środa, 10 kwietnia 2024

Confessio - Natalia Kruzer, czyli czy jesteśmy przygotowani do bycia rodzicem?

Kryminalna środa na Notatniku w trochę innej odsłonie. Tym razem nie żaden detektyw, nie policjantka, ale prokuratorka. I co ważne napisane to jest przez osobę, która zna tą pracę od podszewki, więc nie będzie jak np. u Miłoszewskiego wiele biegania po mieście, przesłuchiwania ludzi w domach, czyli mieszania zadań i kompetencji. Papierologia, współpraca ze służbami, wyznaczanie kierunków śledztwa - to właśnie nas czeka. I choć w centrum jest tylko jedna sprawa, a przecież na biurku równolegle dziesiątki innych, wcale nie oznacza to, że będzie nudno.

Confessio wprowadza nas w realia pracy prokuratorów, którzy obok spraw dość banalnych, mają do czynienia nie tylko z zawikłanymi śledztwami, ale i pytaniami natury moralnej. Ich zadaniem jest zebranie dowodów, przygotowanie wniosku, a decyzję podejmować będzie sąd. Czy to jednak oznacza, że nie ma czasem wątpliwości i rozterek? Jak łatwo społeczeństwo wydaje wyrok i rzuca ocenami, ale wcześniej było obojętne wobec cierpienia, niechętne do pomocy. Przemoc, uzależnienia, zdrady, konflikty rodzinne, trud opieki nad chorym czy niepełnosprawnym... Człowiek, który doprowadzony jest na skraj wytrzymałości, robi wreszcie krok ku temu co w jego oczach ma przynieść ulgę i spokój. Czy przynosi?

wtorek, 9 kwietnia 2024

Różne oblicza miłości, czyli Imperium światła i Pewnego dnia powiemy sobie wszystko

Kącik filmowy dla wytrawnego widza i dwa filmy z miłością w tle. Ciut odmienną od typowych pomysłów rodem z komedii romantycznych, nie zawsze szczęśliwą, ale mocno ogarniającą i zmieniającą życie. 

Na początek Imperium światła i Olivia Colman, którą tak lubię. Mam wrażenie, że dzięki niej postacie grane mają w sobie jakąś głębię, ciekawe rozdarcie. Jak choćby tu. Kobieta pracująca w kinie, choć sama raczej filmów nie ogląda. Świetnie ogarniająca zespół, sprawna organizatorka, choć gdzieś w tle dowiadujemy się, że jest po załamaniu nerwowym i trzeba z nią ostrożnie. Samotna, ale wykorzystywana przez szefa, któremu oddaje się tak jakby to była część jej pracy. Niewiele ma w życiu radości, ale stara się przez niej przejść z podniesioną głową. I oto do ich zespołu dołącza nowy człowiek, młody, przystojny, ciemnoskóry i kochający filmy (Micheal Ward). Początkowo będzie go opieprzać za obijanie się, za zbytni luz, ale potem sama spróbuje poddać się jego urokowi, dać się wciągnąć w świat, którego dawno nie zaznała.

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Ptakova - Wesoła dziewczyna z sercem często smutnym, czyli i takie odkrycia uwielbiam

Poniedziałki niech będą na Notatniku muzyczne :) I choć planowałem pisać o zupełnie innej płycie artysty, którego znam i cenię, zmieniam plany. Dziś o dość przypadkowym odkryciu i lokalnym projekcie. Grupa pasjonatów z okolicy dość regularnie urządza tzw. sąsiedzkie granie, czyli zaprasza do jakiegoś domu artystę i można wbić się na koncert, kupić płytę, pogadać, a to wszystko niesamowicie domowej, intymnej atmosferze. To już nawet nie klub, nie kawiarnia ze sceną, ale niewielki kącik, a słuchacze siedzą na czym się da, przynoszą jedzonko, kaska dla artystów jest do kapelusza i wcale nikomu się nigdzie nie spieszy... 

Gospodarze mają pewnie trochę sprzątania, ale za to wspomnienia nie do przecenienia. I tak przejdźmy do artystki o której dziś. Wydarzenia w Michałowicach i okolicy obserwuję od dawna, a w ostatni weekend zobaczyłem zaproszenie a potem filmiki z dziewczyną, której kompletnie nie znałem. Z ciekawości odpaliłem Spotify i przyznam, że urzekła mnie ta płyta. Niby na co dzień nie słucham dużo popu i elektroniki, ale tu jest jakaś czułość w tym wszystkim, wrażliwość, coś oryginalnego. 

niedziela, 7 kwietnia 2024

Drabina - Eugenia Kuzniecowa, czyli nie uciekniesz, nie zapomnisz...

Niedziela z dobrą literaturą? No to zajrzyjmy co czytają sąsiedzi. Co ciekawe, to powieść współczesna, mocno dotykająca wojny w Ukrainie, a mimo to dziejąca się poza nią. Czy da się jednak żyć nie myśląc o tym co dzieje się w kraju, nawet jak udało ci się nie tylko wyjechać samemu, ale i ściągnąć bliskich? 

 

Kuzniecowa pisze o imigrantach, którzy nie zapomnieli, ale i nie chcą zapomnieć, wciąż psychicznie tkwiąc w ojczyźnie. Jedni nasłuchują wiadomości, wciąż czekają na wieści od tych, którzy zostali, może nawet walczą. Inni starają się unikać informacji, ale i tak nie mogą się uwolnić od myślenia. Co zostawili, czy kiedyś wrócą, czy będzie do czego, jak skończy się ta cholerna wojna, czy jest szansa ją wygrać. Ze zdziwieniem obserwują toczące się wokół nich życie, tak beztroskie i sielankowe. Tam spadają bomby, burzą domy, zabijają ludzie, a tu nikt o tym nie myśli?

To wszystko może brzmi dość depresyjnie, ale uwierzcie że ta powieść nie jest dołująca. Wręcz odwrotnie, Kuzniecowa zawarła tam sporo humoru, od obrazków życia codziennego, różnych absurdów wynikających z innej mentalności, ale i z charakteru głównego bohatera. Tolik spełnił swoje marzenie o domu w Hiszpanii, od kontrolującej go rodziny, zamiast cieszyć się samotnością i nowym życiem, musiał zrobić im tu miejsce. Sam dość nieśmiały, zamknięty w sobie, teraz będzie musiał znowu szykować się na to, że będą próbowali go swatać i urządzać mu życie.

Getto płonie - Tomasz Bereźnicki, czyli kto zrezygnuje z obrony, ten od razu przegrał

Komiks w ciągu ostatnich kilku dekad w Polsce wywalczył sobie nie tylko grono dorosłych fanów, uznanie krytyków, ale i traktowanie go jako jeden ze sposobów na przekazywanie treści edukacyjnych. Już nie tylko zabawa, humor, ale i nauka, historia. Szczególnie modne stało się w tym ostatnim obszarze zapraszanie różnych twórców by poprzez ich kreskę, pokazać postacie i zdarzenia tak jak nam tym zależy zamawiającym. Mieliśmy więc serię zeszytów np. o żołnierzach wyklętych od IPN, mniej lub bardziej udane produkcje lokalne od różnych muzeów i finansowane np. przez urzędy miast. Dobrze i niedobrze. Wiadomo, że artysta ma prawo opowiedzieć coś po swojemu, więc pewnie jest ta chęć kontrolowania, prowadzenia go za rękę. A jeżeli dostanie wszystko na tacy, czy będzie potrafił przełożyć to na ciekawe ilustracje, na fabułę, która wciąga czytelnika? 


To wprowadzenie i przemyślenia nad tym jak urzędnicy, politycy, czy historycy z nimi współpracujący chcą prowadzić jakąś narrację, na co chcą kłaść nacisk, a gdzie jest miejsce na swobodną wypowiedź artystyczną, wydaje mi się ważne przy dzisiejszej notce. Oto bowiem przede mną zeszyt autorstwa Tomasza Bereźnickiego, który powstał na zlecenie Muzeum Getta Warszawskiego. I mimo wprowadzenia "historycznego", jakie ta Instytucja umieściła w środku, dużo we mnie jest pytań, które nie bardzo wiem w którą stronę kierować? Czy do Muzeum, że narzuciło pewien pomysł, który potem było trudno zrealizować i wyszło trochę sztucznie? Czy do autora, że poniosła go wizja kreacyjna, nie zbudował spójnej historii, tylko ciąg porwanych scen, które czytelnikowi trudno poskładać w jakąś sensowną całość. 

sobota, 6 kwietnia 2024

Stacja - Jakub Szamałek, czyli gdy procedury zawiodą

Nich to będzie kolejny w miarę uporządkowany schemat: soboty na notatniku to czas na fantastykę. A niedzielę na poważniejszą literaturę piękną. Jeszcze tylko teatr gdzieś ustawię i może postanowię sobie, żeby co tydzień starać się pisać również o muzyce. I prawie cały tydzień będzie już wtedy w jakimś układzie, a Wy będziecie mogli spodziewać się w miarę stałych bloków w każdym z dni tygodnia. To bowiem się nie zmieni: od ponad 13 lat jednak - każdy dzień to jedna notka. Uzbierało się tego już trochę.

Dziś więc S-F. Dość klasyczne, choć po Jakubie Szamałku spodziewałem się jednak większego zaskoczenia, w końcu jego techno-thrillery, to naprawdę była niezła jazda bez trzymanki. W Stacji powiedziałbym, że fabularnie przenosimy się trochę do atmosfery jak z czasów zimnej wojny. To nie obcy będą tu zagrożeniem, ale my sami, zamiast współpracować, raczej wciąż szukamy okazji do podejrzliwości, do konkurowania, do okazania się kimś lepszym. Stany kontra byłe ZSRR oraz stojący z boku Chińczycy, którym na rękę jest osłabienie albo jednych albo drugich. Co ma do tego kosmos? Ano nawet tam te konflikty się przenoszą. To miała być strefa współpracy, badań, nauki i postępu, ale przecież ludzie są tylko ludźmi, no i co ważne, podlegają różnym naciskom swoich przełożonych. 

Saltburn, czyli przyjaźń, pożądanie, czy już obsesja

Gdybym napisał o tej produkcji gdy było o niej tak głośno ileś tygodni temu, pewnie poddałbym się chórowi zachwytów. Gdy trochę emocje opadły, stwierdzam że mimo kilku dobrych scen, klimatu i ciekawej roli Barry'ego Keoghana, sam scenariusz nie jest jakoś zaskakujący ani nowy. Choć w trakcie seansu czuje się to napięcie, kierunek w jakim potoczy się ta historia jest dość przewidywalny. A finał nawet zbyt przerysowany i dosłowny, jakby miała to być nie tyle opowieść o ambicjach, zazdrości i żądzy, ale jakiś diaboliczny plan, który od początku miał na celu wymordowanie wszystkich niczym w Zagładzie domu Usherów.


Saltburn pewnie niektórych będzie szokować scenami niczym z thrillera erotycznego i to jest chyba tu najciekawsze - nie wiesz do końca czy zainteresowanie Oliviera Felixem, czyli przystojnym i bogatym młodzieńcem z wyższych sfer jest szczere, czy jednak od początku podszyte interesownością.

piątek, 5 kwietnia 2024

Kuba - Jacek Ostrowski, czyli co tu się wydarzyło, ma tu pozostać

Klucz, jeden tytuł świeżo obejrzany, przeczytany, a potem coś co czeka jakiś czas na wpis i już zapominam treść, chyba pora wdrożyć w życie. A że teatrów zapowiada się na przyszły tydzień aż 4, notek w najbliższych dniach pojawi się kilka więcej, do przodu...

Dziś Jacek Ostrowski i jego cykl o Zuzie Lewandowskiej. Od początku byłem fanem i mimo tego, że poziom już trochę nierówny ostatnio, wciąż zamierzam pozostać wierny serii. Ale z nadzieją na powrót do Płocka, bo mam wrażenie że wycieczki poza to miasto, źle wpływają na charakter Zuzy i nagle jakby jej ostre poglądy znikają niczym pod wpływem rozpuszczalnika. Tymczasem to właśnie za jej bezkompromisowość i ostry język, za dopieprzanie systemowi PRL i władzy, pokochaliśmy wszyscy tą bohaterkę. Samotna, otoczona zwierzyńcem, lubująca się w koniaku, papierosach i wygodzie, nie bardzo pasuje do ramek w jakie ludzie chętnie wciskają wszystkich - ona zaprzyjaźni się i z milicjantem i z proboszczem, mimo że nienawidzi jednych i drugich, ale potrafi rozpoznać człowieka z którym idzie się dogadać. 
I oto spełnia się jej marzenie - otrzymuje paszport, którego tyle lat jej odmawiano. Choć przecież nie leci na zachód, tylko na bratnią Kubę, na której czeka jej przyrodni brat, zapraszający ją na wesele, ale przecież to też inny świat. Tu szaro, buro, tam słońce, cygara, muzyka i zabawa.

czwartek, 4 kwietnia 2024

Wyjątkowy prezent, czyli ma szczęśliwe życie i nic go nie zaskoczy...

Czy jedno wydarzenie, kilka zdań rzuconych być może bez głębszej refleksji albo prezent, który uznany zostanie za nietrafiony, może zmienić czyjeś życie? Wbrew pozorom tak.
I możemy się przekonać o tym oglądają najnowszą komedię wyreżyserowaną przez Tomasza Sapryka, która zdaje się że rusza w Polskę w trasę po różnych domach kultury i salach teatralnych. Skoro widzowie pragną komedii, lubią oglądać na scenie na żywo znanych i lubianych, to czemu im tego nie dać? W Wyjątkowym prezencie będą mogli zobaczyć: Aleksandrę Popławską, Marcina Bosaka i Jana Wieczorkowskiego.

Tomasz Sapryk sam przecież kojarzony jest z komediami, czuje ten gatunek, ale mam wrażenie że nie poszedł na łatwiznę fundując nam coś farsowego. Tekst Didiera Carona ma w sobie więcej z tragikomedii, duże znaczenie odgrywają tu emocje. Im bardziej bowiem nakręca się bohater, tym zmniejsza się odporność na jego humory jego żony i najlepszego przyjaciela, a tym samym, na jaw wychodzi coraz więcej skrywanych dotąd przed nim faktów.

środa, 3 kwietnia 2024

Ścigając zło - Małgorzata i Michał Kuźmińscy, czyli rozmowy o zbrodni, śledztwie i karze

Kryminalna środa, ale trochę mniej typowo. Bo mimo że to autorzy kryminałów, to ten tytuł nie jest fabułą. Kuźmińscy podobnie jak wielu dobrych autorów, podkreśla z jaką dbałością podchodzą do dobrego researchu, sprawdzają różne swoje pomysły. I z tego zainteresowanie zbrodnią od strony powiedziałbym podbudowy teoretycznej wzięła się właśnie ta pozycja. 


Pewnie wielu czytelników nie zwraca na detale uwagi, trzeba jednak przyznać, że warto doceniać dbałość o nie, o to żeby nawet jak coś wyda nam się mało prawdopodobne, po sprawdzeniu będziemy musieli przyznać rację autorom. Ma to znaczenie nie tylko w prowadzonym śledztwie, przy analizie dowodów, ale również w opisywaniu procedur prawnych albo co byś może najciekawsze, przy próbach opisania psychiki sprawcy, tego co nim kieruje.

wtorek, 2 kwietnia 2024

Old Oak, czyli gdy jesz razem, trzymasz się razem

Materiału na miesiąc, więc nic tylko sobie teraz to rozplanować, ale ponieważ wciąż dochodzą rzeczy świeże, to będzie trudno to pomieścić... Może będę przeplatał rzeczy starsze i nowsze, żeby o niczym nie zapomnieć? Do końca tygodnia miałem uporać się z zaległościami teatralnymi ale w tym tygodniu kolejne dwa spektakle :)

Na dziś o filmie, o którym chciałem pisać w święta. Choć jego premiera dopiero za około miesiąc, już pewnie można go gdzieś upolować na pokazach specjalnych. I moim zdaniem zdecydowanie warto. Jak większość filmów Kena Loacha. Gość mimo wieku (choć teraz zapowiada pożegnanie) nie traci serca, które ma zdecydowanie po lewej stronie. W swoich filmach opowiada zwykle o ludziach prostych, których system ma trochę w nosie, o tych najbardziej poszkodowanych przez różne zmiany społeczno-polityczne. I tak jest i tym razem. Ponieważ jednak czuje zmiany jakie zachodzą w Europie, tym razem przygląda się również imigrantom, którzy wciąż szukają tu lepszej przyszłości, a napotykają niejednokrotnie na niechęć i zarzuty, że rządy bardziej pomagają im niż własnym obywatelom. 

Czy w czasach gdy więcej w nas nieufności, strachu o przyszłość, wrogości i frustracji, jest jeszcze możliwa przyjaźń, życzliwość i solidarność?
Nie ukrywam, że takich historii szukam i potrzebuję, bo mam wrażenie że niczym kropla drążą skałę naszej obojętności. Nie zawsze dobrze się kończą, nie obiecują powszechnego szczęścia, ale pokazują że mimo wszystko można robić coś dobrego, a to dobro zwykle w jakiś sposób powraca, zaraża innych. W moich ostatnimi czasy dość depresyjnych stanach, to taka łyżka miodu do herbaty...

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Nic na siłę, czyli uroki Podlasia

Planowałem na dziś zupełnie inną notkę, ale przekładam ją na jutro, a dziś coś na luzie, pasującego do Prima Aprilis. 

 
Netflixowe Nic na siłę pewnie dla wielu okazało się sympatycznym pomysłem na seans świąteczny, niestety mimo udziału aktorów tej klasy jak Anna Seniuk czy Artur Barciś, nie wnosi on zbyt wiele świeżości w to co dotąd produkowało się u nas w nurcie komedii romantycznych. Zmiana Warszawy czy innego dużego miasta sponsorującego film, na Podlasie nie spowodowała tego, ze wciąż więcej tu ładnych obrazków i stereotypów niż prawdy. A szkoda. Ten region naprawdę ma swój urok, ludzie żyją innym tempem, wmawianie jednak że to takie zatrzymanie w czasie i mentalności, łażenie w strojach regionalnych na co dzień, epatowanie gwarą, zacierem i zwierzakami ganiającymi po domu, to tak jakby dziś ktoś nakręcił w Europie obraz że w Polsce prąd nosi się wiadrami, a niedźwiedzie biegają po ulicach. 

Owszem, chwilami jest sympatycznie, scenariusz jednak pełen jest mielizn, uproszczeń i niczym nie zaskakuje.

Noc Henny, czyli to nie tylko drogeria

Bardzo ładna miniaturka teatralna zagrana w Teatrze Druga Strefa. Godzinny spektakl rozpisany na dwie aktorki, w kameralnej scenerii, niesie ogromny ładunek emocjonalny i dużą dozę przemyśleń.


Desperacka wiadomość Judith nagrana na telefonie w mieszkaniu byłego partnera staje się początkiem akcji spektaklu. Jednak to nie Jack na nią zareaguje. Do mieszkania Judith zapuka jego obecna dziewczyna – Ros. Staną naprzeciw siebie dwie kobiety zakochane w jednym mężczyźnie, konkurentki do jednego serca. Która wygra? No właśnie… pierwsze co się nasuwa na myśl to pojedynek dwóch rywalek o mężczyznę. Ta jest lepsza, która wygra walkę o niego. Takie patrzenie na inną kobietę powoduje, że stajemy się dla siebie wrogami, zwycięsko podnosimy głowy nad przegraną nie bacząc na to, że za chwilę same możemy być w podobnej sytuacji. Czy tak poranione będziemy w stanie wspomóc inną kobietę? A może po raz kolejny będziemy patrzeć jak na zagrożenie?