Wszyscy którzy pokochali historie z cyklu "Zanim wystygnie kawa", czyli comfort books (czy też healing books jak niektórzy je określają choć tam raczej widziałbym poradniki jakich też coraz więcej) pewnie z radością sięgną po coś w podobnym stylu, ale innego autora, więc z dużą gwarancją że to nie będą odgrzewane kotlety. Pisząc w podtytule "była kawa, teraz cały posiłek" nie przesadziłem, bo w tej historii potrawy mają podobne znaczenie jak kawa w serii, którą Polacy tak pokochali. To pewnego rodzaju symbol, specjalny posiłek przygotowywany jako wspomnienie kogoś kto odszedł, potrawy jakie lubił, ale w tym konkretnym miejscu, w dość wyjątkowych okolicznościach, dopóki nad daniem unosi się para, pojawia się okazja by zobaczyć tą osobę raz jeszcze. Coś powiedzieć, coś usłyszeć, ten jeden ostatni raz.
Pewnie każdy tak ma że czasem czuje tęsknotę, może chciałby jeszcze coś powiedzieć, za coś podziękować lub przeprosić, bo nie było okazji, śmierć przyszła zbyt szybko. Takie spotkanie, choć krótkie może dać nam ulgę, spokój, a może odpowiedzi na jakieś nasze pytania.













