sobota, 14 lutego 2026

Demon Copperhead - Barbara Kingsolver, czyli nikomu tak naprawdę na mnie nie zależy

Nawiązanie w tytule do słynnej powieści Dickensa nie jest przypadkowe, choć przecież Barbara Kingsolver nie opowiada historii w kostiumach epoki. Cofa, się ale nie za daleko, pisze o tym co zna, czyli amerykańskiej prowincji, borykającej się z biedą, alkoholizmem i uzależnieniem od opioidów. 

Wiele widziałem opinii na temat tego tytułu w samych superlatywach, że niby "genialny", "porywają" itp. Może nie używałbym aż tak wielkich określeń, ale na pewno to opowieść, która płynie, wciąga nas swoim rytmem, językiem, pewną nieuchronnością tego co przewidujemy. Wśród żywiołowo napisanych powieści społecznych może mieć moc rażenia nawet większą niż reportaże, bowiem porusza emocje. Wobec losu chłopaka, który nosi w sobie jakiś niepokój, bunt ale i wrażliwość, której nie daje w sobie zagasić, trudno pozostać obojętnym.

Jego głos opowiada nie tylko jego osobistą historię, ale również to co dotyka tysiące innych Amerykanów, którzy nie widzą dla siebie perspektyw poza braniem zasiłku i życiem jak najtaniej się da. Pieniądze rozchodzą się szybko, o ile ktokolwiek zapłaci im za pracę, bo bywa i tak, że muszą odejść jak niepyszni, bo przecież nie mają żadnej umowy i potwierdzenia ustaleń. 
Jeżeli pamiętacie Elegię dla bidoków to Demon Copperhead zabierze Was właśnie w podobne środowiska - w rejon Apallchów, do tzw. pasa rdzy, do ludzi, którzy pogrążają się w rozpaczy i uzależnieniu, bo nie są w stanie zapewnić dzieciom tego co by chcieli, do całych regionów gdzie szkoły są niedoinwestowane bo nikomu nie zależy na tym, by coś się zmieniało, do urzędników którzy są bezradni bo potrzebujących jest dużo więcej niż ich możliwości. 


Dorosły już bohater wspomina to jak stracił matkę, jak tułał się po rodzinach zastępczych, opowiada o przemocy, głodzie, bezwzględności dorosłych, wreszcie o szansach jakie otrzymywał i jakie niestety nie zawsze potrafił wykorzystać. Jego obsesja by odnaleźć rodzinę swojego ojca, by odnaleźć miłość, daje mu siłę by przetrwać niejedno, co innych by może załamało. On już nie liczy na wiele od świata i raczej zdumiewa się gdy otrzymuje życzliwość. 

Jest w tym i trochę czarnego humoru, na pewno mocne rozprawienie się z mitem amerykańskiego snu, jest gorzka refleksja nad tym że pojedyncze osoby próbujące zmieniać tą rzeczywistość to wciąż kropla w morzu, a dominujące doświadczenie obojętności raczej pogłębia brak zaufania i sprzyja postawie "muszę radzić sobie sam". 


Gruba cegła, ale zdecydowanie warto! Nagrody i pochwały w zupełności zasłużone!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz