W ubiegłym tygodniu wyzłośliwiałem się nad dwoma serialami w oparciu o prozę Harlana Cobena, to dziś kolejny, ale żeby nie było nudy to tym razem w dwupaku z ekranizacją równie słynnej autorki z północy Europy.
Może za tydzień kolejny dwupak? Mam wrażenie, że jak ktoś wpadnie w rytm to po skończeniu jednego od razu szuka kolejnego, a po każdym rozczarowaniu myśli sobie, może następny wreszcie będzie lepszy. Obie dzisiejsze produkcje są lepsze od tego o czym opowiadałem tydzień temu, ale nie są też żadną rewelacją, mają swoje słabości i powtarzają pewne schematy. W przypadku O krok za daleko już sama obsada może rozbawić, bo oto w rolach głównych pojawia się aktor jakby dobrze nam znajomy (Zostań przy mnie), ale w zupełnie innej roli. Potem powtórzenie pewnych schematów (para morderców, którzy bawią się tym co robią) zwiększa jeszcze jakieś basze zdziwienie. Ta sama stacja robi z widzów idiotów? Nikt nie patrzy na scenariusz, na obsadę?
Gdyby tak ciut odchudzić fabułę może i byłoby to coś z sensem i trzymającego w napięciu. Za dużo grzybów w barszczu psuje efekt nie tylko w kuchni. Mamy więc nie tylko ojca, który zdesperowany poszukuje swojej córki, ale i sekrety jego żony, tajemniczą sektę, parę morderców działających na jej zlecenie, dziwną prywatną detektyw, ewidentnie stalkującą pewną kobietę, policjanta który też zdaje się ukrywać (nie tylko romans w pracy, który idiotycznie wprowadza tu atmosferę komedii)... Nie no, naprawdę jak dasz dziesięć wątków, które może pojedynczo mogły zaciekawiać albo trzymać w napięciu, wymieszasz je, to w efekcie nie będziesz mieć 10 razy lepszego filmu. Potem próby sklejenia wszystkiego do kupy wychodzą marnie, coś nie zostaje wyjaśnione, coś bardzo na siłę, jest więc finalnie rozczarowanie zamiast frajdy.
Jedno przypadkowe spotkanie z córką gdzieś w parku, podejrzenie że nie tylko bierze narkotyki, ale jest również ofiarą przemocy, uruchamia całą lawinę wydarzeń. Ojciec wydaje się ogarnięty jakąś obsesją, trudno jednak mu się dziwić jeżeli poczuwa się trochę do winy z powodu wcześniejszych konfliktów, napiętej atmosfery w domu, która zmusiła córkę do ucieczki.
To już nawet nie kwestia mylnych tropów, ale po prostu jakiegoś schizofrenicznego sugerowania (również najazdami na twarze kolejnych postaci), że każdy coś ukrywa. Nie ważne co. Ale ukrywa, a ty widzu musisz to znosić z nadzieją, że jednak dalej będzie w tym trochę więcej logiki.
Jeżeli powieść jest równie chaotyczna, to chyba nie chcę jej czytać. Ale film obejrzałem. No dobra, nie ma tragedii. Choć i tak jeżeli miałbym wybierać stawiam na północny chłód i drugą propozycję.
I to mimo całej jej schematyczności.
Szklana kopuła ma bowiem nie tylko surową atmosferę i zdjęcia niewielkich miasteczek przysypanych śniegiem, lasów w których tygodniami tabuny wolontariuszy szukają zaginionego dziecka. Cała fabuła może sprawiać że pomyślicie sobie: gdzieś to już widziałem. Miejmy tylko nadzieję, iż Camilla Läckberg nie podpisała hurtowo jak Coben umowy na 20 scenariuszy, bo obawiam się że to poczucie z każdym będzie narastać.
Jest więc traumatyczna historia z przeszłości, z której latami wydobywa się bohaterka. Miała to szczęście że uciekła psychopatycznemu oprawcy i potem zaadaptowali ją ludzie którzy dali jej dużo uczucia. Trochę by wykorzystać swoje doświadczenie zajmuje się zawodowo tworzeniem profili sprawców historii takich jak jej, czyli porwań i przetrzymywania małych dzieci. Powraca do domu na pogrzeb swej adopcyjnej mamy, nie podejrzewając nawet że wkrótce znajdzie się w centrum dramatycznych wydarzeń.
Ktoś dokonał porwania dziecka, w społeczności lokalnej rośnie napięcie, a lokalna policja najwyraźniej jest kompletnie bezradna. Wszystko toczy się powoli, a więcej napięcia ma nam dostarczyć dopiero finał, który twórcy zaplanowali dość zaskakująco - czy będziecie usatysfakcjonowani nie wiem, bo ja czułem się rozczarowany. Jak na kilkukrotne podkreślanie o intuicji Lejli, doświadczonej profilerki zafundowano nam niezły mindfuck, zdecydowanie jednak nie przemyślano wszystkich konsekwencji stojących za takim wyborem. Więcej nie zdradzę bo może ktoś się zdecyduje.
O ile lubicie raczej bardziej surowe, powolne kryminały z klimatem to będzie to niezły wybór. Szklana kopuła może jest średniakiem i nie powala oryginalnością, to i tak jednak większa przyjemność niż to co czasem wyrabiają w fabułach Amerykanie. Jednak Skandynawowie dobrze czują takie scenariusze. Nawet jeżeli obsada jakoś radzi sobie średnio, to i tak efekt jest zadowalający.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz