Drugi z pisarzy, którym towarzyszę od debiutu. Zachwyciły mnie jego retro kryminały o radcy Christianie Abellu, potem udowodnił, że całkiem sprawnie konstruuje też współczesne intrygi, teraz zgodnie z zapowiedziami otrzymujemy domknięcie historii, która rozpoczęła się na niemieckim Pomorzu. Wojna zmieni wszystko, więc i dla policjanta, nawet jeśli nie akceptował nazizmu, ale pracował przed wojną dla Niemców, nie będzie już tu miejsca. Będzie mi jakoś jednak żal tego bohatera i cyklu, po cichu więc liczę na to, że autor powróci, może do wcześniejszych spraw, jeszcze sprzed roku 39? To wyczuwalne rosnące napięcie w poprzednich trzech tomach, brunatna siła, która podnosiła głowę coraz śmielej, przekonana że to ona tworzy i narzuca prawo, a sama nie musi go przestrzegać, a której próbował przeciwstawiać się Abell nadawała tym kryminałom wyjątkowego klimatu.
W ostatnim tomie jest inaczej - mamy jesień 1944 roku i jedynie nieliczni nadal wierzą w to, że jeszcze mają szansę tą wojnę wygrać. Ludzie coraz bardziej pogrążają się w beznadziei, jakimś fatalizmie, bojąc się głośno występować przeciw Hitlerowi, ale po cichu przeklinając go za to wszystko w co ich wciągnął. Jak pamiętamy Abell zrezygnował z pracy w policji, nie chciał przywdziać znienawidzonego munduru i uciekł do Holandii. Nawet tam jednak nie zaznał spokoju.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 8 września 2019
sobota, 7 września 2019
Ukryty pokój - Jørn Lier Horst, czyli wyjaśnijcie to po cichu
Dwóch autorów, którym towarzyszę od początku. Dziś pierwszy z nich. No dobra, tak naprawdę "Jaskiniowiec" przecież nie był jego debiutem, ale kiedy wydało to wydawnictwo Smak Słowa, chyba nikt nie spodziewał się aż tak dużej popularności. A ja już wtedy czułem, że to dobre policyjne kryminały i czekałem na dokończenie cyklu (bo rozpoczęto od tomu 6).
Co prawda na moje prośby o "Ukryty pokój" do recenzowania wydawnictwo nie odpowiedziało, w przypadku tego autora jednak stwierdziłem, że nie będę czekał - e-book wskoczył na półkę.
Dziś więc piszę po raz 13 o Williamie Wistingu (wszystkie książki w spisie przeczytanych, czyli zakładce na górze) - z ogromną przyjemnością i mając nadzieję, że jeszcze parę spraw Horst trzyma dla nas w zanadrzu. Bo choć schemat śledztwa powtarza się, każda z tych spraw jest wyjątkowa i pokazuje nam różne oblicza policyjnej roboty. Frustrację gdy nie możesz ruszyć do przodu, mozolne zbieranie śladów, zeznań i wreszcie jakiś trop, który prowadzi do celu. To możliwe nawet po wielu latach.
Co prawda na moje prośby o "Ukryty pokój" do recenzowania wydawnictwo nie odpowiedziało, w przypadku tego autora jednak stwierdziłem, że nie będę czekał - e-book wskoczył na półkę.
Dziś więc piszę po raz 13 o Williamie Wistingu (wszystkie książki w spisie przeczytanych, czyli zakładce na górze) - z ogromną przyjemnością i mając nadzieję, że jeszcze parę spraw Horst trzyma dla nas w zanadrzu. Bo choć schemat śledztwa powtarza się, każda z tych spraw jest wyjątkowa i pokazuje nam różne oblicza policyjnej roboty. Frustrację gdy nie możesz ruszyć do przodu, mozolne zbieranie śladów, zeznań i wreszcie jakiś trop, który prowadzi do celu. To możliwe nawet po wielu latach.
Donbas, czyli patrzcie jak wygrywamy z faszystami i robimy tu raj
Przedziwny film. Spodziewamy się, że będzie to mocna wypowiedź polityczna, sprzeciw wobec agresji Rosji na Ukrainie. I jest. Ale jednocześnie jest tu tyle kafkowskiej wizji, absurdów i przerysowań, że film nie jest jedynie komentarzem do konkretnych wydarzeń, a staje się czymś bardziej uniwersalnym - trochę niczym "Akty i fakty" odsłania przed nami kulisy nie tylko tego jednego konfliktu, ale wszystkich manipulacji politycznych, tego jak łatwo nami manipulować. Nami jako opinią publiczną, nami jako mieszkańcami, przedstawicielami konkretnych narodów, kłamiąc, odwołując się do emocji, stosując metodę kija i marchewki. Siergiej Łoźnica chwilami potrafi wywołać na naszych twarzach uśmiech fundując groteskę, by zaraz go nam zetrzeć z twarzy, gdy zdajemy sobie sprawę jak bardzo to co widzimy może być realne i jakie może mieć konsekwencje.
piątek, 6 września 2019
Kociarz - Kristen Roupenian, czyli empatii nasze smartfony nas nie nauczą
Szkoda, że w Polsce dziś już coraz mniej okazji do takich debiutów. A przecież opowiadania i minipowieści to dobra szkoła dla każdego pisarza. Jak radzisz sobie z budowaniem historii, postaci, czy potrafisz zaskoczyć, powiedzieć coś ważnego czytelnikowi. Opowiadanie opublikowane na łamach „New Yorkera” stało się przedmiotem gorących dyskusji na temat relacji męsko-damskich w dzisiejszym świecie. Kristen Roupenian zaskoczyła fundując obraz młodej kobiety, która nawiązuje bliską relację, choć wcale nie ma na nią ochoty, nic do mężczyzny nie czuje. Czy w dobie głośnego mówienia o molestowaniu, wykorzystywaniu, pokazanie że kobiety też potrafią traktować partnerów instrumentalnie, bawić się nimi, to próba prowokowania dyskusji? Czy młodzi ludzie wyciągają wnioski z różnych kampanii społecznych, a jeżeli tak to jakie - czy przekłada się to na jakąś ostrożność w relacjach? Kto tu jest ofiarą i kto kogo rani?
To tytułowe opowiadanie, czyli "Kociarz" pewnie wzbudzi najwięcej refleksji i kontrowersji, warto jednak spróbować poukładać sobie szerszy obraz bohaterów Roupenian ze wszystkich opowiadań.
To tytułowe opowiadanie, czyli "Kociarz" pewnie wzbudzi najwięcej refleksji i kontrowersji, warto jednak spróbować poukładać sobie szerszy obraz bohaterów Roupenian ze wszystkich opowiadań.
czwartek, 5 września 2019
Głupio, jeszcze głupiej, czyli Straż wiejska 2, Jestem taka piękna, Holmes i Watson
Przy okazji premiery filmu Patryka Vegi o naszych politykach i mojego dylematu: iść czy nie iść, postanowiłem zebrać garść produkcji, z którymi mam podobny problem: twórcom wydawało się że będą cholernie zabawne. A potem okazuje się że są przerysowane, toporne, głupie i jeszcze by się znalazło parę określeń, ale śmieszne nie są wcale lub prawie wcale. Jeżeli kogoś śmieszą to mogę tylko współczuć.Gdy byłem dużo młodszy triumfu święciła Akademia Policyjna. I mimo wad nadal mam trochę sentymentu dla tego humoru. Straż Wiejska 2 (jedynka podobno lepsza, może kiedyś trafię), niestety nie tylko nie ma finezji, to poczucie humoru ma jeszcze sporo poniżej pasa niż tamte komedie sprzed lat. Niby sam pomysł, czyli: przesuwamy granicę i jakaś miejscowość kanadyjska nagle ma znaleźć się w USA, a o odpowiedni przyjazny klimat i edukację co do różnic w prawie, ma zadbać oddział strażników, ma w sobie jakiś potencjał, ale wykonanie leży. Scenariusz, obsada i przede wszystkim niski poziom żartów sprawie, że to seans który można sobie spokojnie darować. Cycki, narkotyki i poziom inteligencji na poziomie pantofelka.
Kolejne dwa filmy poniżej.
środa, 4 września 2019
Non Stop - Brian Aldiss, czyli życie które przetrwało
Seria Wehikuł Czasu od Rebisu. Tak niewiele książek jakie otrzymuję zostawiam na półce, większość wędruje w kolejne ręce, ale tu chyba całą serię zacznę zbierać. Nie tylko dlatego, że to najsłynniejsi autorzy Sci-Fi, ale dlatego, że to naprawdę ciekawe dobrane powieści, nie zawsze te najsłynniejsze, ale jednak wciąż intrygujące. Non stop Aldissa mimo upływu blisko 60 lat, nadal mogą zachwycać aktualnością. Podobnie jak wielu innych autorów, używał on scenerii kosmicznej do tego by opowiedzieć coś o człowieku, o jego kondycji, o tym jak jego zdaniem będzie zachowywać się ludzkość w sytuacjach ekstremalnych.Po raz kolejny okazuje się dobra fantastyka się nie starzeje.
poniedziałek, 2 września 2019
Czarnobyl, czyli co wyście zrobili

Gęba mi się cieszy przy najnowszych zdobyczach i odkryciach serialowych. "Na cały głos" raczej drażni, ale za to dwa inne są świetne. "Terror. Dzień hańby", który opowiada przede wszystkim ciekawą i mało znaną historię, a do tego "Owieczki Boże", tak pokręcone i pełne czarnego humoru, że dawno się przy niczym tak dobrze nie bawiłem.Ale dziś o innym serialu. Dopiero teraz obejrzałem coś, czym zachwycają się wszyscy od kilku miesięcy. HBO odeszło trochę od tego z czym jest kojarzone, czyli krwi i seksu, a postawiło na realizm, odtworzenie bardzo dokładne tego co doprowadziło do wybuchu i tego jak wyglądały próby ratowania sytuacji.
niedziela, 1 września 2019
Kowboj, czyli skąd ten mit
Ostatnia notka z sierpnia już w całości. Zerknijcie jeżeli nie czytaliście. I na notkę i na powieść :) A nawet bardziej na powieść, bo "Żar" na to zasługuje. A dziś coś krótkiego, a potem już tylko leniwy wieczór z lekturą i może jakimś seansem.
Z "Kowbojem" mam trochę kłopot bo nigdzie nie widzę informacji o tej produkcji, żadnego plakatu, posiłkuję się więc jedynie zdjęciem. Obejrzałem to jako miniserial na Ale Kino, choć nie przepadam za samym gatunkiem, ale ze względu na szacunek dla historii kina. I choć wiele tytułów wymienianych było dla mnie obcych, sam seans był dość interesujący.
sobota, 31 sierpnia 2019
Żar - Sándor Márai, czyli odrobina klasyki
Czas zamknąć kolejny miesiąc bloga. dokładnie to 104 miesiąc wypełniony każdego dnia :)Notka tak naprawdę powstanie pewnie dopiero jutro, ale dziś już możecie dowiedzieć się co to będzie (już jest! Poniżej). Márai. Niewielka książeczka, ale naprawdę piękna rzecz. Jak dobrze czasem sięgnąć po coś innego niż nowości, wciąż próbując wypełnić zobowiązania wobec wydawców.
W sierpniu planowałem nadrobić zaległości z wpisami o książkach, ale ponieważ dużo było rzeczy nowych, które na bieżąco dopisywałem, pewnie dokończę to w październiku. Zaległych jest chyba 5 tekstów. A czytam kolejnych 6 książek. I stosy rosną :) A w tych zaległych będzie jedna rzecz absolutnie wyjątkowa. Która wciąż we mnie jakoś tkwi. Kupiona. Przypadkiem. Ale bywa i tak, choć to nowość. Nie jest mocno obecna na blogach, tym bardziej więc chcę by mój tekst nie był pisany w pośpiechu jak często to robię.
Jutro więc Żar. Potem fantastyka. Reportaż. I coś filmowego na dokładkę z zapowiedzi na kolejne tygodnie premier.
piątek, 30 sierpnia 2019
Zamrożone płomienie - Jens Henreik Jensen, czyli nigdy nie lekceważ przeciwnika
Trylogię z Nielsem Oxenem łyknąłem błyskawicznie i nawet cieszę się, że nie robiłem dłuższych przerw pomiędzy tomami. Dzięki temu napięcie jakie Jensen zafundował czytelnikom było jeszcze bardziej odczuwalne. Jeżeli tylko macie ochotę na zerknięcie co napisałem o poprzednich tomach, zerknijcie to listy przeczytanych. Były żołnierz duńskich sił specjalnych, facet który pragnął świętego spokoju i uciekał od świata, został na siłę wciągnięty w wydarzenia, w których każdy inny by się pogubił i zginął. Włączony w śledztwo w sprawie morderstwa nie tylko doszedł do prawdy, ale i wyczuł że gra idzie o dużo większą stawkę. Stał się niebezpieczny dla tych, którzy stali za zleceniem morderstwa i jak się okazało ich ręce sięgały bardzo daleko. Miał zginąć.
I przeżył. A teraz powraca, nie tylko pragnąć zemsty, ale przede wszystkim przywrócenia swojego dobrego imienia - jako oskarżony o morderstwo, musiałby całe życie się ukrywać.
I przeżył. A teraz powraca, nie tylko pragnąć zemsty, ale przede wszystkim przywrócenia swojego dobrego imienia - jako oskarżony o morderstwo, musiałby całe życie się ukrywać.
czwartek, 29 sierpnia 2019
Ból i blask, czyli było, jest, ale czy będzie

Najnowszy film Almodovara to przede wszystkim świetna rola Antonio Banderasa. Dzięki niemu ta dość osobista, intymna historia, wybrzmiewa wyjątkowo szczerze. Tu nie ma udawania, żeby lepiej wypaść na ekranie. Główny bohater jest reżyserem, którego filmy dziś uznawane są za kultowe, on ani wtedy, ani dziś nie jest do końca z nich zadowolony, poróżnił się wtedy z wykonawcą roli głównej, do dziś uważa że można to było zagrać lepiej. Cierpiący na różne dolegliwości, raczej odcinający się od świata Alberto, znajduje jednak zupełnie przypadkiem drogę do uspokojenia, do swoich wspomnień, do nie przejmowania się tak bardzo samym sobą...
środa, 28 sierpnia 2019
Zastrzelić, zadźgać i otruć, czyli historia morderstwa - Jonathan J. Moore, czyli ja po prostu jestem zbyt wymagający
Co prawda w planach miałem notkę o filmie Almodovara, ale wybieram coś prostszego - tu wystarczy parę zdań i będziecie wiedzieli o co chodzi. Pamiętacie Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować, czyli historię egzekucji?
Ten sam autor kontynuuje serię dość makabrycznych tematów. Ale wiecie co? Tym razem jest mniej obrzydliwie. Więcej na pewno tym razem jest historii w tej historii. Za każdym razem Moore stara się przybliżyć postać ofiary, czasem pisze więcej o samym sprawcy, o przyczynach, które go pchnęły do tego aktu. I choć w samych opisach nadal czuje się upodobanie do epatowania detalami średnio smacznymi (najczęściej mózg, który gdzieś wypływa), to bardziej przypomina to krótkie notki encyklopedyczne czy popularyzatorskie. Jeżeli więc czarny humor i tematyka nie podeszła Wam przy pierwszym tomie, to możecie spróbować z drugim, bo na pewno jest bardziej strawny.
Ten sam autor kontynuuje serię dość makabrycznych tematów. Ale wiecie co? Tym razem jest mniej obrzydliwie. Więcej na pewno tym razem jest historii w tej historii. Za każdym razem Moore stara się przybliżyć postać ofiary, czasem pisze więcej o samym sprawcy, o przyczynach, które go pchnęły do tego aktu. I choć w samych opisach nadal czuje się upodobanie do epatowania detalami średnio smacznymi (najczęściej mózg, który gdzieś wypływa), to bardziej przypomina to krótkie notki encyklopedyczne czy popularyzatorskie. Jeżeli więc czarny humor i tematyka nie podeszła Wam przy pierwszym tomie, to możecie spróbować z drugim, bo na pewno jest bardziej strawny.
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Danuta W., czyli… schowane emocje
Kiedy wybrzmiewają ostatnie słowa monodramu „Danuta W.” w wykonaniu Krystyny Jandy na scenie Teatru Polonia w ciszy cała sala podnosi się do oklasków… Te oklaski są dla obu Pań, dla Danuty Wałęsy – bohaterki sztuki, jak i dla Krystyny Jandy za sposób w jaki tego dokonała. Ale te oklaski są także hołdem dla każdej kobiety tamtych czasów, udręczonych kolejkami, strachem o rodzinę, które w tej momentami czarnej codzienności musiały ogarniać tak wiele. Jednak Danuta Wałęsowa miała po stokroć gorzej…
Chciała tylko uciec ze wsi, chciała kochać, mieć męża, dzieci… chciała. Chciała tylko tego o czym marzy każda dziewczyna na progu dorosłości.
Z perspektywy lat najlepiej wspomina pierwsze lata po ślubie. Kiedy było biednie, ciasno, kiedy rodziła pierwsze dzieci, opiekowała się nimi, czekała z obiadem na męża. Sama go wybrała, kochała go bardzo, zawsze dla niej był na pierwszym miejscu. Dbała o niego i dzieci jak przystało na matkę-Polkę, jak ją ukształtowało katolickie wychowanie i ciężkie życie na wsi. Bez skarg, z odpowiedzialnością za rodzinę, bez wzniosłych słów. I wtedy była najszczęśliwsza. A mąż? Po latach powie o nim bez skargi: „Nie okazywał emocji. No, taki był.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)








