wtorek, 10 lutego 2026

Pillion, czyli poczuj coś mocniej

Cholera, mam problem z tym filmem, a może raczej ze sposobem w jaki Gutek Film go reklamuje - czyli jako świetną propozycję na Walentynki, jako romantyczny film jednocześnie przełamujący pewne tabu i myślenie o preferencjach seksualnych. 

Możecie stwierdzić że jestem homofobem, że nie kumam środowiska BDSM i jestem nietolerancyjny, jednak w całej tej historii nieśmiałego chłopaka, który zakochuje się w przystojnym motocykliście, jest coś co mnie bardzo uwiera. Gdyby to nie było dwóch facetów, tylko facet i kobitka, pewnie więcej osób podzielałoby moje zdanie - wszystkie te sceny, które niby mogą wydawać się zabawne i tłumaczymy je tym, że przecież to za obopólną zgodą, trzeba jednak wyraźnie nazwać przemocą psychiczną, emocjonalną i fizyczną, obejmującą również gwałt. I ok, jeżeli ktoś godzi się na taką przemoc, to nic mi do tego, choć moim zdaniem zamiast o tym opowiadać i się z tego śmiać, raczej powinniśmy delikatniej lub mocniej sugerować pomoc terapeuty. W tym przypadku moje serducho jest zdecydowanie po stronie matki, która obawia się że synowi dzieje się krzywda. Przesadza? Nie powinna się wtrącać? Kurcze, po to uwrażliwiamy na przemoc, żeby ją ignorować? Przecież ktoś kto jej doświadcza, czasem jest na tyle uzależniony emocjonalnie, tak bardzo zdominowany, że będzie się godził na wiele, byle tylko nie stracić obiektu swoich uczuć. Raniony, poniżany, wciąż spychany do roli tego kto nie ma prawa głosu, ma być posłuszny - czy ktoś taki może być szczęśliwy? 



Jest we mnie więc jakiś duży opór przed poleceniem tego obrazu, choć dość lekki ton w jakim jest opowiedziany, nie sugeruje tego iżby działa się tu komuś krzywda. Nie - po prostu spanie na dywaniku, lizanie butów, wiązanie, wydawanie rozkazów, gwałty, mamy uznać za jakąś formę preferencji seksualnych. Widać ktoś lubi poczuć ten dreszcz towarzyszący byciu dominowanym, gdy musi starać się o to by zasłużyć na uwagę, na obecność. Tylko po co o tym opowiadać i sugerować że to prawdziwe uczucie, tylko że my jesteśmy nietolerancyjni i go nie rozumiemy? 

Patrzyłem na ogolonego na łyso Colina (Harry Melling), na jego łańcuch z kłódką na szyi i widziałem przecież w jego oczach, że marzy o czymś innym, o przytuleniu, całowaniu, robieniu czegoś razem, a nie roli psa do jakiego został sprowadzony. Można było się spodziewać tego, że gdy podejmie próbę zmiany, coś utraci, ale może było to tego warte, coś go nauczyło. Może w następnym związku wyraźniej zaznaczy granice na co się godzi, jak często i jak daleko. 
 

Jeżeli więc myśl o BDSM w środowisku gejowskim Was zaciekawia, to Pillion jest ciekawym doświadczeniem. Zaskakująco lekki, powiedziałbym nawet z komediowymi tonami film, dla mnie jednak zostanie zapamiętany chyba nie z tych powodów na którym zależało twórcom. Wciąż bowiem zadaję sobie pytania o niektóre sceny i zadaję sobie pytanie: czy to powinno nas bawić, czy powinniśmy to zaakceptować. Jeżeli w roli Colina byłaby kobieta, mój sprzeciw byłby jeszcze mocniejszy, ale to też być może właśnie jest źródłem niepokoju: czy tak powinno być, czy przypadkiem czyniąc taką różnicę, mówiąc: skoro to dwóch facetów to niech robią co chcą, nie popełniamy pewnego zaniedbania, zostawiając być może kogoś potrzebującego pomocy i uwagi. Wołającego o nie właśnie w taki dziwny, destrukcyjny sposób.  

Film najdelikatniej mówiąc może wprawić w zakłopotanie. 

A może to ja jestem zbyt konserwatywny? Ale jeżeli miałoby to oznaczać brak jakiejś wrażliwości na krzywdę to do cholery z taką nowoczesną tolerancją.  

 

PS Alexander Skarsgård pewnie złamie niejedno serducho. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz