środa, 4 lutego 2026

Kapsuła - Wojciech Wójcik, czyli ile o sobie wiemy

Powieści Wojtka Wójcika już parę razy gościły na moim blogu i choć można pewnie by wskazać jakieś cechy ich wspólne, za każdym razem wciągają mnie zupełnie w inną historię. Zaskakującą o tyle, że u niego raczej na próżno możecie wypatrywać super przenikliwych gliniarzy, detektywów, pościgów, strzelanin, fajerwerków. Są jakieś zwroty akcji, gdy coś nagle przed nami się odsłania, wszystko jednak toczy się dość powoli. To nie znaczy że brakuje dramatyzmu, albo nie wciąga, z góry jednak trzeba nastawić się na wolniejsze tempo, na zbieranie okruchów i z nich składanie sobie jakiejś historii. Wójcika interesują losy zwykłych ludzi i tam wynajduje materiał na intrygę. Czy to znaczy że jest to mniej ciekawe od wymyślanych seryjnych morderców i genialnych śledczych, którzy ich ścigają? Jest inaczej.  
 
Tu prawie każdy coś ukrywa, ma jakiś sekret, mniej lub bardziej wstydliwy, czasem w ludziach buzują jakieś emocje, pretensje, żale, zazdrość czy coś mniej osobistego, ale bazującego na ich własnych traumach. I to bywa równie ciekawe jak thrillery gdzie co parę stron ma dziać się coś ekscytującego. 

Niby zwykłe miasteczka, środowiska które pewnie znamy i może do nich należymy, a tu nagle jakaś tragedia. Jak reagują ludzie, co mówią i komu nie chcą nic powiedzieć (zwykle policji), może czasem wyjdą jakieś plotki i historia robi się coraz bardziej skomplikowana. 



Choć powieści Wójcika zwykle to dość potężne "grubasy" nudy raczej nie ma. Moje wcześniejsze uwagi o wolniejszym tempie są ostrzeżeniem dla tych, którzy przyzwyczajeni są do czytadeł gdzie wszystko dzieje się szybko, ale może i oni powinni spróbować czegoś innego. Wejść w atmosferę pełną półsłówek, kłamstw, zaprzeczeń, a jednocześnie gdzieś wyczuwalnych podskórnych oskarżeń. Nauczycieli o pedofilię, o jakiejś niewłaściwe relacje, uczniów o przemoc, o używki, o prześladowanie psychiczne, czy też inne grzeszki. Dyrektora... Księdza... tu prawie o każdym można by coś powiedzieć, tylko trzeba wiedzieć gdzie przyłożyć ucho. W małych społecznościach tak właśnie jest. W dodatku wśród młodych ludzi, tak bardzo podatnych na zranienia, wystarczy niewielka iskra, by potem jeszcze długo nie można było ugasić płomienia, choćby kadra nie wiadomo jak się o to nie starała. 

Apel szkolny jako scena otwierające - przecież Hitchcock by powiedział że trzeba czegoś bardziej wstrząsającego. A tu proszę...

Trudno wskazać jedną postać, bohatera, bo autor rozpisał wszystko przynajmniej na kilka punktów widzenia i dość długo możemy jedynie zgadywać jak te wszystkie historie się połączą. Jeden z uczniów zaniepokojony zniknięciem swojej koleżanki poszukuje jakichkolwiek informacji o tym jak spędzała ostatnie kilka dni. Bibliotekarka z liceum prowadzi własne dochodzenie w sprawie pożaru w pracowni szkolnej i tragicznej śmierci w płomieniach jednego z nauczycieli. Woźny z tej szkoły, człowiek który pamięta większość wydarzeń z ostatnich czterech dekad tej placówki, zastanawia się czy przypadkiem początkiem problemów nie było wydobycie kapsuły czasu z pamiątkami sprzed 40 lat.   

Wielowarstwowa układanka i finał daje satysfakcję. Sporo ty psychologicznych czy obyczajowych wątków, podejrzeń, frustracji, rozmów, sprawdzania, kolejnych tajemnic wychodzących na jaw, choć nie zawsze będą one związane z tym czego szukają bohaterowie. Jeżeli lubisz takie powieści - Kapsuła da ci satysfakcję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz