niedziela, 8 lutego 2026

Żywego ducha - Jerzy Pilch, czyli jak bardzo może boleć samotność

Dawno już chyba nie miałem takiej zdegustowanej miny przy lekturze książki wybranej na DKK. Coś co stanowiło ciekawy pomysł, czyli zderzenie się jednego człowieka ze zniknięciem wszystkich pozostałych ludzi, jakby końcem świata, w którym ktoś o tobie zapomniał, z każdą stroną okazywało się coraz bardziej nużącym powtarzaniem tych samych przemyśleń i rozważań. Pilch zawsze lubił opowiadać historie, w których się pojawiał, potrafił to robić z ironią, z humorem. Tym razem jednak to skupienie na sobie - ja, ja, ja, doklejanie do tej historii na siłę cytatów z niby przypomnianych sobie książek, powtarzanie różnych refleksji po 10 razy na różny sposób, sprawiają że z lektury nie ma się prawie żadnej przyjemności. Początkowo tak, bo przecież Pan Jerzy potrafi pisać i nawet jak krąży jedynie wokół tego co ma głowie, wokół wspomnień, nudy nie będzie. "Żywego ducha" jednak wydaje się mocno wymęczone, na granicy grafomanii. To rozciągnięte na kilkaset stron kilka dobrych przemyśleń o tym co po nas zostaje. Przecież świat pozostał bez zmian, tylko ludzie zniknęli. Zostawili domy, zrobioną kawę, otwarte kawiarnie, sklepy, w hotelach rozgrzebane łóżka. Po prostu zniknęli. I w takiej rzeczywistości przechadza się bohater, facet już w starszym wieku, szukając odpowiedzi na pytanie "dlaczego?".

 

Dlaczego i jak zniknęli wszyscy inni, ale też dlaczego miałby został właśnie on. Przecież nie czuł się w żaden sposób wyjątkowy. Przeżył już sporo i nie ma w sobie jakiejś energii budowania świata na nowo. Funduje sobie różne przyjemności, bardziej chyba by spróbować czy sprawi mu to jakąś frajdę, co zwykle kończy się rozczarowaniem. Wchodzenie do cudzych mieszkań, bibliotek, robienie wszystkiego na co tylko masz ochotę, gdy nie masz odniesienia w innych ludziach, którzy mogą to zobaczyć, z którymi możesz się tym podzielić, z którymi możesz porozmawiać, jakby traciło sens. 

Inteligent, człowiek kochający kobiety, pisarz, który może u lubił momenty samotności, gdy ten stan ma trwać już do końca jego dni, wydaje się tym przerażony. I trudno się dziwić. A jednocześnie brak mu odwagi by życie sobie odebrać, wciąż szuka nadziei, śladów że może jednak ktoś ocalał, że może gdzieś znajdzie odpowiedzi. Jego umysł też zaczyna chyba go zawodzić, bo podejrzenie iż jest śledzony, obserwowany, że ktoś to wyreżyserował specjalnie dla niego, wydaje się raczej szalonym pomysłem. Byłby kim tak wyjątkowym, by specjalnie dla niego coś takiego organizować?   


Styl, fraza nadal pewnie miłośnikom Pilcha będzie się podobać. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to książka w której treści starczyłoby na kilka stron, a cała reszta jest powtarzaniem tego samego po wiele razy na różne sposoby. Piękno, literatura, wiedza, kobiety, przyjemności, które tak kochał bohater, wciąż pozostają wartościowe ale już tylko we wspomnieniach, bo w rzeczywistości nawet gdyby je miał okazję zakosztować, już mu nie smakują. A to czym żyje współcześnie społeczeństwo - Internet, plotki, polityka? Są jeszcze mniej warte, bo nawet w jego świadomości nie znajdują już żadnego miejsca. 

Gorzkie i w moich oczach zdecydowanie rozczarowujące. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz