czwartek, 5 lutego 2026

Niebo. Rok w piekle, czyli czemu za nim poszedłeś

Dużo sobie obiecywałem po tym serialu, mam jednak wrażenie że nie do końca wykorzystano potencjał jaki był w tej historii. Mimo dobrej obsady (Kot, Różczka, Jastrzębska, Linowski), nie udaje się uchwycić tego co wydawałoby się w historii o sekcie Niebo najważniejsze, czyli psychologicznych mechanizmów, manipulacji. Zamiast tego mamy jakieś elementy dramatu, thrillera (nie da się stąd uciec, odbierają ci dziecko), a historia staje się letnia, brak w niej jakiejś iskry. Co z tego że Tomasz Kot jak zwykle magnetyczny, skoro nie do końca wierzymy w tą jego siłę oddziaływania. Bombardowanie miłością? Przepowiadanie? Uzdrawianie? Przecież pytanie czemu ludzie oddają cały swój majątek, idą za kimś kto karze im żyć w komunie, ciężko pracować fizycznie, w dodatku klepiąc biedę, stawia sobie każdy widz i chciałby zrozumieć, chciałby to poczuć.   

Tymczasem w Niebie od początku wyczuwamy jakieś napięcie, jakieś niepokoje, które potem w naturalny sposób prowadzą głównego bohatera do prób odejścia. Początkowo bardziej by chronić innych, niż siebie, ale to jego zmaganie się z samym sobą, z tym czego doświadczył, z tym że ktoś go "wybrał" aż prosiłoby się o jakieś pogłębienie. 


 
Widzimy już ludzi którzy w swego przywódcę są zapatrzeni, wierzą mu ślepo choć czasem prowadzi ich w bardzo dziwne sytuacje. Ale co było najpierw? Jak do tego doszło? Tego twórcy ledwie dotykają, na dwóch przykładach, czyli najpierw na młodym bohaterze, potem na jednym z policjantów, który się nimi zainteresował służbowo, ale nie znalazł dowodów poważnych przestępstw. 

Ważna dla twórców była relacja mistrz – uczeń, zabrakło jednak pokazania nie tylko roli lidera, ale nauczyciela, który przecież ich wszystkich czymś uwiódł. Wyjaśnienie, że rodzice byli bogaci i zajęci tylko kasą i pracą to za mało, podobnie jak zrzucenie wszystkiego na nadopiekuńczą mamusię. 
Lekko hipisowskie odwołania do życia w prostocie, w zgodzie z naturą, też jakoś średnio wiarygodnie wybrzmiewają. Odrzucając hipokryzję i zło tego świata, obiecał im budowanie nowego, widz chciałby więc to zobaczyć, by lepiej zrozumieć. 


Raptem sześć odcinków, ogląda się w miarę dobrze, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to trochę zbyt powierzchowne dotknięcie tego dramatu jaki opisał w swojej książce Sebastian Keller, a którego historia stała się podstawą scenariusza. Opisywał 5 lat, a tu zrobił się jeden rok, ledwie migawki, pojedyncze scenki, o większości z postaci niewiele się dowiemy, a i sam Bogdan Kacmajor grany przez Kota (czyli przywódca sekty), choć wydaje się człowiekiem charyzmatycznym, nie do końca nas przekonuje. W końcu pierwowzór zbudował swoją popularność na "mocy uzdrawiania", a ten temat pojawia się jedynie w pierwszym odcinku, potem zaś znika, jakby nauczyciel przekazał swoją moc uczniowi i miał pretensje że temu coś nie wychodzi bo ma zbyt małą wiarę. Wiele z rzeczy opisywanych przez Kellera albo tu się jedynie sygnalizuje albo w ogóle się o nich nie wspomina (nie mówiąc już o tym iż czasem pokazuje się je odwrotnie, czyli zamiast atakowania procesji katolickich przez członków sekty Niebo co miało miejsce, w serialu zobaczymy iż to wierni atakują ich dom kamieniami). Oczywiście każdy ma prawo brać z materiału wyjściowego to co uważa i pewnie nie mielibyśmy takich pretensji gdyby udało się stworzyć film ciekawszy, bardziej poruszający. Może próbowano stworzyć bardziej uniwersalną historię o tym jak guru może szybko przejść od troski do przemocy albo grać stosując je na przemian, mam jednak wrażenie że czegoś w tej historii zabrakło. 

Na plus: aktorzy, klimat lat 90. Niestety wielkiego zachwytu nie ma.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz