Jim Jarmusch ma swoich wiernych fanów, którzy uwielbiają jego poczucie humoru i jego ironię, z radością przyjmą więc jego najnowszy film. Natomiast nie wiem czy można go polecić nawet tym, którzy nie zawsze odnajdywali się w jego fabułach. Jest inny, spokojniejszy, ale pewnie dla niektórych będzie zbyt banalny.
Ja bym polecił nie tylko ze względu na świetną obsadę, ale i właśnie na jego dość uniwersalny, spokojny klimat. To nie jest spotkanie w knajpie, taksówce, nie ma żadnych wampirów czy filozowania przy papierosach. Jest jakoś tak bardzo zwyczajnie. A jednocześnie wciąż po mistrzowsku w tych wydawałoby się normalnych spotkaniach rodzinnych, możemy przyglądać się iluzoryczności pewnych więzi, pozorowania uczuć. Jarmusch jak zwykle dużo rozgrywa dialogami ale i niedopowiedzeniami, półsłówkami.
Trzy nowelki, niepowiązane ze sobą, trzy miejsca akcji: Stany, Irlandia i Francja. Nawet różne środowiska. A mimo to gdzieś podskórnie wyczuwamy to że gdzieś coś je łączy.












