Notka trochę dzielona, bo jestem już również po seansie filmowym i prawdę mówiąc nawet trochę jestem zaskoczony że z tej powieści udało się zrobić taki sentymentalny film. Wydobyto jakąś nostalgię, dodano piękne zdjęcia, więź z naturą i nagle produkcja po której nikt się pewnie nie spodziewał, zachwyca tak wielu ludzi. Ciekawe czy po lekturze mieliby podobnie odczucia.
Powieść Johnsona ma w sobie przede wszystkim bijącą od pierwszej strony po oczach surowość, taki krwisty realizm, jakby nawet trochę wyprany z emocji. One są, ale są po naszej stronie, bo w samym bohaterze się ich tak bardzo nie czuje. Czyta się to trochę jak niektóre powieści Faulknera - początek XX wieku, świat twardych ludzi, którzy jednocześnie walczą z naturą, by wyrąbać w niej swoje miejsce, a z drugiej wtapiają się w nią, bo lepiej się czują w lesie niż w mieście.
Robert Grainier pracuje jako drwal, jest jednym z tych którzy karczują całe połacie Ameryki, powoli wyrąbując miejsce dla kolejnych torów kolejowych, dla dróg, dla osad. To postęp który już czujemy że toczy się niczym walec, niszcząc zarówno przyrodę, jak i tych którzy są wyrobnikami przy jej okiełznywaniu. Jednostka się nie liczy, bo na każde miejsce zwolnione i tak znajdą się chętni. Ludzie pracują całymi miesiącami, bo wiedzą że ta garść dolarów może zapewnić przez miesiące zimowe przetrwanie dla bliskich. Ziemi jest pod dostatkiem, dom można postawić samemu, trzeba tylko chcieć.
Tylko czy jest sens tak harować, jeżeli stracisz tych, których kochasz, jeżeli w twoim sercu jest pustka. Czym ją zapełnić? Gdy nic już nie cieszy, gdy życie zamienia się bardziej w wegetację, gdy to inni cię popychają do tego byś coś zmienił. Nie szukasz, a jednocześnie gdy już spotkasz kogoś kto zauważa cię, twoją wrażliwość, dobroć, przywiązujesz się niczym pies, znowu rzucając się w to całym sobą.
To trochę takie przyglądanie się brutalnym impulsom, które popychają bohatera to w jednym to w drugim kierunku. Głód, pożądanie, no i duchy, które go prześladują nie dają spokoju.
W filmie mam wrażenie że trochę pozmieniano pewne wątki, detale, więcej jest spokoju, jakiegoś trwania pomimo przeciwności. W powieści jawa przeplata się ze snem, jakimiś wizjami, w której ma szansę na spotkanie z żoną i córką, spotyka innych ludzi z przeszłości. Zdjęcia które widzimy na obrazie u Johnsona są urkoliwymi opisami, w której brutalność przeplata się z tym poetyckie.
Warto sięgnąć po jedno i drugie, po książkę i film, bo to bardzo ciekawe zestawienie. Śmierć i życie, piękno i wegetacja.
Klimat trochę jak z Drwali Proulx, które zrobiły na mnie takie wrażenie, choć w filmie mam wrażenie że udało się uzyskać trochę więcej emocji o u widza.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz