No właśnie - ci którzy spodziewają się horroru, długo będą czekać na jakiś rozwój akcji, klimatu początkowo też raczej niech się nie spodziewają. A ci którzy spodziewają się czegoś ambitniejszego, rozczarowani pewnie będą tym co dzieje się w drugiej połowie filmu, bo to sieczka z wampirami jakby rodem z kina klasy B, gdzie już liczą się jedynie hektolitry krwi, a nie jakiś sens i logika.
Ryan Coogler zabawił się niczym Tarantino i zagrał trochę wszystkim na nosie. Pokazuje napiętą atmosferę amerykańskiego południa, niewolnictwo i niewielką przestrzeń wolności jaką Afroamerykanie wespół z innymi mniejszościami próbują sobie tworzyć - choćby w muzyce. A jednocześnie mimo pewnego realizmu, szuka jakiegoś wyładowania napięcia w scenach nie tylko pełnych przemocy, ale i przewrotnie odwracających role - teraz to ludzie Klanu mają być tymi błagającymi o litość. Bawi się też muzyką, zawieszaniem na chwilę czasu i miejsca, by zafundować nam coś bardziej odjechanego. To wszystko może się podobać, ogląda się fajnie, tylko pytanie czy rzeczywiście można doszukiwać się tu czegoś wielkiego i przełomowego.
Ryan Coogler zabawił się niczym Tarantino i zagrał trochę wszystkim na nosie. Pokazuje napiętą atmosferę amerykańskiego południa, niewolnictwo i niewielką przestrzeń wolności jaką Afroamerykanie wespół z innymi mniejszościami próbują sobie tworzyć - choćby w muzyce. A jednocześnie mimo pewnego realizmu, szuka jakiegoś wyładowania napięcia w scenach nie tylko pełnych przemocy, ale i przewrotnie odwracających role - teraz to ludzie Klanu mają być tymi błagającymi o litość. Bawi się też muzyką, zawieszaniem na chwilę czasu i miejsca, by zafundować nam coś bardziej odjechanego. To wszystko może się podobać, ogląda się fajnie, tylko pytanie czy rzeczywiście można doszukiwać się tu czegoś wielkiego i przełomowego.












