wtorek, 27 maja 2014

Cała Góra Barwinków - Beat 2 Meet U, czyli co ja tutaj robię?


Ta notka powstała pod wpływem impulsu już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znajduję na nią miejsce. Ciasno się po prostu robi w szkicach różnych rzeczy przeczytanych i obejrzanych, a na płyty to już w ogóle brakuje miejsca. A jeszcze rok temu chwilami brakowało mi tematów do pisania. W jakiś nałóg chyba wpadłem...

Co takiego wydarzyło się, że postanowiłem napisać o CGB? Ano zobaczyłem ich w X-Factor. Po Bednarku chyba teraz każdy ma nadzieję na to, że telewizja zapewni mu karierę jakiej świat nie widział (a przynajmniej kraj). Do cholery. Czy wy wszyscy poszaleliście? Zostawcie miejsce w takich programach dla debiutantów, dla amatorów, dla ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją drogę. Kapela, która tyle koncertuje, gra już chyba z 10 lat, ma za sobą 3 niezłe krążki, robi z siebie pajaców wystawiając się na ocenę "celebrytów"? Przepraszam bardzo w czym np. Ewa Farna ma być lepsza od muzyków, którzy mają więcej doświadczenia od niej? Że niby jest bardziej "znana", to ma ją uprawniać do tego by kogoś oceniać? Zostawcie to żenujące widowisko, naprawdę szkoda się wygłupiać. I dotyczy to większości tego typu programów - obok ludzi z dorobkiem, w jury zasiadają tak naprawdę goście, którzy sami powinni schować się ze wstydu, bo na żywo wypadają gorzej niż ci, których oceniają.
Ulało mi się. To teraz mogę spokojnie napisać o płycie i Wam ją polecić uwadze. A CGB i tak odpadło z programu. Może i dobrze... Życzę Wam chłopaki jak najlepiej, ale nie tędy droga. Czemu stacje radiowe nie są otwarte bardziej na krajowe nagrania, na promocję świeżych płyt, a nie jedynie odgrzewane kotlety?

Trzecia (a licząc Demo to już czwarta) płyta Barwinków. Jak twierdzą najbardziej dojrzała, a na pewno trochę zmieniająca ich brzmienia. Mniej ska i skakania, więcej bujania, nie tylko reggae, ale soulu i funky. Cóż, co kto lubi. To nadal jednak reggae grane na takim poziomie, że rozkołysze nawet ludzi, którzy nie przepadają za tego typu muzą. 


Ciekawi goście (m.in. w partiach wokalnych), polskie teksty (tylko jeden kawałek po angielsku) i jak zwykle kapitalna sekcja dęta. To przynajmniej trzy powody, dla których warto polecić tę płytę. Ale ten najważniejszy to fakt, że CGB wciąż potrafi nagrywać wpadające w ucho melodie i kawałki, które od pierwszego przesłuchania potrafią porwać. Najlepszy przykład? "Ogień". Albo "Argo","Zmień ton".
Płyta rozbujana, taneczna, pełna fajnej energii. No dobra, może i są słabsze punkty, ale która kapela nagrywa płyty w 100% zaskakujące i idealne? Tu też można się czepiać, że gdy zna się materiał z poprzednich krążków, zaskoczenia wielkiego nie ma. Ale wiecie co Wam powiem? Może i tak ma być. Bo jak posłuchacie CGB na koncertach, przekonacie się, że naprawdę nie trzeba dużo zmieniać. Bawić się przy tym można kapitalnie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza