Recenzenci w większości piali z zachwytu, ale jakoś mnie nie porwał ten serial. Gdyby to była pierwsza produkcja na ten temat, pewnie byłoby wow, ale przecież niewiele tu można było dodać nowego, po co więc rozciąganie tych wszystkich wątków historyczno-politycznych skoro i tak najważniejsze są wybory jakich dokonują bohaterowie. Przebiegamy od lat 50 od McCarthy'ego, polowania na komunistów i "dewiantów", przez atmosferę homofobii, aż po lata 80, epidemię AIDS, ale i coraz głośniejsze ruchy LGBT, gdyby jednak jakoś ująć scenariusz w pewne ramy, to nie byłby to wcale jakiś dramat psychologiczny, tylko zwyczajny romans. Tyle że podszyty wyrzutami sumienia, własnymi lękami, wybraniem kariery. Odwracasz się po latach i dopiero widzisz co straciłeś, do odrzuciłeś i być może żałujesz. A nic już nie da się naprawić, możesz teraz jedynie cieszyć się tymi ostatnimi chwilami jakie wam zostały.
Postaci jest więcej, ale na pierwszym planie są dwie zaprzyjaźnione pary: charyzmatyczny, przystojny i ambitny urzędnik Departamentu Stanu i młodziutki absolwent college'u, idealista i katolik, który jest pod jego mocnym wpływem oraz czarnoskóry dziennikarz z ambicjami literackimi i gwiazda sceny drag queen. Będą się zbliżać i rozstawać, przyciągać i odpychać, wściekać, zdradzać, a potem znowu prosić o wybaczenie.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
czwartek, 11 lipca 2024
Fellow Travelers, czyli ktoś więcej niż przyjaciel
środa, 10 lipca 2024
Odrobina dreszczyku po polsku, czyli Kolory zła: Czerwień i Polowanie
I jeszcze dwa zaległe tytuły do kryminalnej środy, upolowane jakiś czas temu na Netlfixie. Jak ktoś lubi thrillery pewnie przynajmniej pierwszy obejrzy z przyjemnością, jednak niestety oba raczej można potraktować jako średniaki. Rewelacji niestety nie ma, ale co się dziwić - nawet w Stanach gdzie tworzy się tego typu produkcji dużo więcej, wartościowych jest może jeden na 100. Trudno więc oczekiwać, by każdy film, w który zainwestuje jedna czy druga platforma telewizyjna, okazywał się wielkim dziełem.
"Kolory zła. Czerwień" to oczywiście ekranizacja pierwszej powieści Małgorzaty Oliwii Sobczak (choć i wyraźne nawiązanie do zaginięć młodych dziewczyn na wybrzeżu), więc pojawia się pytanie czy będzie kontynuacja - jakiś potencjał na pewno jest, choćby i w obsadzie, może więc warto trzymać kciuki, a poziom będzie jedynie szedł w górę? Może dobrze, że nie przerobiono tego na serial, ale zamknięto się w krótszych ramach. Dzięki temu coś się traci, zyskuje jednak na budowaniu napięcia, na klimacie.
Czy to wciąż kryminał, czy bardziej dramat psychologiczny o zabarwieniu noir? Jest brutalnie, pikantnie, chwilami intrygująco, choć ma się wrażenie, że dokonano sporych cięć w materiale. Z jednej strony mamy opowieść dziewczyny, która się trochę pogubiła, weszła w toksyczny związek, z drugiej śledztwo, które ma wyjaśnić jej zamordowanie.
Pies ogrodnika - Katarzyna Gacek, czyli na problemy najlepsza praca
Co zrobić kiedy mąż cię zdradza? Zebrać dowody i dołożyć mu w sądzie. A jeżeli gad próbuje się odwinąć i wynajął własnych detektywów, by sfabrykować domniemaną winę? Cóż... Wtedy masz pod górkę, ale nie ma tego złego. Nagle bowiem okazuje się, że twoje pomysły i talenty ktoś docenia i podsuwa pomysł, byś sama założyła taką firmę. Potrzebujesz tylko na początek kogoś kto ma licencję, dopóki sama takowej nie zrobisz. I tak na horyzoncie Gai, pojawia się przebojowa modelka Klara, która miała krótki epizod pracy w takiej agencji, więc dokument potrzebny posiada. Co prawda jej styl funkcjonowania i oczekiwania emocji jakie ma nieść praca detektywki, raczej niekoniecznie Gai odpowiadają, ale Klara ma jednak inne zalety i mimo wszystko powoli się dopasowują. Mamy więc oficjalny skład "Czajki", ale przecież obok kobiety cały czas jest również jej przyjaciółka i sąsiadka Matylda. Ona co prawda ma charakter dość bojaźliwy i mało otwarta jest na działania ryzykowne, żeby pomóc Gai, jest jednak zdolna do wielu rzeczy.
wtorek, 9 lipca 2024
Tylko my dwoje, czyli gdybyś mnie kochała naprawdę
Ile osób będzie w tym związku dostrzegało własne doświadczenia? A może wreszcie zapragnie coś zmienić? W końcu toksyczne relacje to coś w czym wcale nie jest dobrze ani jednej, ani drugiej stronie. Coś co zaczyna się tak idealnie, wydaje nam się cudowną bajką - jak mogłoby skończyć się źle? Obejrzyjcie ten film, by zrozumieć, by zobaczyć te mechanizmy. Czasem to tak trudne do uwierzenia - piękna kobieta, inteligentna, nagle zdaje się kompletnie nie mieć wolnej przestrzeni, wciąż kontrolowana, wciąż w napięciu. I ta pokrętna manipulacja - jak to wolisz spędzać czas z innymi, nie ze mną, już mnie nie kochasz, po co chcesz wychodzić, razem nam najlepiej.
poniedziałek, 8 lipca 2024
Z młodymi, ale czy dla młodych, czyli Za duży na bajki razy dwa oraz Akademia Pana Kleksa
W jednej notce nadrabiam zaległości filmowe z ostatnich tygodni - pokusiłem się o nowego Kleksa, ale ponieważ jakoś nie zażarło, eksperymentowałem z kinem familijnym polskim dalej. I oto efekty. A może Wy coś polecicie z ostatnich lat?
Za duży na bajki w tym zestawieniu chyba najciekawszy. Choć mam wrażenie, że raczej dla młodszych, czyli dzieciaki występujące w filmie są ciut "za grzeczne", trochę infantylizuje się ich sprawy, to i tak doceniam pomysł i wykonanie. Na pewno świetny w roli głównej jest Maciej Karaś, ale nie byłoby tyle humoru w tych jego perypetiach gdyby nie grająca jego ciotkę Dorota Kolak. Ich "docieranie się" jest źródłem świetnej zabawy.
Ale zacznijmy od początku.
niedziela, 7 lipca 2024
Handlarze gumek, czyli w poszukiwaniu szczęścia
Zamiast powieści na niedzielę, dziś teatr. Ale przecież oparty na niezłej literaturze, bo Hanoch Levin uznawany jest za jednego z bardziej popularnych dramatopisarzy we współczesnym Izraelu. A reżyserii podjął się jeden z moich ulubieńców Adam Sajnuk. Obsada też całkiem ciekawa - Katarzyna Dąbrowska, Borys Szyc, Grzegorz Małecki. Czy mogło więc coś pójść nie tak?
Spektakl widziałem na próbie generalnej - ponad 3 godziny bez przerwy, więc gdy widzę że już normalne pokazy ową przerwę mają, myślę sobie, iż to jedna z dobrych zmian. I tak jednak jest w tym trochę dłużyzn, więc ciekawe czy uda się je jakoś usunąć.
Na pewno nie jest to tekst typowy dla tego co oglądamy na naszych deskach teatralnych, gdzie królują farsy albo dramaty. Będzie trochę pikantnie, ale i jest coś trudno uchwytnego, trochę fatalistycznego w tej sztuce, jakby mimo całego w niej zawartego humoru, wisiał nad bohaterami jakiś cień, który nie pozwoli im osiągnąć szczęścia.
sobota, 6 lipca 2024
Urban fantasy nad Tamizą, czy postpunkowa Praga, czyli Underground i Rzeki Londynu
Gdy połykałem jeden po drugim kryminał, miałem poczucie że coraz trudniej mnie zadowolić, teraz gdy powróciłem trochę do fantastyki, mam wrażenie, że pojawia się podobny problem. O ile klasyka mi sprawia frajdę, to te świeże rzeczy jakoś niekoniecznie.
Czytam, ale mimo że to początek cyklu, nawet nie mam specjalnej chęci do szukania kontynuacji. Czasem nawet podobają mi się jakieś pomysły, fragment akcji, tło, jakiś detal, ale całość jest jakaś wtórna, ma w sobie mało życia albo niepotrzebnie fabuła rozdrabnia się na jakieś mało istotne wątki.
Przyjrzyjmy się zatem dwóm z ostatnio czytanych.
František Kotleta stworzył całkiem niezłą, trochę mroczną opowieść o samotnym wilku, byłym gliniarzu, który utrzymuje się dzięki prywatnym zleceniom. Praga w roku 2107 niby jest miastem w którym nie brakuje nowinek cyfrowych, ale większość mieszkańców żyje na skraju nędzy, gdzieś w podziemiach. Upadek państwa to efekt wojny czesko-polskiej o Śląsk, o której wspomina się jedynie półgębkiem, a w której zdaje się to nasi rodacy wygrali. Republika Czeska się rozpadła, a Praga, znajdująca się pod dominacją właścicieli potężnych firm, stała się fortecą odciętą od świata. Wszystko produkuje się w laboratoriach, ale podziemie z brakami radzi sobie na własny sposób - by wszystkich wyżywić nic dziwnego, że dochodzi np. do przerabiania ludzkiego mięsa.
piątek, 5 lipca 2024
Kornik - Layla Martinez, czyli dom zły
Rozmiar książki - zaskakująco niewielki. Czy to znaczy, że to rzecz która szybko się czyta? I tak i nie. Czy to rzecz błaha i nieciekawa? Na pewno nie.
"Kornik" to literatura niepokojąca, historia nieoczywista i wzbudzająca emocje. Nazwanie jej powieścią grozy pewnie byłoby trafne jeżeli chodzi o określenie gatunku, a jednocześnie mocno by pomylił się ten, kto będzie oczekiwał banalnych chwytów polegających na wywołaniu dreszczu strachu. To raczej powieść psychologiczna, pokazująca konsekwencje zmagania się z rodzinnymi traumami, nędzą i próbami zmiany swojego losu.
Dom zamieszkany przez babkę i dorosłą już wnuczkę, stary, niszczejący, przechowujący historie kilku pokoleń. Niewiele widział szczęścia, za to wiele przemocy, biedy, narzekań... Jak przerwać ten zamknięty krąg, jeżeli nie widzi się szansy na ucieczkę. A może jest ona jednak możliwa? Matka przecież kiedyś zniknęła. Opuściła je z własnej woli, wybierając życie wolne od wspomnień i cierpienia, czy też została porwana jak opowiadają inni? Wnuczka marzy o tym, by kiedyś również odejść, ale póki co tego nie potrafi. Myślała że praca pozwoli jej uzbierać pieniądze i uciec, ale jedynie na nowo uruchomiła złe emocje. W końcu rodzina do której poszła opiekować się dzieckiem, od lat była niczym długi cień nad jej bliskimi.
Rojst - Trylogia, czyli polskie bagienko
Co tam w zanadrzu (niektóre rzeczy czekają tygodniami na swoją kolej) i co na tapecie?
Do napisania dwie notki teatralne, Mirka też coś coś trzyma w zanadrzu, będzie seria z Żurawiem, będzie trochę z dreszczykiem, coś LGBT i pewnie miejsce na kryminał też się trafi.
W oglądaniu m.in. Prosta sprawa, przypominam sobie książkę i chyba powrócę do kolejnych części bo to fajna zabawa.
A dziś kolejna zaległość. Nie mam czasu na seriale, rzadko ostatnio oglądam coś dłuższego, ale Rojst wciągnął jak cholera i szukałem każdej okazji, by nadgonić. Dobry scenariusz, ale jeszcze fajniejsze wykonanie! Aktorsko, zdjęcia, scenografia - wszystko palce lizać. Serial zdecydowanie ma charakter, wyróżnia się na tle innych produkcji, tak mocno schematycznych. Tu od pierwszego sezonu jest klimat, jakaś zagadka, trochę bezradność wobec zamiatania pod dywan różnych spraw, ale i determinacja. I wciąż coś się dokłada.
środa, 3 lipca 2024
Do granic, czyli niczego nie ukryjesz
Środa z dreszczykiem i pierwsza, w miarę świeża propozycja, bo film jeszcze w kinach. Hiszpański thriller co prawda ma już ponad rok, ale u nas pojawia się z poślizgiem, gdy już zrobił sporo zamieszania w ojczyźnie. Jak na kameralne, dość surowe, niedrogie w produkcji kino, rzeczywiście jest propozycją ciekawą, przemyślaną. Trudno mu odmówić tego, że trzyma w napięciu.
A jednocześnie nie wyszedłem z kina pod jakimś wielkim wrażeniem. Może dlatego, że kolejne elementy były jednak do przewidzenia?
Elenę i Diego poznajemy gdy lądują w Stanach, by zacząć nowe życie. W Nowym Jorku mają jedynie międzylądowanie, chcą zobaczyć się na chwilę z bratem Diego i lecą dalej - do Miami. Spełnia się marzenie o wspaniałej szansie. Najpierw jednak muszą przejść sito amerykańskiej kontroli granicznej.
wtorek, 2 lipca 2024
20 000 gatunków pszczół, czyli rój może dawać albo odbierać poczucie odbrębności
Lecimy z kinem i to chyba jeszcze jutro ze dwa tytuły dorzucę, bo trochę zaległości. Dziś wtorek, więc będzie bardziej wytrawnie - co kto lubi. A ja przyznam się, że choć czasem z przyjemnością zanurzam się w filmach niespiesznych, skupionych na relacjach, gdzie sporo jest milczenia, to tym razem jakoś nie podzielam zachwytów recenzentów. Może trochę ze względu na wątek Aitora/Lucii. Choć nie jest przecież jedynym bohaterem, to na nim/na niej skupia się nasza uwaga i pojawia się wiele refleksji, kontrowersji, dyskusji. Ale o tym za chwilę.
Skąd tytuł? W świecie zwierząt podobno nie kwestionuje się różnorodności. Istnieje 20000 gatunków pszczół i każdy jest w naturze potrzebny. Jak rozumiem ma to być argument za tym, by odejść od tradycyjnych podziałów płci, binarności i akceptować fakt iż np. jedna z pszczół uzna, że jest skowronkiem. Odwalcie się, nie każcie jej pracować, wspierajcie w jej nowym żywocie i przebudujcie cały ul, bo przecież skowronek musi mieć więcej miejsca. Wiem, upraszczam i robię karykaturę, chcę jedynie zarysować pewien schemat. Mam bowiem wrażenie, że film Estibaliz Urresoli Solaguren jest głosem w pewnej sprawie, głosem wyraźnym i jako taki budzi emocje. Nie byłoby pewnie ich tak wiele, gdyby to była opowieść o kimś dorosłym, kto przeszedł etap dojrzewania, kto może i zmagał się z wieloma trudnościami, ale też dzięki temu jest pewien swoich decyzji. W przypadku ośmiolatka/i, gdzie wszystko jest bardzo płynne, wciąż się zmienia, jest podatne na czynniki zewnętrzne, jasne stawianie diagnozy, jakiejś opinii jest cholernie trudne.
Wenus w futrze, czyli rozedrganie
Po raz kolejny studenci Akademii Teatralnej mnie zaskakują. Nie umiem inaczej określić emocji jakich doświadczyłam po wyjściu z tego spektaklu jak właśnie rozedrganie. Podobnie odbieram też postać reżysera graną przez Adama Stasiaka.
Przychodzi aktorka do reżysera. Chce zagrać w jego nowym projekcie. Zmusza go do wspólnego czytania scenariusza, które niemal natychmiast przeradza się w starcie dwóch osobowości. On jako autor i reżyser, w pewnym momencie zaczyna tracić kontrolę nad własnym dziełem; ona zdobywając przewagę nad nim staje się królową i z tej pozycji zaczyna go traktować jak chce. On zdaje się być bezbronny, bo pozwalając na to uchylił rąbka tajemnicy o sobie samym. Ona, świadoma tego, pokazuje mu to do czego sam przed sobą bał się przyznać. A jego skrytym pragnieniem jest zostać zdominowanym przez piękną kobietę, być jej niewolnikiem i być podle traktowanym. Pragnie kobiety tyranki, pięknej bogini, która dręcząc go, jednocześnie będzie go kochała. Ona, Wanda (Julia Banasiewicz), w jego oczach chce uchodzić za niewinną istotę, która spotkała zboczeńca. Uświadamia mu, że pociąga go sado-maso. On widzi w tym chemię namiętności, mówi jej o miłości połączonej przez perwersje. Jednak dla niej to również walka klas i płci, więc z nawiązką spełnia oczekiwania reżysera. Oboje odgrywają przed nami taniec namiętności, fascynacji, dążenia o wpływy, bitwy o dominację.
poniedziałek, 1 lipca 2024
John Porter, czyli robię to co w duszy mi gra...
Nie tak dawno pisałem o najnowszym projekcie Johna Portera z Agatą Karczewską (możesz kliknąć tu) i nie tak dawno wspominałem u siebie o inicjatywie Sąsiedzkie Granie, a tu proszę... Miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć tego artystę u siebie w mieście i to w dodatku za darmoszkę, bo Dom Kultury podjął współpracę z Sąsiedzkim Graniem i wykorzystał pewnie kontakty, nie płacąc bajońskich honorariów. Nic tylko się cieszyć. Tym bardziej, że po Lechu Janerce to kolejna postać, która współtworzy nasz rynek muzyczny od dawna, a ja tyle lat nie widziałem ich na żywo. I oto spełniają się marzenia.
Koncert miał odbyć się pod chmurką o pewnie atmosfera byłaby inna - w sali kinowej, mimo dobrego nagłośnienia, na siedząco byliśmy chyba ciut mniej żywiołowi niż moglibyśmy być pod samą sceną. A może to jednak też efekt doboru repertuaru? John zaczął raczej od spokojnych ballad, od gitary akustycznej, dopiero potem trochę podkręcił tempo i podgrzał atmosferę.














