środa, 4 lutego 2026

Czy Coben zawsze będzie trzymał w napięciu, czyli Zostań przy mnie i Już mnie nie oszukasz

Netflix zdaje się uznał że Harlan Coben gwarantuje im sukces serialu, więc produkują je już seryjnie, nie zważając na to iż nawet najlepszemu pisarzowi zdarzają się powieści słabsze no i niestety: im więcej, tym bardziej widać schematy w jego twórczości. 

Oczywiście dużo do zrobienia ma też reżyser, który przecież może trochę poczarować z materiałem, obsada, ale jak widać po przykładach o których dzisiaj - samo nazwisko autora na podstawie którego powieści robi się film, to za mało. Nawet już aktorzy zaczynają być taśmowo zatrudniani przy tych produkcjach i potem zdziwienie, że ta sama twarz ale przecież gra zupełnie kogoś innego. Tych seriali jest już chyba z 10 na samym Netflixie więc nie dziwcie się artykułom w sieci - najlepsza dziesiątka ekranizacji powieści Cobena jakie kochają widzowie. 
Ostrzegam, choć te dwa też znajdziecie na takich listach. Omijajcie je raczej z daleka, bo to strata czasu. 

 

Oczywiście w obu można znaleźć jakieś ciekawe elementy, nawet jakiś zaskakujący twist, jednak po rozciągnięciu historii na 6 lub 8 odcinków, jaskrawo widać mielizny scenariusza, wątki które są po prostu idiotyczne, brak utrzymania jakiegoś napięcia. Akcja chwilami przyspiesza, a potem znowu wlecze się niemiłosiernie a twórcy nie wiadomo dlaczego do thrillerów kryminalnych wprowadzają jakieś dziwne sceny rodem z komedii czy filmu obyczajowego. Boże, jakie to jest męczące. 

Już mnie nie oszukasz. Postaram się bez spoilerów gdyby jednak ktoś się zdecydował na seans. Maya to byłą oficer śmigłowca, wydalona ze służby po oskarżeniu o błędną decyzję i ostrzelanie cywilów. Życie nie przestało jej dawać kopniaków - najpierw w trakcie włamania do domu zamordowano jej siostrę, potem zaś na jej oczach zastrzelono męża. Jego rodzina, posiadająca olbrzymi majątek zbity na farmaceutyce, nigdy specjalnie jej nie akceptowała, ale za to chętnie wmówiłaby jej kiepską kondycję psychiczną i odebrała Mayi córkę, by wychować ją na kolejną dziedziczkę fortuny. Kobieta naprawdę zaczyna powątpiewać w swoją równowagę, gdy widzi nagrania ze zmarłym mężem, który kręci się po jej domu.    

Bohaterka prowadzi swoje prywatne śledztwo, ale wokół niej krąży detektyw, który ma wątpliwości co do okoliczności śmierci jej męża i podejrzewa właśnie ją. On staje się jakby równorzędną postacią na której skupia się nasza uwaga, choć tu zamiast atmosfery zbrodni, funduje nam się jakiś melodramat. Facet nie dość że jest trochę ciamajdą, to zaczyna mieć poważne problemy zdrowotne i to tuż przed ślubem, który go czeka. Śledztwo w jego wykonaniu przypomina więc ciąg dziwnych, nieskoordynowanych ruchów, w których jego depresja przeplata się z jakąś manią, gdy biega samotnie narażając życie, bo wstydzi się prosić o pomoc. 

Przeskakujemy więc z wątków, które mają w sobie jakąś tajemnicę, posuwają akcję do przodu, do scen które jedynie zapychają fabułę, niewiele wnoszą, a dodatkowo są kompletnie nielogiczne. Bałagan, nierówne tempo, mylne tropy nie dające satysfakcji oraz zakończenie które również wydaje się trochę od czapy - oto cała recenzja Już mnie nie oszukasz.  

O ile Coben jest sprawnym rzemieślnikiem, to twórcy serialu nawet nie doskoczyli do tego poziomu, nie próbując znaleźć jakieś pomysłu na tą historię, jakiejś oryginalności. 



W drugim przypadku jest równie kiepsko. Zostań przy mnie gdyby było skupione jedynie na historii kobiety, która ukrywa swoją przeszłość tancerki w klubie nocnym, a ktoś uparcie próbuje jej o tym przypomnieć, to może i jakoś można by było zbudować wokół tego jakieś napięcie. Trochę podkręcić i już. Ale nie, równolegle mamy zniknięcie jakiegoś mężczyzny, które jak odkrywa policja wiąże się z całą serią prawdopodobnych morderstw, parę torturującą i mordującą ludzi by zdobyć jakieś informacje, młode dziewczyny które ktoś napastuje w klubie, policjanta który zakochuje się we właścicielce tego przybytku, fotografa którego dręczy przeszłość... Jeszcze pewnie można by dodać kilka jeszcze dziwnych wątków i postaci, z których część jest kompletnie przerysowana. I niby one się jakoś tam mniej lub bardziej wyraźnie łączą, pod koniec wszystko ma się wyjaśnić, ale oglądanie tego jest prawdziwą męczarnią. Ekscytacja na poziomie niewiele powyżej zera. 

Tu sporym problemem jest postać głównej bohaterki, która niby chce odciąć się od przeszłości, a potem do niej leci niczym ćma, zachowuje się kompletnie nieracjonalnie, a to wokół niej wszyscy się kręcą. Okazuje się, że wszyscy ją znają, pamiętają, są zakochani, zafascynowani. Ci którzy nie znają jej dawnej wersji, za to robią wszystko by jakoś chronić jej dobre imię, oczywiście w tajemnicy i podejmując idiotyczne decyzje. Nawet mordercy są tu nieudolni, a co dopiero policja, cała historia więc daleka jest od tego czego by się oczekiwało od dobrego serialu kryminalnego.   
 
Ani to zagrane jakoś dobrze, ani zrealizowane. Omijać.  

 

To co? Za tydzień kolejne produkcje na podstawie powieści kryminalnych? Obiecuję że będą trochę ciekawsze.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz