Miałem co prawda pisać o zupełnie innym tytule, ale ponieważ wtorkowy kącik dla wytrawnych kinomaniaków jest dość pojemny to pomieści również rzecz trochę bardziej komercyjną, którą zwróciła moją uwagę.
Nazbierało się zresztą sporo produkcji bardziej rozrywkowych, więc notek filmowych może będzie więcej w najbliższym czasie.
Czemu napisałem że Jay Kelly zwrócił moją uwagę? Bo mimo pewnych klisz i chwytów, które zastosowano, doceniam pomysł i klasę Clooneya by się z nim zmierzyć. Każdy aktor chętnie pewnie by sobie zafundował u szczytu kariery coś takiego gdzie może pokazać się trochę autoironicznie i sentymentalnie. Choć przecież nie gra siebie samego, to zarazem gra, bo tytułowy Jay Kelly żongluje jego wizerunkiem z przeszłości i jego dorobkiem. Amant, aktor kina akcji, przystojniak, który starzeje się z wyjątkową klasą, pokazuje kulisy tego swojego świata.
Tu agent i asystenci stają się bliżsi niż rodzina i przyjaciele, bo są przy tobie częściej, wszędzie cię rozpoznają, więc niewiele masz prywatności, a im jesteś starszy tym więcej masz wątpliwości: ile to było wszystko warte, jak mnie zapamiętają i czy już nic nie jestem w stanie zaproponować, niczym zaskoczyć. Czy mogłem inaczej wybrać, zbudować karierę, na co innego położyć nacisk? Co by to zmieniło? Przecież nie tylko kasa się liczy.
Clooney potrafi być czarujący, a jednocześnie przełamywać bariery, stając się równiachą, choć niektórzy potrafią już wyczuć, że nawet przez chwilę nie przestaje grać. I to jest kolejny element, który uwiarygadnia tą rolę, bo postać głównego bohatera ma w sobie jakąś pustkę, przykrywaną uśmiechem, urokiem, życzliwością. Choćby nie wiem jaki tłum cię oklaskiwał, przychodzi chwila gdy samotność boli jeszcze bardziej. Aktor to też człowiek, a nie tylko jego wizerunek, do którego nas przyzwyczaił.
Słodko gorzkie, plus niezłe role George’a Clooneya i Adama Sandlera w roli jego agenta. To malowanie brwi, przyczernianie skroni to urokliwe sceny.
Na Netflixie większość rzeczy jest niewiele warta, ale ten film wydaje się naprawdę wart obejrzenia.
A za tydzień będę miał dla Was perełkę. Mam nadzieję, bo seans dopiero jutro.
A może nawet dwie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz