A potem widziałem jak z każdym kwadransem mina jej rzednie.
To nie znaczy, że nie ma co porywać się na teksty już znane z innych inscenizacji, że nie ma co próbować szukać nowych pomysłów. Teatr Gudejko tym razem chyba spodziewając się, że ma pewnego rodzaju samograj, zbyt mało pracy włożył w przygotowania, by rzeczywiście wykorzystać cały potencjał jaki tkwi w tym tekście. Z jednej strony zabawnym, ale i przesyconym nostalgią, jakąś dziwną zadumą nad dokonywanymi przez nas wyborami.
Oto dwójka ludzi spotyka się w pokoju hotelowym. Każde z nich ma swoje życie rodzinne, jakieś problemy i radości, ale na tą jedną noc znaleźli w sobie nawzajem chwilę szczęścia. Na tyle ważną, że postanowili spotkać się ponownie, za rok... I potem znowu. Choć może mniej tam już jedynie erotycznego napięcia, a więcej rozmów, szukania w sobie wsparcia, jakiejś motywacji, dla każdego z nich te spotkania stają się czymś bardzo ważnym, czymś na co czekają.
Nie wystarczy w tekście Bernarda Slade'a z lat 70 zmienić imion bohaterów, przenieść ich do czasów nam współczesnych, do Polski po transformacji, by odwołać się do naszych sentymentów i uczynić ich nam bliższymi. Bo tu przecież nie chodzi o zmiany zachodzące w kraju, społeczne, gospodarcze, czy jakiekolwiek inne, ale przede wszystkim o zmianę jaka dokonuje się w ich życiu, o to że pokonują kolejne zakręty, ale najwyraźniej nie mają oparcia w najbliższych, skoro łatwiej im otwierać się na kogoś raz do roku. Ten ruch z przeniesieniem w nasze realia może i sprawia że ktoś z widzów rozpozna się w opowieściach, jako mniej lub bardziej spełniony "biznesmen" czy będzie kibicować bohaterce w tym jak rośnie w niej pewność siebie. Mam jednak wrażenie że umyka jednak to co było ważniejsze, czyli odpowiedź na pytanie: co im te spotkania dają, czemu są dla nich tak istotne. Przecież wydaje się naturalne, że po roku będą rozmawiać o tym co u Ciebie słychać, co się zmieniło, jak się czujesz, a nie o tym kto na kogo głosował, ile zarabia, z kim się zna itd. Za dużo tu polityki i tego naszego poletka, które znamy z mediów, a za mało ich samych, jakby kryli się za maskami. Tu mieli być wreszcie sobą, bez udawania, choćby na ten jeden weekend w roku. Zapomnieć się, być szczerymi...
I niby język bardziej współczesny, ale przecież to nie młodzi przede wszystkim będą się w tym spektaklu przeglądać niczym w lustrze, tylko ludzie mający za sobą już kilka dekad dojrzałości, raczej przypominający bohaterów z końca przedstawienia, niż dwudziestokilkulatków z jego początku.
Emocje bohaterów, ich radość z jaką czekają na spotkania, podniecenie, a później również zauważalna rutyna, czy coraz większe wątpliwości co do tkwienia w związkach w których się duszą, ponieważ są cały czas na scenie jedynie we dwoje, wymagają dużych umiejętności, balansowania między komedią, a powagą. I tu rozumiem trochę M. że w porównaniu z tym co kiedyś widziała na scenie i zapamiętała jako mistrzowski popis, wieczór z Anitą Sokołowską i Pawłem Delągiem może trochę rozczarować. Oboje wydają się być trochę sztywni w tych rolach, zbyt oficjalni byśmy uwierzyli że są kochankami. Bez swobody i lekkości, choć mamy uwierzyć, że ich związek trwa kilkadziesiąt lat.
Sporo tu dłużyzn (nie tylko niewiele wnoszące przerwy z filmami pomiędzy kolejnymi spotkaniami co 5 lat, by aktorzy mogli się przebrać), niewiele chemii, choć być może to będzie się zmieniać gdy trochę para okrzepnie z tym tekstem i z samymi sobą. Tu niezbędna jest nie tyle nawet bliskość fizyczna, co jakaś otwartość, tęsknota, przywiązanie, które widownia musi poczuć i w nie uwierzyć.
Tym razem więc trudno mi ogłosić sukces i polecić by każdy szukał tego tytułu (a będzie krążył po kraju), choć i tak na tle różnych głupawych komedyjek gdzie obsada kusi nie tyle umiejętnościami aktorskimi co tym że ktoś ładnie wygląda i pokazuje się na ekranach telewizorów "Do zobaczenia za rok" i tak się pozytywnie wyróżnia.
Do zobaczenia za rok - Teatr Gudejko, gościnnie na scenie Teatru Współczesnego
Więcej o spektaklu tu
Więcej o spektaklu tu
OBSADA: Anita Sokołowska, Paweł Deląg
TŁUMACZENIE: Elżbieta Woźniak
REŻYSERIA: Tadeusz Kabicz
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY: Ewa Kochańska
MUZYKA: Mico Blascello
FOTOGRAFIE: Grażyna Gudejko
PRODUCENT: Teatr Gudejko
TŁUMACZENIE: Elżbieta Woźniak
REŻYSERIA: Tadeusz Kabicz
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY: Ewa Kochańska
MUZYKA: Mico Blascello
FOTOGRAFIE: Grażyna Gudejko
PRODUCENT: Teatr Gudejko


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz