Przecież jest trup, jest śledztwo, są policjanci którzy je prowadzą pod przewodnictwem komisarz Borkońskiej, to byłoby jednak dość banalne gdyby nie ten dodatek - perspektywa kota, który postanowił wciąć sprawy dochodzenia w swoje łapki. Ludzie są tacy mało domyślni. A przecież zginął jego opiekun (właścicieli to mają psy, a nie koty prawda?), który tak o niego dbał. Może i człowiek nie do końca z czystą przeszłością, ale o wielkim serduchu, który starał się naprawiać popełniane przez siebie błędy. Należy się więc jakaś sprawiedliwość...
Na zmianę będziemy widzieli więc działania śledczych oraz Sheili (zwanej też Szelką), która próbuje podrzucać kolejne ślady, czym zadziwia Borkońską, która chwilową ją przygarnęła do domu (a potem jak to bywa z kotami już nie wyobrażała sobie życia bez niej).
Na zmianę będziemy widzieli więc działania śledczych oraz Sheili (zwanej też Szelką), która próbuje podrzucać kolejne ślady, czym zadziwia Borkońską, która chwilową ją przygarnęła do domu (a potem jak to bywa z kotami już nie wyobrażała sobie życia bez niej).
Intryga może i nie jest jakoś super skomplikowana, bardziej chodzi o to by złapać tych, którzy stali za pierwszym morderstwem i uniknąć kolejnych trupów, czyta się to jednak całkiem nieźle. Mogą chwilami wydawać się ciut sztuczne i dziwne dialogi i scenki z udziałem policjantów, to taki humor boomerskie który sili się na młodzieżowość, sam pomysł z kotem i jego perspektywą też aż prosi się żeby było w nim więcej dowcipu, ale cóż - nie zawsze dostajemy to czego byśmy oczekiwali, a raczej to co autorowi wyszło. No więc wyszło tak średnio na jeża. Lekkie, ale za mało śmieszne jak na komedię i ciut za mało ekscytujące jeżeli to miał być jedynie kryminał.
Niezobowiązujące, mam jednak wrażenie że z tym pomysłem obecności zwierzaka w kryminałach Matyszczak radzi sobie lepiej, a i Dębskim zdarzały się ciekawsze tytuły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz