czwartek, 15 stycznia 2026

Osada - Michał Śmielak, czyli zasypało, zawiało...

W taką pogodę jak przez ostatnie tygodnie, gdy próbujemy obśmiać warunki jakie funduje nam natura, a od czego odzwyczaiła nas przez ostanie lata, wyjątkowo fajnie sięgnąć po lekturę która trochę do takich kataklizmów pogodowych nawiązuje. Na początek kryminał, a jak mrozy i śniegi potrzymają na półkach jeszcze Terror i biografia Amundsena :)

Jako dzieciak przeżyłem zimę 1978/1979 zwaną zimą stulecia i co nieco pamiętam, a w okolicach Warszawy i tak chyba mieliśmy trochę lżej niż wsie i osady w górach. Akcja powieści Michała Śmielaka toczy się właśnie w takich okolicznościach przyrody - wioska odcięta przez opady śniegu na długie tygodnie. I niby wszystko byłoby w porządku, bo ludzie się wspierają, nikomu zginąć z głodu nie dadzą, zapasy jakieś mają, a i do braku prądu są przyzwyczajeni. Gdy jednak wydarzy się coś strasznego, nijak ściągnąć pomoc, trzeba radzić sobie samemu. 



Po latach policjanci próbują wrócić do tej sprawy sprzed lat, nigdy nie rozwiązanej do końca. Zaczęło się od trupa młodziutkiej dziewczyny, ale po nim pojawiły się kolejne, aż mieszkańcy mocno podburzeni sami postanowili wydać i wykonać wyrok. Do dziś jednak wcale nie jest jasne czy przypadkiem nie zabili kogoś niewinnego. 


Chyba właśnie klimat zagrożenia, przeszywające zimno i lęk przed samosądem są tu najciekawsze i mogą sprawić że się tą lekturę zapamięta na dłużej niż chwila. Narratorem z jednej strony jest młody chłopak, pomagający swojemu stryjkowi, który jest milicjantem i niespodziewanie pojawił się przed Wigilia z odwiedzinami, a współcześnie o sprawie opowiada ktoś kto podobno przy niej pracował i zna ją na wylot. Czy jednak jeden i drugi przed nami czegoś nie zatajają?  

Ciekawe, trochę klaustrofobiczne, zagadkowe, jedynie końcówka trochę rozczarowuje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz