środa, 14 stycznia 2026

Włochy kontra Dania, czyli co wypada lepiej: Sara Kobieta cienia czy Kasztanowy ludzik

Bombardowani jesteśmy każdego dnia nagłówkami i hasłami typu bestseller, hit, numer 1, to oglądają wszyscy Polacy, musisz to obejrzeć, coraz trudniej więc nam oddzielać ziarno od plew, rzeczy wartościowe od czegoś co będzie przebojem kilku dni. 

Szkoda czasu by oglądać wszystko, warto więc szukać na różnych forach polecajek widzów, ale jak cię przypili to lecisz po kolei gatunkowo by potem samemu coś wskazać innym. A więc pierwszy z dwupaków (będą kolejne).

Włoski serial Sara: kobieta cienia to historia o emerytowanej agentce, która postanawia podjąć śledztwo po śmierci swojego syna. Dotąd raczej nie utrzymywała z nim kontaktu, ale jednak jakieś emocje w niej się obudziły, a za nimi wątpliwości czy przypadkiem jego śmierć nie była tak przypadkowa jak jej wmawiają. Wciąga więc z dziwną grę pewnego policjanta, który początkowo utrudnia jej wszystko tak jak tylko potrafi, a także dawny zespół, który ma prześledzić kontakty jej syna, by wskazać ewentualne motywy i sprawców. 



Szczerze? Dawno nie widziałem czegoś tak nudnego. Niby starano się zamiast szybkiego kina akcji postawić na jakiś klimat w stylu noir, na tajemnicę, to wszystko jednak wlecze się niemiłosiernie. Chłód bijący od bohaterki może i jest ciekawy ale w tym przypadku nie pomaga zbudować więzi, wywołać emocji. Większość tropów wynika z jej talentu, którym zdobyła pracę jako tajna agentka - potrafi świetnie czytać z ust i to chyba jedyna jakaś ciekawostka odróżniająca serial od reszty. 

Sporo scen i gra aktorska może chwilami przypominać raczej paradokumenty w stylu Ukryta prawda, a nie profesjonalną, wysokobudżetową produkcję. 

Nie dajcie więc sobie wmówić że to trzyma w napięciu i warto poświęcić sześć godzin na tą produkcję. Nie warto. 
 


Jeżeli już oglądać to raczej produkcję Duńczyków, bo i materiał literacki niezły, a i mimo pewnych schematów serialu, również wykonanie wypada na korzyść. Chodzi o Kasztanowego ludzika, mroczną historię polowania na seryjnego mordercę, który wydaje się karać rodziców jego zdaniem zaniedbujących swoje dzieci. Nie tylko okrutnie okalecza swoje ofiary, to zawsze pozostawia charakterystyczny element: kasztanowego ludzika.  

Dochodzenie prowadzi para detektywów, którzy średnio się dogadują i trochę grają sobie na nerwach. Oboje mocno angażują się w pracę, ona trochę za mało czasu poświęcając córce, on ewidentnie uciekając od tragedii w przeszłości. Trochę narażają się swoim przełożonym, ewidentnie szukając w rejonach, które innym wydają się zamkniętą lub niepotrzebną sprawą, ich upór jednak może doprowadzić do ważnego przełomu również w śledztwie sprzed wielu lat, czyli tajemniczego zniknięcia córki pani minister. 


Niby klasycznie, ale całkiem zgrabnie uszyta historia, nieźle poprowadzony wątek z przeszłości, umiejętnie rozrzucone jakieś mylne tropy. Tak - to zdecydowanie serial który może się spodobać. Mroczny, ale to już wiemy że Skandynawowie potrafią. Brak wielkiej oryginalności wynagradza niezłą atmosferą i emocjami. Szkoda jedynie, że wątek z przeszłości nie został jakoś mocniej rozwinięty, a jedynie zasygnalizowany, bo początek dawał nadzieję, na coś dużo mocniejszego.  

Początek sprawia większą frajdę niż końcówka serialu, ale to już niestety dość częste doświadczenie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz