowa dotrzymam, już Wam niedużo brakuje! 
A na dziś kolejna książka (i pierwsza napisana przez pisarza spoza Rosji) wpisująca się w świat Metra 2033. Książki te zwykle nie łączą się w żaden sposób ze sobą, ale wykorzystują zarysowane przez Gluchowskiego realia post apokaliptyczne. Ziemia po wybuchach bomb atomowych, ludzkość żyje w podziemiach, tworzy małe społeczności, które często walczą ze sobą, powierzchnia ziemi jest nie tylko skażona, ale pełna też zmutowanych stworzeń groźnych dla człowieka. I tak sytuacja trwa od kilkudziesięciu lat - ludzie coraz bardziej zapominają o dawnym życiu, nie wiedzą nic o tym jak jest w innych miastach i mogą tylko marzyć o tym, że gdzieś, kiedyś... Że ludzkość przetrwa.
Tym razem możemy z Moskwy, czy Petersburga przenieść się do... Watykanu.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Angelus, czyli nasz rodzimy realizm magiczny

Przedziwny film. Co prawda mamy naszych rodzimych twórców (choćby Kolski), którzy od dawna w swoich dziełach przyzwyczaili nas do troszkę innego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, ale mam wrażenie, że oderwaniem od ziemi, połączeniem poetyki i surrealizmu Majewski tym filmem zakasował wszystkich. Trzeba albo bardzo lubić takie dziwne klimaty, albo mieć nastrój na eksperymenty, bo widz przyzwyczajony do tradycyjnego stylu opowiadania historii tego filmy po prostu nie zdzierży. Ktoś ładnie określił, że to takie nasze rodzime 100 lat samotności - magiczna opowieść mieszająca wydarzenia historyczne z poetyckim, filozoficznym czy nawet mistycznym spojrzeniem na świat, realne życie z obrazkami godnymi prymitywistów, dramat i humor.

niedziela, 23 czerwca 2013

Księżniczka z lodu - Camilla Lackberg, czyli początek słynnej sagi i jak na razie tyle mi starczy

Jako, że w tej chwili u mnie na blogu aż dwa konkursy, w których możecie wygrać jakieś kryminały (jeden tylko do północy), to notka jeszcze "w temacie". 
Wszyscy dookoła się tak zachwycają Camillą Lackberg, że aż mi było głupio, że dotąd po nic nie sięgnąłem. Nadarzyła się okazja na audiobook, łyknąłem dość szybko i...

sobota, 22 czerwca 2013

Misiaczek, czyli każdy ma prawo do szczęścia

Człowieka złość miota gdy siedzi od rana do wieczora nad ankietami i końca roboty nie widać. A tu tyle atrakcji, taki upał, tak chce się wyjść. Pozostaje ratowanie się jakimiś przerwami, no i filmy, na które można zerkać. Pewnie na dniach spróbuję ogarnąć sześć miesięcy tego roku, ale już dziś wiem, że dzisiejszy film na pewno znalazł by się w ścisłe czołówce rzeczy wartych polecenia. Myślę, że powinien spodobać się wszystkim, ale szczególnie dedykuję go wrażliwcom :) Myślę, że oni najbardziej docenią tą opowieść.
Nietypowo jest już z obsadą - kulturyści rzadko pojawiają się na ekranie, a jeżeli już to w zupełnie innych produkcjach. Kim Kold zagrał tak, że chwilami wierzymy, że to jakaś jego autobiografia... Olbrzym o złotym sercu szukający miłości.

piątek, 21 czerwca 2013

Roger Miret & The Disasters - Gotta Get Up Now, czyli punks not dead

Kilka dni na porządki na blogu :) Dużych zmian nie będzie, ale muszę zaktualizować spisy, bo jakiś czas tego już nie robiłam. Cholercia, to już ponad 900 notek? Uwaga - nie zdziwcie się, jak w rożnych miejscach na blogu pojawią się jakieś nowe notki - jedna z nich już jest: kto ciekaw filmu Brighton Rock niech zajrzy. I nie zapomnijcie o zakładce z konkursami!!!
A dziś krótka i energetyczna muzycznie notka zainspirowana ogłoszeniem pełnej listy kapel występujących na tegorocznym Woodstocku. Wszystko wygląda na to, że będę :) Może uda się choć trochę poskakać...Piszę o rożnych płytach - jak sami widzicie od łagodnych dźwięków, aż po coś co dla niektórych jest już tylko łomotem. Tak to już u mnie jest, że kręcą mnie różne rzeczy, zależnie od nastroju. Punka słucham stosunkowo niewiele, ale mam duży sentyment choćby do takich kapel jak The Clash (mniejszy do Pistolsów). I dziś właśnie coś w takim stylu. Ewidentnie miałem takie skojarzenia - te same rytmy, ten sam styl śpiewania (wykrzyczanych protest-songów), te same melodyjne chórki i również solówki gitarowe brzmią bardzo podobnie. Ha! Nawet dowcipny numer kowbojski na koniec spokojnie można by przypisać weteranom z lat 80-tych. Ktoś pewnie powie, że to plagiat i trzymanie się na siłę martwego stylu, ale moim zdaniem to bardziej radość grania i robienia mało skomplikowanej muzy, która nadal może być nośnikiem jakichś treści (nie tylko hasła No future!). Nie dziwcie się, ze skojarzyło mi się z koncertami i z Woodstockiem - nagrania ze studia nie oddadzą w pełni tej energii jaka jest na żywo w tej muzie. Roger Miret & The Distasters niedawno byli w Łodzi, więc może będzie jeszcze okazja by ich zobaczyć na żywo. 

czwartek, 20 czerwca 2013

Historie rodzinne, czyli każdy pragnie miłości i uwagi... i rozdawajka kryminalne wakacje

Przede mną seans "Take this waltz" tej reżyserki nagrany już jakiś czas temu, ale przy okazji konferencji prasowej przed Festiwalem Nowe Horyzonty, miałem okazję obejrzeć dokument w jej wykonaniu i dziś o nim słów kilka. 
Prawdę mówiąc zaskoczył mnie ten film totalnie i nie wiem co nim myśleć. Z jednej strony bardzo osobisty, szczery, nawet intymny obraz skupiony na własnej rodzinie, historii z przeszłości, która miała na nich wszystkich wpływ, a która jest odkrywana po kawałeczku przez reżyserkę. Z drugiej strony nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że sporo z tych scen jest wyreżyserowanych, że to wrażenie towarzyszenia Sarze Polley w jej poszukiwaniach jest złudne, że to historia już dawno się rozegrała, a teraz postanowiono nam ją odegrać raz jeszcze.

Sponsoring, czyli wybór czy konieczność, pułapka czy wyzwolenie?

Czego pragną kobiety, o czym marzą mężczyźni, a wstydzą się powiedzieć... Już choćby czytając to hasło reklamowe, powinniśmy domyślić się, czego się spodziewać. Jak ja kocham te wszystkie wmawiane nam analizy pseudo psychologiczne - znamy Cię lepiej niż Ty sam, powiemy Ci czego potrzebujesz, odkryjesz dzięki nam pełnię szczęścia, nie bój się swoich mrocznych pragnień, bo nie ma w nich nic złego itd.  Gdy połączysz to z tematyką filmu, czyli prostytucją - będziesz naprawdę mieć nad czym się zastanawiać.

środa, 19 czerwca 2013

Cristiada, czyli gdy niszczy się to co dla ciebie ważne

O ten film toczyły się całkiem niedawno niezłe boje w sieci - pojawiały się pytania o blokowanie dystrybucji, organizowano wielkie akcje namawiania się na seanse, bo oto "wreszcie" mamy film prawdziwy, wielki, wspaniały... I wiecie co? Daleki zwykle jestem od tego by dzielić filmy na dobre lub złe, tylko dlatego, że akurat poruszają temat wartości zgodnie z moim światopoglądem. Można spokojnie wskazać przykłady, które by taką postawę utwierdzały, jak i takie obrazy od których raczej bolą zęby. A tu mam dylemat. Historia na pewno jest ciekawa, więcej pewnie wiemy o wojnie domowej w Hiszpanii, niż o tym co działo się na drugiej półkuli. Jest to więc na pewno pewna wartość filmu - jest "na czasie", bo zaledwie kilka lat temu duża cześć bohaterów tych wydarzeń została beatyfikowana, możemy więc zastanowić się nad ich postawą, wyborami. Możemy choć trochę dowiedzieć się o tym co działo się w latach 1927-1929 w Meksyku i o prześladowaniu Kościoła. To na plus. Ale sam obraz niestety nie jest wolny od wad...

wtorek, 18 czerwca 2013

Malwina Kusior - Przeznaczenie, czyli próby zmian na blogu i muzyka w tle

1500 wejść w jeden dzień? Jakieś czary... Ani żadnej super ciekawej notki, ani żadnej reklamy... WTF? W dodatku w dzień, w którym postanowiłem poeksperymentować na blogspocie i pobawić się widokiem dynamicznym. No i masz- wszystko zaczęło mi się wieszać, tło nie wchodziło, potem poznikały komentarze... Ech - wracam do starego wyglądu, bo nie chcę się denerwować.
Z jednej strony kuszą jakieś zmiany, ale z drugiej żal pozbyć się jakiegokolwiek drobiazgu. Po raz kolejny przekonuję się, że nie zawsze warto pozbywać się tego co już znane. Dzięki za wszystkie wskazówki i opinie (jakby co zawsze można je zgłaszać). Przynajmniej na jakiś czas wraca stary szablon...
 
Jutro kolejna notka - zastanawiam się tylko czy pisać o kryminale Lackberg, czy o filmie Cristiada... 
A dziś o płytce jaką odpaliłem sobie dziś w pracy, trochę po linii Opola (oglądać nie oglądałem, ale jakieś nazwiska się obiły o uszy). Dawno nie było nic o muzyce, a że ostatnio dużo słucham (audiobooków albo muzy) to będzie niedługo więcej notek. Dziś o debiucie Malwiny Kusior, wokalistki, która wypłynęła w teatrze muzycznym Roma w "Tańcu wampirów" (potem śpiewała m.in. w Les Miserables).

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Oburzeni, czyli wstańcie z sofy i wyłączcie telewizor

No powiedzcie sami jak tu się nie wściec. Spodziewałem się dobrego dokumentu społeczno-politycznego, rzutu oka na to co w Europie się dzieje (a w naszych mediach jakoś mało o tym się mówi). A dostałem... 
No właśnie nie wiadomo co. Co prawda po Tonym Gatlifie (jego Exils kiedyś już opisywałem) można by się spodziewać czegoś oryginalnego, ale nie nazywajmy tego do diabła dokumentem. Nie dowiecie się nic albo prawie nic o przyczynach protestów, nie dowiecie się jakie dokładnie były postulaty tych tysięcy ludzi w Hiszpanii, ani co uzyskali swoim wyjściem na ulicę. Kim są, przeciw komu walczą, o co im chodzi? Przecież to ważne pytania, bo i u nas problemy są podobne - bezrobocie młodych, napływ imigrantów, a wyjeżdżanie Polaków za chlebem, rozpasanie i oderwanie od przeciętnego poziomu życia władzy, spółek i banków (za nasze podatki), rozgoryczenie na polityków, zaciskanie pasa kosztem przeciętnych ludzi itd. Ruch "oburzonych" w Hiszpanii wyszedł na ulice, u nas tak naprawdę młodzi kompletnie są obojętni na problemy społeczne - jedyny masowy protest był przeciw ACTA. Czym się różnimy, w czym jesteśmy podobni? Tyle pytań. Jak choćby to czy takie protesty w ogóle maja jakiś sens - czy przynoszą jakieś owoce? 
Ciekawy temat, ale to co możemy w filmie zobaczyć to niestety jak dla mnie jakaś wydmuszka - puste hasła, ogólniki, zero konkretów, manipulowanie obrazkami, czyli jednym słowem nie tyle obiektywny dokument, ale bezczelna agitka. Na szczęście dość toporna, więc wątpię by kogoś poruszyła na tyle, żeby w to uwierzył i wyszedł na ulicę, bo nie wiedziałby specjalnie nawet przeciw komu protestować. 

niedziela, 16 czerwca 2013

Igrzyska śmierci, czyli świat chce patrzeć

Na początku małe przypomnienie - trwają dwa konkursiki (wysiłek niewielki bo w jednym wystarczy zgłoszenie, a w drugim pytania są proste), w których do zdobycia 3 książki i audiobook Nesbo - sprawdźcie sami!
A na dziś szybka notka po obejrzeniu "Igrzysk śmierci". O książce już pisałem, a wczoraj zrobiliśmy sobie seans ze starszą córką. Trochę miałem dylemat, bo film przecież od krwi i przemocy nie stroni, ale gdzie teraz tego nie ma? 
Książka (a raczej cała trylogia) cieszyła się jakiś czas temu ogromna popularnością, nic więc dziwnego, że zabrano się za ekranizację. Filmów z nastolatkami i opowiadających jakieś ciekawe historie nie ma aż tak dużo, by zaspokoić potrzeby tej grupy. Obawiam się jednak, że film nie przyniósł tak dużych zysków jak się spodziewano, ciekawe więc czy będzie kontynuacja... Dotąd wychodzono z założenia, że jak jest dobry materiał na scenariusz, jakaś głośna książka, to wystarczy zatrudnić kilku przystojniaków, jakieś ładne dziewoje, a tłumy przyjdą, nawet jeśli porównanie obrazu z materiałem wyjściowym wypadnie słabo. Książka i tak zwykle jest lepsza niż film. Skoro tam miałem zarzut, że jakoś brakuje mi w tym życia, że nie wciąga (subiektywna opinia - pamiętajcie, że nie jestem targetem wiekowym tej historii), to tym bardziej będę miał podobne uwagi do filmu...

sobota, 15 czerwca 2013

Fismoll - At Glade, czyli oklaski za debiut, wdzięczność za wrażliwość

Kurcze 19-letni chłopak nagrywa u nas w kraju taką płytę, a tu nigdzie specjalnie o niej nic nie słychać. Moda jest tylko na to co zagraniczne? Sięgnijcie po to wydawnictwo i przekonajcie się, że nie odbiega ono poziomem w żaden sposób od tego co tam jest wydawane. Mogę się wkurzać na wszechobecne u nas amerykanizmy (czemu o chłopaku mówi się, że to wyjątkowy singer i songwriter? Tylko dlatego, że pisze i śpiewa po angielsku? Zlitujcie się.
Fismoll  ma ogromną wrażliwość, tworzy fajną muzę, ma ciekawy głos i wydał właśnie debiutancką płytę. Płytę piękną, nastrojową i bardzo intymną. Płytę, która pewnie nie zaistnieje w radiu, ale szukajcie tej muzy jak tylko macie możliwość! Ja znalazłem ją dzięki serwisowi Deezer i przymierzam się po kilkukrotnym przesłuchaniu do kupna. Nie zawsze mam klimat na takie spokojne rzeczy, ale nie da się zaprzeczyć, że gdy już ma się nastrój, to płyta potrafi przenieść naprawdę w zupełnie inne wymiary :) 10 kawałków. I czysta magia.