czwartek, 26 lutego 2026

Do zobaczenia za rok, czyli czemu to dla nich tak ważne

Na różne wydarzenia teatralne M. zazwyczaj nie tylko mi towarzyszy, ale też pomaga w pisaniu recenzji, co skutkuje tym że przybierają one kształt rozmów, dyskusji, wymiany opinii. Tym razem jednak M. odmówiła. I może gdybym podobnie jak ona miał ustawiono bardzo wysoko poprzeczkę, widząc jakiś tekst w obsadzie, którą zapamiętuje się na długie lata, też miałbym trudność by pisać bez prób odniesienia, bez porównań, które jak by się nie próbowało spojrzeć, wypadają na niekorzyść tego co współczesne. M. opowiadała mi sporo o tym co widziała w wykonaniu Haliny Kowalskiej i Janusza Gajosa, z góry więc przekonywała mnie że to będzie rewelacyjna komedia, istna perełka inteligentnego humoru. 
A potem widziałem jak z każdym kwadransem mina jej rzednie. 


To nie znaczy, że nie ma co porywać się na teksty już znane z innych inscenizacji, że nie ma co próbować szukać nowych pomysłów. Teatr Gudejko tym razem chyba spodziewając się, że ma pewnego rodzaju samograj, zbyt mało pracy włożył w przygotowania, by rzeczywiście wykorzystać cały potencjał jaki tkwi w tym tekście. Z jednej strony zabawnym, ale i przesyconym nostalgią, jakąś dziwną zadumą nad dokonywanymi przez nas wyborami. 
Oto dwójka ludzi spotyka się w pokoju hotelowym. Każde z nich ma swoje życie rodzinne, jakieś problemy i radości, ale na tą jedną noc znaleźli w sobie nawzajem chwilę szczęścia. Na tyle ważną, że postanowili spotkać się ponownie, za rok... I potem znowu. Choć może mniej tam już jedynie erotycznego napięcia, a więcej rozmów, szukania w sobie wsparcia, jakiejś motywacji, dla każdego z nich te spotkania stają się czymś bardzo ważnym, czymś na co czekają. 


Nie wystarczy w tekście Bernarda Slade'a z lat 70 zmienić imion bohaterów, przenieść ich do czasów nam współczesnych, do Polski po transformacji, by odwołać się do naszych sentymentów i uczynić ich nam bliższymi. Bo tu przecież nie chodzi o zmiany zachodzące w kraju, społeczne, gospodarcze, czy jakiekolwiek inne, ale przede wszystkim o zmianę jaka dokonuje się w ich życiu, o to że pokonują kolejne zakręty, ale najwyraźniej nie mają oparcia w najbliższych, skoro łatwiej im otwierać się na kogoś raz do roku. Ten ruch z przeniesieniem w nasze realia może i sprawia że ktoś z widzów rozpozna się w opowieściach, jako mniej lub bardziej spełniony "biznesmen" czy będzie kibicować bohaterce w tym jak rośnie w niej pewność siebie. Mam jednak wrażenie że umyka jednak to co było ważniejsze, czyli odpowiedź na pytanie: co im te spotkania dają, czemu są dla nich tak istotne. Przecież wydaje się naturalne, że po roku będą rozmawiać o tym co u Ciebie słychać, co się zmieniło, jak się czujesz, a nie o tym kto na kogo głosował, ile zarabia, z kim się zna itd. Za dużo tu polityki i tego naszego poletka, które znamy z mediów, a za mało ich samych, jakby kryli się za maskami. Tu mieli być wreszcie sobą, bez udawania, choćby na ten jeden weekend w roku. Zapomnieć się, być szczerymi... 

I niby język bardziej współczesny, ale przecież to nie młodzi przede wszystkim będą się w tym spektaklu przeglądać niczym w lustrze, tylko ludzie mający za sobą już kilka dekad dojrzałości, raczej przypominający bohaterów z końca przedstawienia, niż dwudziestokilkulatków z jego początku. 

Emocje bohaterów, ich radość z jaką czekają na spotkania, podniecenie, a później również zauważalna rutyna, czy coraz większe wątpliwości co do tkwienia w związkach w których się duszą, ponieważ są cały czas na scenie jedynie we dwoje, wymagają dużych umiejętności, balansowania między komedią, a powagą. I tu rozumiem trochę M. że w porównaniu z tym co kiedyś widziała na scenie i zapamiętała jako mistrzowski popis, wieczór z Anitą Sokołowską i Pawłem Delągiem może trochę rozczarować. Oboje wydają się być trochę sztywni w tych rolach, zbyt oficjalni byśmy uwierzyli że są kochankami. Bez swobody i lekkości, choć mamy uwierzyć, że ich związek trwa kilkadziesiąt lat. 


Sporo tu dłużyzn (nie tylko niewiele wnoszące przerwy z filmami pomiędzy kolejnymi spotkaniami co 5 lat, by aktorzy mogli się przebrać), niewiele chemii, choć być może to będzie się zmieniać gdy trochę para okrzepnie z tym tekstem i z samymi sobą. Tu niezbędna jest nie tyle nawet bliskość fizyczna, co jakaś otwartość, tęsknota, przywiązanie, które widownia musi poczuć i w nie uwierzyć. 

Tym razem więc trudno mi ogłosić sukces i polecić by każdy szukał tego tytułu (a będzie krążył po kraju), choć i tak na tle różnych głupawych komedyjek gdzie obsada kusi nie tyle umiejętnościami aktorskimi co tym że ktoś ładnie wygląda i pokazuje się na ekranach telewizorów "Do zobaczenia za rok" i tak się pozytywnie wyróżnia.   
 

Do zobaczenia za rok - Teatr Gudejko, gościnnie na scenie Teatru Współczesnego
Więcej o spektaklu tu
OBSADA: Anita Sokołowska, Paweł Deląg
TŁUMACZENIE: Elżbieta Woźniak
REŻYSERIA: Tadeusz Kabicz
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY: Ewa Kochańska
MUZYKA: Mico Blascello
FOTOGRAFIE: Grażyna Gudejko
PRODUCENT: Teatr Gudejko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz