sobota, 31 maja 2014

Conan barbarzyńca i Królowa Czarnego Wybrzeża, czyli tego pana wszyscy znamy, ale czy w takim wykonaniu?


Conan. Któż na dźwięk tego imienia nie ma natychmiast jakichś skojarzeń. Najczęściej pojawia się w głowie olbrzymi mięśniak z dwoma mieczami, bezlitosny zabójca, który rzadko poddaje się procesom myślowym, ale rządzą nim instynkty, barbarzyńca ubrany w skóry, albo w jakąś przepaskę. Wciąż wpadający w kłopoty i cudem się z nich wydobywający. Zgadłem? Na dodatek ma twarz gubernatora jednego ze stanów amerykańskich? No popatrzcie, ja mam tak samo. 
I od razu się przyznam, że nigdy nie byłem fanem tego bohatera. Wolałem coś inteligentniejszego, z większym jajem, choć jak pamiętam kumpel, który jest Conana wielkim smakoszem, próbował mnie przekonać do tych klimatów. Bardzo liczyłem na to, że pomoże mi w tej notce, że będzie to dwugłos, ale biedakowi zalało mieszkanie, więc ma teraz większe problemy na głowie niż pisanie recenzji (np. rozpaczanie nad kolekcją książek). Ale dotarły do mnie wieści, że mu się podobało. I wiecie co? O dziwo mi też. To co w czytaniu wydawało się dość miałką mieszanką przygodówki i fantasy, magii i miecza, męskiego testosteronu i pięknych ciał kobiet, które bohaterowie podbijają, w wersji audio okazuje się wyśmienitym słuchowiskiem. Po raz kolejny to zasługa przede wszystkim...

Papusza - Angelika Kuźniak, czyli co to jest szczęście


Zastanawiałem się czy pisać jedną notkę wspólną na temat książki i filmu, ale postanowiłem jednak je rozdzielić. To jednak dwie trochę różne bajki.
Przy okazji obu premier napisano i powiedziano już sporo o Papuszy. Bronisława Wajs. Po cygańsku Papusza, czyli Lalka. Chyba jedyna znana poetka cygańska (a może po prostu zbyt mało się interesujemy tą kulturą?), odkryta, tłumaczona i z publikacjami, ale to co mogłoby się wydawać szczęściem i początkiem kariery, stało się również jej przekleństwem. Odrzucona przez swoich, przez całe życie musiała zmagać się i z biedą i z samotnością. Tęskniąc za światem, w którym się wychowała. Za tą wolnością. Przestrzenią. Lasami, polami, niebem nad głową. Wychowana w taborze, to właśnie takie życie kochała najbardziej i czuć to nawet w jej wierszach. 

czwartek, 29 maja 2014

Zasady śmiesznego zachowania - Emil Hakl, czyli między wolnością i depresją samotności


Ostatnie dni maja i ostatnia okazja by wybrać (i wygrać) którąś z książek na moim blogu. Przypominam - tym razem klimaty czeskie. I dziś o jednej z pozycji, którą możecie zdobyć.
Wydawnictwo Afera od kilku lat wyszukuje ciekawe pozycje na tamtejszym rynku wydawniczym i prezentuje je Polakom. Wydają mało, ale to rzeczy niebanalne.

Ale nie spodziewajcie się po tym tytule jakiejś porywające komedii. Czesi rzeczywiście potrafią śmiać się z samych siebie, ale też potrafią przyglądać się w lustrze, wtedy gdy wcale im nie do śmiechu. Potrafią trafnie oddać różne przedziwne stany naszej duszy/umysłu i szczerze analizować nawet najbardziej pokręcone przypadki swojego życia. Hakl jest tego dobrym przykładem.
To czasem rzeczywiście sceny dość zabawne, nie brakuje dowcipnych dialogów, ale też zawsze widać to drugie dno. Prawdę o życiu, o ludzkim zagubieniu, zagłuszaniu swoich lęków lub emocji. I już nie jest tak zabawnie.

wtorek, 27 maja 2014

Kontener - Katarzyna Boni, Wojciech Tochman, czyli to też ofiary wojny

Książka wygląda bardzo niepozornie - niecałe dwieście stron, malutki format, ale treść niesie ze sobą naprawdę gruby kaliber, którym dostajemy prosto w głowę. 
Czy jesteśmy bowiem świadomi tego jaka jest skala cierpienia, w różnych punktach świata? Czy nie jest tak, że oglądając dzienniki informacyjne, coraz mniejszą uwagę poświęcamy jakimś odległym miejscom, które doświadczają wojny, konfliktów, kataklizmów, głodu? Czasem mam wrażenie, że więcej zainteresowania w mediach wzbudza to w czym pokazała się jakaś gwiazdka, kto z kim się rozwodzi, albo filmik z kotem, który odgonił od dziecka gryzącego je psa. Jakże trudno wzbudzić nasze zainteresowanie, przykuć uwagę, poruszyć wrażliwość i skłonić do jakiejś pomocy. Takich rzeczy nie wrzuca się na FB, na różne wykopy i inne portale, nie dzielisz się tym ze znajomymi.
Jeżeli anonimowe zdjęcia, filmy, liczby i raporty nie robią już wrażenia, są zbyt suche i zimne, to może konkretny człowiek i jego historia wstrząśnie na tyle, by nie być obojętnym. Katarzyna Boni i Wojciech Tochman właśnie w ten sposób, próbują nam uświadomić co dzieje się w Syrii. Nie oglądają osobiście, ani nie pokazują nam walk, trupów, bombardowań, ruin. Stawiają przed nami tych, którzy przeżyli i o tym wszystkim opowiadają. I nie wiem co jest trudniejsze.

Cała Góra Barwinków - Beat 2 Meet U, czyli co ja tutaj robię?


Ta notka powstała pod wpływem impulsu już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znajduję na nią miejsce. Ciasno się po prostu robi w szkicach różnych rzeczy przeczytanych i obejrzanych, a na płyty to już w ogóle brakuje miejsca. A jeszcze rok temu chwilami brakowało mi tematów do pisania. W jakiś nałóg chyba wpadłem...

Co takiego wydarzyło się, że postanowiłem napisać o CGB? Ano zobaczyłem ich w X-Factor. Po Bednarku chyba teraz każdy ma nadzieję na to, że telewizja zapewni mu karierę jakiej świat nie widział (a przynajmniej kraj). Do cholery. Czy wy wszyscy poszaleliście? Zostawcie miejsce w takich programach dla debiutantów, dla amatorów, dla ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją drogę. Kapela, która tyle koncertuje, gra już chyba z 10 lat, ma za sobą 3 niezłe krążki, robi z siebie pajaców wystawiając się na ocenę "celebrytów"? Przepraszam bardzo w czym np. Ewa Farna ma być lepsza od muzyków, którzy mają więcej doświadczenia od niej? Że niby jest bardziej "znana", to ma ją uprawniać do tego by kogoś oceniać? Zostawcie to żenujące widowisko, naprawdę szkoda się wygłupiać. I dotyczy to większości tego typu programów - obok ludzi z dorobkiem, w jury zasiadają tak naprawdę goście, którzy sami powinni schować się ze wstydu, bo na żywo wypadają gorzej niż ci, których oceniają.
Ulało mi się. To teraz mogę spokojnie napisać o płycie i Wam ją polecić uwadze. A CGB i tak odpadło z programu. Może i dobrze... Życzę Wam chłopaki jak najlepiej, ale nie tędy droga. Czemu stacje radiowe nie są otwarte bardziej na krajowe nagrania, na promocję świeżych płyt, a nie jedynie odgrzewane kotlety?

poniedziałek, 26 maja 2014

Teoria wszystkiego. Sens życia według Terry'ego Gilliama, czyli a wszystko i tak pochłonie czarna dziura

Zdaje się, że dziś oficjalna premiera tego dzieła, więc wrzucam notkę, a nuż zainteresują się najnowszym dziełem Terry'ego Gilliama (tak, tak to ten od Monthy Pythona, ale bardziej znany ze swych wizjonerskich wizji filmowych) nie tylko jego fani. Sam niedawno przypominałem sobie Brazil i bardzo byłem ciekaw jego najnowszego projektu, zwłaszcza, że dochodziły słuchy, że odrzuciwszy wielką kasę, będzie miał za to możliwość kreowania filmu zgodnie ze swymi pomysłami, a nie wizją producentów.   
A jak wyszło? Wizualnie jest ciekawie. Nawet bardzo. Prawdę mówiąc w ogóle nie przeszkadzała mi lekka siermiężność i brak efektów - u tego reżysera często bez dużej kasy udawało się uzyskać wizję przyszłości, która zaciekawiała bardziej niż fajerwerki za grubą kasę. Tym razem jest cyberpunkowo (a może raczej steampunkowo, bo maszyny są mało nowoczesne), ale dziwnie lateksowo, kolorowo i nawet cukierkowo. To świat, w którym wszechobecna reklama obiecuje ci wszystko, wieczną szczęśliwość i wszystkie odpowiedzi. Tylko jakoś dziwnie puste wydaje się to wszystko - udawane i oszukane niczym wizja narkotyczna. Jakże łatwo się temu poddać, dać ogłupić, porwać się rytmowi nieustannej zabawy. Ten kto zadaje pytania, szuka odpowiedzi nie pasuje do społeczeństwa i najlepiej byłoby go usunąć.

Tempero, muzyka klezmerska, krakowski wieczór i załamka frekwencją wyborczą. Czyli czy ja muszę coś dodawać?

Notka trochę wyjątkowa, bo choć i tak moja pisanina jest odległa od klasycznych recenzji, to dziś jeszcze bardziej będzie to próba uchwycenia jakiejś chwili, niż merytoryczna relacja z jakiegoś wydarzenia. Ale kulturalny bohater notki będzie. Nie martwcie się. O polityce też nie będę pisał, wystarczy to co napisałem w tytule. Załamka po prostu. Jeżeli ludzie psioczą na wyniki, na ludzi którzy są wybierani, nich się wreszcie obudzą, bo ignorowaniem wyborów nic nie zmieniają, sprawiają jedynie, że wygrać je (np. idiotom) jest jeszcze łatwiej - przy niskiej frekwencji różne cuda są możliwe.
Wolę pisać o Krakowie. Mam nadzieję, że oprócz dzisiejszego wieczoru uda się jeszcze trochę zakosztować kultury w jakiś wieczór, ale póki co, już się cieszę! W biegu, bo ledwie w hotelu zostawiliśmy walizy, a trzeba było lecieć zaraz na koncert, ale warto było. I nawet nie będę marudził już tak bardzo na cenę (a mówią, że to Warszawa jest droga?!?). Choć moim zdaniem koncerty odbywające się w kościołach, czy synagogach regularnie, z powtarzanym programem nie powinny kosztować za wstęp po 60 zł. Płyta za 80? No chyba kogoś pogięło. Ja rozumiem - macie turystów z całego świata, ale chyba nie tylko dla nich są takie wydarzenia organizowane?
Ale miałem nie marudzić.
Przy różnych wyjazdach na konferencję zwykle udaje się choć jeden wieczór wygospodarować na jakieś wyjście. W ub. roku był Janusz Radek, w tym roku minęliśmy się o włos z Kroke, a po długich wahaniach zrezygnowaliśmy z Cezika i poszliśmy na koncert muzyki klezmerskiej w synagodze Izaaka. I wszyscy uważamy, że to był dobry wybór. 

sobota, 24 maja 2014

Wasza wysokość, czyli mało heroiczne fantasy. I rozdawajka Czarnej Serii



Przezabawna i sensacyjna komedia... Tego typu reklamy zawsze przyprawiają mnie o dziwny niepokój, że będę świadkiem kolejnej żenady i humoru najniższych lotów. Cóż, podobno rodzaje poczucia humoru są różne, a trzeba dogodzić gustom większości. W związku z tym gatunku "komedia" raczej unikam, chyba że mogę sięgać po rzeczy starsze. No ale co mi szkodzi spróbować?
W tym przypadku zwiastun zawiera większość dobrych scen i nie oczekujcie jakichś wielkich fajerwerków. Wasza wysokość to całkiem niezła parodia, pod warunkiem że wcześniej poznaliście trochę kino fantasy, przygodowo-historyczne. No i jeżeli nie przeszkadzają Wam żarty z gatunku tych sprośnych.

piątek, 23 maja 2014

Powiem ci wszystko, czyli dziewczyna czy chłopak


Zanim o dzisiejszej premierze kinowej jeszcze jedna zaległość - na blogu w miejsce zakończonego konkursu pojawiła się notka o genialnej "Gorączce".
A teraz przyjrzyjcie się zdjęciu na plakacie obok. To kobieta czy mężczyzna? I w zależności od tego jak odpowiemy sobie na to pytanie, co nam to robi? Ma to dla nas znaczenie czy nie? Dla osób transseksualnych na pewno ma to znaczenie, jak będziemy ich traktować. I nie mówię o wygłupach i prowokacjach typu facet z brodą przebierający się za kobietę. Mówię o tych, którzy zmagają się w swej psychice z dramatem swej niezgody na ciało, na swój wygląd, przez wiele lat.

czwartek, 22 maja 2014

Jak się kochają w niższych sferach, czyli kłamstwo ma krótkie nogi


Kolejna notka teatralna. Może po tygodniach posuchy wreszcie będzie czas by się trochę bardziej zmobilizować. Udało się zobaczyć Boską, a w ramach realizowanego co roku wyjścia z obiema mamami tym razem wybraliśmy teatr Kamienica. Tak się jakoś śmiesznie układa, że w przeddzień ich święta zawsze szukam czegoś lekkiego i interesującego, a trafiamy w nowe miejsce. Mamy więc walor dodany - łapanie klimatu i porównywanie różnych teatrów. Kamienica wiem, że się spodobała bardzo. I nie tylko ze względu na miejsca tuż pod sceną :) Po prostu miejsce ma w sobie dużo uroku - te wystylizowane wnętrza, makieta dawnej Warszawy (cudeńko!), duże przestrzenie, w których można pospacerować, usiąść, a nie tak jak to czasem bywa ciasny korytarz i koniec. Co prawda tym razem nie powitał nas p. Emilian, ale jestem świadkiem, że bywa tam często i zagaduje nie tylko do vipów.
A sama sztuka?

środa, 21 maja 2014

Dotknij wiatru, dotknij wody, czyli odkryć formułę nieskończoności



Po lekturze powieści Amosa Oza nawet nie sądziłem, że tak szybko będę miał okazję wrócić do jego twórczości. Tym razem dzięki Teatrowi Żydowskiemu, który przygotował premierę sztuki opartej na jego powieści "Dotknij wiatru, dotknij wody". Taką prozę na pewno niełatwo przenieść na deski teatru - jest pełna historii ludzkich, małych i dużych, czasem miesza rzeczywistość realną z magiczną. Trudno to odegrać, a przecież trudno postawić na scenie aktorów, którzy mają tekst jedynie recytować.

wtorek, 20 maja 2014

Dziewczyna na moście, czyli w pogoni za szczęściem

Po raz kolejny robię zmianę planów i piszę około północy notkę troszkę archiwalną, czyli na temat czegoś widzianego kilka tygodni temu. Ale tym razem na szczęście powodem nie jest jest jedynie zaganianie i brak czasu. Po prostu po pracy pojechałem jeszcze do Muzeum Powstania na spotkanie promocyjne książki-albumu "Rozpoznani". Niesamowity czas - ale zanim wróciłem do domu minęła godzina 22. W domu czekała przesyłka od Agory właśnie z tą pozycją do recenzji, więc kolejną godzinę spędziłem na przeglądaniu... Wciąż w pamięci na świeżo mam film, a ta książka i to spotkanie stanowią niesamowite uzupełnienie, rozwinięcie...
Napiszę o tym jeszcze.
A dziś jak wspominałem - coś ze szkiców notek porobionych już jakiś czas temu. Film, który ma w sobie jakiś dziwny nastrój, urok, choć nie każdemu to będzie pasowało. W czasach gdy nawet dawne filmy czarno-białe się koloryzuje, decyzja by kręcić właśnie w takiej technice i to historię dziejącą się współcześnie, już może zaciekawić.

poniedziałek, 19 maja 2014

Gorączka, czyli nawet w westernach nie znajdziecie takiego pojedynku

Bilety na koncert rozdane, więc mogę notkę poświęcić czemuś innemu. Przeglądam listę niedawno obejrzanych filmów i wybieram...
No tak, jak mógłbym nie napisać o jednej z najlepszych sensacji w historii? Ten cholernie długi (174 minuty) film Michaela Manna oglądałem już chyba z 5 razy i za każdym razem z ogromną przyjemnością. Jak najbardziej zasługuje na własną notkę i trafienie na wydłużającą się listę obejrzanych.
Ileż to było obrazów o pojedynku policjantów i złodziei. Ale ten naprawdę jest wyjątkowy. I to nie tylko ze względu na obsadę i kapitalny pojedynek aktorski Roberta DeNiro i Ala Pacino.