czwartek, 8 stycznia 2026

Miasto cieni, czyli obsesja na punkcie Gaudiego

Sporo pracy ostatnio, nawet wieczorami, ale jak robi się coś na kompie można zerkać jednym okiem na serial. Czasem niestety jest on tak wciągający, że praca nie idzie, a czasem spokojnie można nadążać za fabułą niewiele tracąc, co najwyżej zerkając jak są ładne widoczki albo dzieje się coś ważnego.

W przypadku Miasta cieni, sporą przyjemność można mieć z zerkania na lokalizacje, bo Barcelona chwali się różnymi budynkami projektowanymi przez Gaudiego. A że to ich miejsce upodobał sobie sprawca do eksponowania swoich ofiar, to już może jest mniej smaczne, pewnie i tak jednak przyciągnąć może do miasta turystów. 


I powiem że to jedna z mocnych stron serialu - próba pokazania tego jak się ono zmieniało, zmienia, pokazanie z czego są dumni, ale i tego jakie są koszty rozwoju miasta - wysiedlanie ludzi w niektórych regionach, wyburzenia... Sama intryga ma jednak nie tyle związek z zemstą na bogaczach, którzy robią interesy kosztem biedniejszych, jak się początkowo wydaje. To raczej zemsta po latach za pewne krzywdy. 

Każda z ofiar znika w tajemniczy sposób, a potem jest przetrzymywana bez wody i jedzenia, by po kilku dniach jeszcze żywcem ją podpalić w jakiś charakterystycznym dla Barcelony miejscu. Gaudi i jego budowle... Fascynujące, niepowtarzalne. I mające w sobie też coś niepokojącego, a przynajmniej tu buduje się trochę takie skojarzenie. No i dwójka śledczych, którzy choć współpracują po raz pierwszy, jakoś dość szybko znajdują porozumienie i nawet wbrew swoim przełożonym sprawdzają pewne tropy.

Niby jest schematycznie, nie ma jakiegoś wielkiego napięcia, ale zadbano o mroczny klimat, aktorsko jest nieźle, fabuła jakoś trzyma się kupy. No wstydu zdecydowanie nie ma. Upolujecie na platformie na N :)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz