Nie zdążyłem z filmami oscarowymi jak planowałem, będzie więc pewnie za jakiś czas uzupełnienie, może zbiorcze, bo notek gromadzi się całkiem sporo. O jednym filmie jednak chcę napisać już dziś, bo jak czuję będzie to nagroda dla Emmy Stone za główną rolę kobiecą.
Zagrała perfekcyjnie, wykorzystując ten scenariusz do maksimum. Wokół postaci przez nią graną utworzyło się już całkiem sporo interpretacji, a pewnie to ile włożyła w nią życia i emocji, trochę pomogło w tym, by nie była ona jednoznaczna. Obiekt eksperymentu, żywa lalka, zabawka, obiekt pożądania, z czasem zmienia się w istotę niezależną, podejmującą własne decyzje. Wciąż trochę naiwną, w nosie mającą jakiekolwiek normy i zasady, zdolną jednak do emocji i działania już nie zawsze zgodnie z życzeniem innych. Czy to film feministyczny, jak by chcieli niektórzy, o tym że nie da się z kobiety uczynić jedynie bezwolnego obiektu uwielbienia, że prędzej czy później nawet mózg dziecka nauczy się niezależności i wybierze wolność, odrzucając wdzięczność dla swojego opiekuna... Moim zdaniem niekoniecznie i wciąż jest we mnie jakiś niepokój. Niby Yorgos Lanthimos fundował mi go często, tym razem jednak to nie jest kwestia jedynie wyborów etycznych, tak jakby opowiadając o chorych postawach wykorzystujących kobiety mężczyzn sam spełniał jakieś swoje fantazje.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 10 marca 2024
Biedne istoty, czyli ten twórca jest szalony
sobota, 9 marca 2024
Napis, czyli bo my tu żyjemy jak w rodzinie
MaGa: Zasiedziałych w apartamentowcu mieszkańców podobno nie interesuje napis w windzie, przyrównujący nowego lokatora, pana Lebrun, do – grzecznie rzecz ujmując - fallusa. Nikt się do napisu nie przyznaje, każdy twierdzi, że jest mało istotny, że nikt go nie widzi. Trochę inaczej uważa sam zainteresowany. On pragnie dowiedzieć się, który z sąsiadów, nie znając go, bez podstaw usiłuje go szkalować.
Robert: Gérald Sibleyras niby opowiada o Francji, ale w sumie fajnie, że podjęto decyzję, by przenieść to po raz kolejny na deski teatru w Polsce, bo to również opowieść i o naszym społeczeństwie. O tym jak potrafimy zamykać się w naszych komfortowych bańkach i mało otwarci jesteśmy na innych, na nowych w swoim sąsiedztwie, oczekując że to oni się dostosują. O tym jak czasem trudno oddzielić twoje przekonania i postawy od tego czego od ciebie oczekują inni żebyś myślał i mówił. Nawet jak nie masz ochoty - rób to, bo tak trzeba, bo inni robią. Nawet jak myślisz inaczej, nie wolno ci mówić tego na głos, bo nie wypada. I największa zbrodnia: nie pytaj innych dlaczego, bo okażesz się ignorantem i będziesz skreślony w towarzystwie. Pewnie trochę dlatego, że nie bardzo wiedząc jak odpowiedzieć na to pytanie, ludzie się go zwyczajnie boją.
Czego dusza pragnie, czyli trochę humoru, trochę pytań o to co ważne
Mały przerywnik na blogu. Uzbierało się już ponad 20 tematów i wcale nie jest łatwo ustalać kolejność pisania o spektaklach, książkach czy filmach. Tylko żeby nic z głowy nie uciekło. Nie mam takiego komfortu, by pisać na bieżąco o wszystkim, zwykle po prostu jak mam kwadrans, to siadam i piszę akurat o czymś co albo jest świeże albo długo czeka w kolejce. Nie pytajcie jak się to udaje dzień w dzień. Jakoś się udaje :)
Na pewno z obiecywanych rzeczy do końca miesiąca pojawią się Biedne istoty, dwie książki z Azji, jedna z Ukrainy, coś z fantastyki, kolejny kącik dla smakoszy kinowych, kryminalna środa, pewnie serial, coś muzycznego i uff chyba 5 spektakli teatralnych.
A dziś zbiorek opowiadań. Dość wyjątkowy, bo SQN od kilku lat wypuszcza go na przełomie grudnia i stycznia, przeznaczając cały dochód na WOŚP, a potem kończy jego dystrybucję. Ach, co ważne jest tylko e-book. Co roku zapraszani są różni autorzy, którzy piszą albo specjalny tekst albo dają coś z szuflady. Niestety nie ma jakiegoś motywu przewodniego (a szkoda), czyli teksty są dość przypadkowe i jak to bywa ze zbiorami opowiadań, nie zawsze równe.
Ponieważ jednak mam zasadę, by pisać o wszystkim (a przynajmniej się staram), to oto notka tomu z ubiegłego roku, który czekał w komórce na przeczytanie.
piątek, 8 marca 2024
Lęk, czyli ja już dłużej tak nie mogę
Dwa dni z festiwalem Epifanie (klikajcie tu https://noweepifanie.pl/), a ja mam w głowie tyle refleksji i emocji w sercu, jak nie miałem od dawna. Ktoś powie po zerknięciu - ale przecież program jest budowany z rzeczy, które są zwykle już znane. Po pierwsze jednak nie wszyscy czasem zdążą coś zobaczyć, przegapią, nie wszystkie były wcześniej w Warszawie pokazywane. Po drugie jest też wartość dodana, bo spektaklom czy pokazom towarzyszą ciekawe spotkania i rozmowy.
"Lęk" miałem w planach do nadrobienia, nie tylko ze względu na zbierane nagrody, czułem że to będzie coś ciekawego. I odczucia się potwierdziły. Film jest dość surowy, skromny, ale porusza jakże ciekawy i ważny temat.
Oto dwie siostry jadą autem. Nie znamy ich celu, choć wiemy że jest dość daleko i muszą nocować po drodze. Obserwujemy napięcie jakie między nimi jest i powoli domyślamy się wszystkiego, bo tu prawie nic nie jest powiedziane wprost. Choroba starszej nie da się ukryć, widać że to stadium, w którym naprawdę ból może pojawić się w każdej chwili i trudno funkcjonować normalnie, nawet mimo leków. A mimo to nie jest to temat ich rozmów, chyba że coś wymknie się młodszej w złości. Ona wciąż szuka jakiejś nadziei, choćby małej szansy, próbując do tego samego przekonać siostrę, która wszystko zbywa milczeniem. Jest zmęczona, wciąż jednak szuka w sobie energii do działania, stara się nią zarazić siostrę.
środa, 6 marca 2024
Ależ rollercoaster, czyli Reina Roja i Cherub
W głowie sporo niełatwych emocji po seansie filmu, poczekajcie jednak do czwartku lub piątku, żebym sobie to poukładał w głowie. Chyba szykują się dwie ciekawe notki plus trzecie zaległa, która trochę wiąże się tematycznie. O czym to będzie? A nie powiem na razie.
Środę wyznaczyłem wstępnie na kącik kryminalny więc dziś jego kolejna odsłona. I dwa mocne tytuły. Ach jak ja lubię takie książki, w których świetnie zbudowane jest napięcie, ze zwrotami akcji, niespodziankami i ciekawymi bohaterami.
Zacznijmy od Juana Gómeza-Jurado, który ni stąd ni zowąd w ciągu roku stał się jednym z bardziej rozchwytywanych autorów thrillerów kryminalnych. Po Ciszy Białego Miasta czy cyklu Redondo, polscy czytelnicy wiedzą, że Hiszpanie potrafią grać w tą grę. A potem wystarczy już dobra strategia reklamy i tzw. marketing szeptany, który odgrywa na naszym rynku chyba coraz większą rolę. Sam też zostałem namówiony przez czytelniczkę tego cyklu, więc wiem o czym piszę :)
Czerwona królowa Reina Roja. Pierwsze wrażenie? Świetna zabawa. Ale warto trochę wyłączyć myślenie, bo czuje się, że autor to raczej szkoła Dana Browna, czyli stawia na atmosferę, a nie na szczegóły. Gdyby się człowiek trochę zastanawiał nad logiką podsuwanych rozwiązań (choćby punkt wyjścia, czyli ponad narodowa policja, która w każdym kraju ma raptem po kilka osób, proces naboru) i niektórych scen, to trochę by się uśmiał, ale jak już wejdzie w ten klimat, nie będzie chciał odkładać lektury.
wtorek, 5 marca 2024
Her story, czyli filmowy wtorek z Coco Chanel i z Nyad
Za tydzień może znów dwupak mniej komercyjny, ale tym razem z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet, dwa filmy do obejrzenia bez marudzenia drugiej połowy obok, że nudne, że za dziwne i zbyt przekombinowane.
Coco Chanel. Wszyscy chyba znają ją jako ikonę mody, która zrewolucjonizowała podejście kobiet do ubrań, można by więc spodziewać się, że jej filmowa biografia będzie historią dochodzenia do sławy i budowy sukcesu. Tymczasem więcej jest tu jej jako utrzymanki, kochanki, kobiety która za wszelką cenę próbuje zwrócić na siebie uwagę. Rzeczywiście wychodzi z nędzy, próbuje więc powtórzyć drogę swojej siostry, która znalazła bogatego mężczyznę. W końcu śpiewanie w kabaretach nie daje szansy na zdobycie czegoś więcej niż grosze na przetrwanie do jutra.
Trudno tą ekranizacją do końca wyjaśnić fenomen jej pomysłów, filozofii życia, która wzywa do zrzucenia ograniczeń (i gorsetów), połączenia ambicji i talentu.
poniedziałek, 4 marca 2024
Przy drzwiach zamkniętych, czyli życie to nie niebo
Robert: Scenografia sugerowałaby raczej raj, relaks na plaży w cudownym hotelu, ale co to za raj, jeżeli jesteś sam ze swoimi myślami. Wystarczy, że nie ma wyjścia, możliwości zmiany i nawet luksus może zmienić się w więzienie.
Nie trzeba kotłów ze smołą i diabłów popychających cię widłami, skoro sami sobie fundujemy oskarżenia, cierpienie i frustrację. Czy da się przeżyć życie, by niczego nie żałować, o nic się nie obwiniać? A jeżeli tam, w zaświatach nie będzie nikogo kto był nam bliski, kto był ważny i znowu będziemy sami lub w otoczeniu ludzi, którzy nas drażnią, nie rozumieją?
niedziela, 3 marca 2024
Porwani - Marcel Moss, czyli wydostać się z klatki, to dopiero początek drogi
Rano gościnnie Marta o Bednarku, to ja trochę w nawiązaniu do jej wpisu o nowym dla siebie, ale przecież bardzo popularnym innym autorze kryminałów.
Może i są pewne różnice, bo jednemu bliżej do thrillerów, drugi ma więcej elementów sensacyjnych (ach te sceny akcji), łączy ich jednak na pewno to, że nie unikają brutalności i pisania o przemocy (choć pierwszy z wymienionych w mojej ocenie jest dużo bliższy granicy, której czytelnik już nie jest w stanie znieść).
Bednarek często pisze z punktu widzenia sprawcy, Moss przygląda się, choćby w Porwanych, psychice tych, którzy stali się ofiarami. Ile trzeba mieć w sobie silnej psychiki by przetrwać, by się nie poddać jeżeli każdego dnia jesteś poniżany, traktowany jak więzień, jeżeli nie daje ci się nadziei na to, że wyjdziesz na wolność?
Pamiętnik diabła - Adrian Bednarek, czyli jak bardzo zły może być człowiek
Są autorzy, których książki budzą we mnie zdecydowanie sprzeczne uczucia – z jednej strony chcę po nie sięgnąć, a z drugiej boję się, co znajdę w środku. Takim autorem jest dla mnie Adrian Bednarek. I nie zrozumcie mnie źle – kreacje bohaterów, język, sposób opowiadania historii – to wszystko jest na bardzo wysokim poziomie i sprawia, że już od pierwszych stron chcemy więcej. Jednak bohaterowie stworzeni przez Bednarka są tak źli, zagmatwani i robią tak złe rzeczy, że po przeczytaniu każdej kolejnej jego książki czuję się wręcz brudna, czuję jak to zło wylewa się z kart książki i mnie oplata. Każdą historię stworzoną w wyobraźni Adriana Bednarka przypłacam kilkutygodniowym przymusowym odwykiem od jego twórczości. Nie inaczej było po lekturze „Pamiętnika Diabła”, czyli pierwszego tomu serii o Kubie Sobańskim.
sobota, 2 marca 2024
Rama II - Arthur C. Clarke, Gentry Lee, czyli gdy lęk przysłania możliwość poznania
Chyba od razu trzeba zastrzec, że jak sugeruje tytuł, jest to kontynuacja wcześniej rozpoczętej opowieści (jeżeli interesuje Was początek kliknijcie tu: Spotkanie z Ramą)
Koncept spotkania z obcą cywilizacją właśnie w taki sposób: nadlatuje tajemniczy obiekt, a my próbujemy go poznać, czegoś się nauczyć, oczywiście jest kuszący (a może był kilka dekad temu, gdy wydawał się jeszcze w miarę świeży), stąd może próba kontynuowania tej historii. Nie są istotni tu bohaterowie poprzedniej książki. Ważny jest obiekt. Od poprzedniej wizyty minęło zresztą sporo czasu i na ziemi doszło do dość gwałtownych przemian. Ludzkość jeszcze raz jednak postanowiła wysłać ekspedycję na spotkanie z Ramą. Wydaje im się, że są lepiej przygotowani, już nie tak bardzo zaskoczeni. Czy to znaczy jednak, że wyciągną więcej wniosków?
Manon, czyli ucieczka od nędzy
W scenografii przepychu, gdzie w bogatych szatach przechadzają się możni tego świata, karoce wożą arystokratów, a bokami przemykają żebracy ubrani na szaro, toczy się akcja baletu o młodej dziewczynie, Manon, która za wszelką cenę pragnie uciec od biedy. Jeszcze jest młoda i nieśmiała, roztacza wokół siebie świeżość i niewinność, jednak jej uroda zwraca uwagę tych co mogą sowicie zapłacić żeby tylko zechciała być ich „podopieczną”. Wprawdzie ona zamierzała wstąpić do klasztoru jednak jej brat Lescaut widzi dla niej zgoła inną ścieżkę „kariery” w Paryżu i jak rasowy rajfur usiłuje wepchnąć ją w ręce zamożnego mężczyzny, nie zwracając uwagi na to, że ona właśnie zakochuje się w młodym studencie Des Grieux i to z nim ucieka. Jednak jej bratu składa propozycję bogaty Monsieur G.M. a jemu trudno odmówić. Lescaut odnajduje Manon i pod nieobecność jej ukochanego wkracza tam z Monsiur’em G.M. Mamiona luksusami jakie jej oferują, kobieta ulega namowie brata. Widmo bogactwa jest bardziej kuszące niż widmo biedy.
piątek, 1 marca 2024
Barbie, czyli różowo, plastikowo i w sumie nic nowego
W głośnikach Mùlk więc trochę psychodelicznie, ale zaciekawił mnie ten krążek, więc pewnie będzie pisane. A ja siadam do obiecanej notki o Barbie. Notki odkładanej i w sumie najchętniej to bym napisał jak najkrócej. Nie bardzo rozumiem zamieszanie wokół tego filmu, dla mnie jego kiczowatość mogłaby być nawet i zabawna, gdyby jeszcze stała za tym jakaś historia, jakaś treść. Tu moim zdaniem nie ma nic ciekawego.
Oto Barbie, która w swoim plastikowym raju, zaczyna mieć jakieś rozterki, jej ciało przestaje być doskonałe i kończy się czas beztroski i zabawy, tylko dlatego, że jakieś dziecko w świecie realnym ją odrzuciło. Próbując to wyjaśnić musi przedostać się do naszego świata i ze zdziwieniem stwierdza, że choć ona ma symbolizować (podobno) możliwość realizacji marzeń wszystkich dziewcząt i przyszłych kobiet, to jakoś nie przekłada się to na rzeczywistość. Tu marzenia kobiet często są rozbijane o mury ustawione przez lata przez mężczyzn, którzy nadal najchętniej widzieliby je w roli pięknych ozdób swoich domów, ale niekoniecznie przywódczyń czy szefowych. Może gdyby rozwinąć wątki tego co symbolizuje Barbie, jak jest postrzegana, ile kompleksów przez nią przeżywają młode dziewczyny - byłoby ciekawiej. Zamiast tego dostajemy jakieś idiotyczne scenki z firmy, w której siedzą sami mężczyźni i zachowują się bardziej idiotycznie niż gdyby to była kolejna odsłona Głupi i głupszy.
American Dream, czyli co jest warte takie życie
Amerykański sen. Czy jeszcze ktoś wierzy, że na amerykańskiej ziemi
trawa jest bardziej zielona niż u nas? Czy ktoś wierzy, że wystarczy
stanąć na ziemi w Kalifornii, by zaraz podjechała limuzyna i przeniosła
nas w świat Carringtonów z serialu „Dynastia”? Wydawać by się mogło, że w
tym wszystkowiedzącym i chaotycznym świecie w ten sen niewielu już
wierzy, a jednak XX wiek podtrzymywał ten mit wolności i możliwości
jakie niesie ze sobą Ameryka. Zimna wojna, a potem stan wojenny dla
wielu ludzi stawało się przyczynkiem do opuszczenia Polski. Z różnych
powodów. Byli wśród nich uciekinierzy polityczni i ekonomiczni, byli
naukowcy i artyści. O tych ostatnich będzie mowa w spektaklu.










