wtorek, 20 stycznia 2026

Przerwana gra - Wojciech Nerkowski, czyli muzyka gra, dusza śpiewa, a ja ziewam

Książka trafiła na licytacje które wraz z przyjaciółmi co roku przygotowuję na finał WOŚP - w tym roku to aż 130 tytułów i wszystkie z autografami - udało się jednak, podobnie jak kilka innych tytułów jeszcze ją szybko połknąć. 

I powiem tak: doceniam pomysł, bo poza Severskim u nas mało kto sięga po budowanie akcji wokół służb specjalnych, a tu jeszcze dość zaskakujące połączenie takiej sensacyjnej fabuły z muzyką Chopina, która będzie nam towarzyszyć jako tło. Sporo jednak psuje fakt iż bohatera autor tak łatwo wikła w romans z "obiektem", który ma ochraniać. Niezależnie czy jest to tak jak w tym przypadku związek homoseksualny czy byłby to związek heteroseksualny, jest to kompletnie nieprofesjonalne i za coś takiego raczej wylatuje się z pracy. A tu? Proszę - wszyscy przymykają oko, żartują i poklepują po ramieniu. Bohater nawet się specjalnie nie kryje z uczuciami w przestrzeni publicznej. 



Cały ten romans niestety psuje więc frajdę z fabuły, która dawała szansę na to że będzie trzymać w napięciu. Oto agenci rosyjscy planują w trakcie Konkursu Chopinowskiego jakiś zamach, a przecież to była dla Polski tragedia wizerunkowa, trzeba więc nie tylko próbować wyśledzić tych, którzy być może mają złe zamiary, ale i strzec wszystkich artystów, żeby nie doprowadzić do międzynarodowego blamażu. I tak właśnie nasz bohater trafia jako opiekun do jednego z uczestników konkursu - przystojnego Włocha. Borys Nowak raczej jak sam mówi nie zna się na muzyce poważnej, do nowego zadania podchodzi jak do jeża, wolałby biegać za bandytami z bronią w ręku jak James Bond. Jednak towarzysząc Lorenzo Rainerowi powoli zaczyna odkrywać nie tylko piękno muzyki Chopina, ale i... 

No właśnie. Jeszcze raz powtarzam. Kompletnie mnie ten romans nie przekonuje, uważam że zajmuje za dużo miejsca i czyni bohatera może bogatszym o jakiś wymiar, jednocześnie inne schodzą na drugi plan i nawet jak akcja przyspiesza, to jemu w głowie jedno. Czy też jeden.  

No nie, jakoś naprawdę nie. Próba dokładania emocji i uczuć do thrillera może i ma sens, ale nie w przypadku gdy wychodzą na plan pierwszy, wszystko bowiem staje się jakieś rozmemłane i zastanawiam się czym ma niby się to różnić od jakichś 365 dni. 


Podobno ma być kontynuacja, ja chyba jednak podziękuję. Jest tyle ciekawszych pozycji. 

 

Uwaga! Zorientowałem się, że notka o tej pozycji już na blogu jest - dopisuję więc jutro recenzję Marty, będziecie mieli dwugłos, a dam link do tamtego tekstu, gdzie napiszę o innym filmie lub książce.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz