Rano o filmie Camerona, a wieczorem Guillermo del Toro. Dwa wielcy reżyserzy, którym zdarzały się filmy doskonałe, ale też od dłuższego czasu bardziej chyba ufają wielkości swojej wizji, niż rzeczywiście oferują nam coś nowego. Frankenstein zachwyca od strony wizualnej, po tylu ekranizacjach powieści Mary Shelley chciałoby się nie tylko wiernego opowiedzenia jej po raz kolejny i pięknych zdjęć, tylko czegoś więcej. Naukowiec ogarnięty obsesją o raz jego dzieło, które budzi u niego wyrzuty sumienia - stwór w którym widzi on jedynie ożywione ciało, a marzył mu się chyba umysł równie genialny jak jego. Istota której dał życie i dał nieśmiertelność, wyjątkową siłę, witalność, ale nie potrafił dać duszy, a może to tylko on jej nie potrafi dostrzec? Przecież jego ukochana (czy też raczej skrycie kochana, bo to wybranka jego brata), w tej istocie dostrzega coś więcej niż zwierzę. On przerażony jej siłą, więzi ją w lochach, ona zaś najchętniej wyprowadziła je na zewnątrz, by doświadczało świata, by się uczyło na niego patrzeć.
Sporo osób podkreślało po seansie, że film jest piękny, brakuje jednak w nim emocji. I to jest pytanie, czy w historii oglądanej po raz... (dziesiąty?), można jeszcze te emocje odnaleźć. Niby wszystko u del Toro jest tak jak powinno być, może trochę bardziej chaotycznie niż można by się tego spodziewać, czegoś jednak brakuje.
Może to przez tą próbę odwołania się do dzieciństwa Wiktora Frankensteina, próby wyjaśnienia jego chorobliwej ambicji i rzucenia wyzwania Stwórcy, z którym, podobnie jak z ojcem ma zatarg? Skoro już wszystko wiemy, to cały ten pościg w lodach Arktyki i opowieść o tym kto go ściga, niewiele możemy więcej się dowiedzieć. Może druga opowieść - samego "potwora" mogłaby tu wnieść trochę innego spojrzenia, ale przecież ją też już znamy. Sceny z monstrum trzeba przyznać że są ciekawsze, mimo że pozbawione takiej dramaturgii, jakby z wolniejszym tempem. Pasja naukowca, jego buta, po prostu nie robi na nas wrażenia.
Zbyt długo wstęp, mam wrażenie że trochę "ugrzecznienie" tej historii, tak by również niepełnoletni spokojnie mogli ją obejrzeć, zbytnie zaufanie że warstwa wizualna i dbałość o detale wystarczą by widza zauroczyć, to główne słabości tej produkcji.
Obejrzeć warto, oczekiwania wobec "geniusza kina grozy" miałem jednak większe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz