czwartek, 15 sierpnia 2019

Yuli, czyli musisz wykorzystać szansę i talent

Nie wiem w ilu kinach ten film będzie pokazywany, ale miłośnicy baletu nie mogą go przegapić.
Carlos Yunior Acosta Quesada jest baletmistrzem o światowej renomie. A ten film to jego biografia. Pełna emocji i pasji. I oczywiście tańca.
Sam w filmie zagrał, choć we wspomnieniach z dzieciństwa i początków kariery pojawiają się też inni aktorzy. Ciekawa jest już sama konstrukcja filmu, bo osią jest spektakl, w którym bohater opowiada o sobie, o swojej drodze, ale jednocześnie o swoim kraju, o tęsknocie, trudnych relacjach z ojcem.
Carlos Yunior Acosta Quesada urodził się na Kubie w dość biednej rodzinie, od zawsze lubił tańczyć, ale raczej dla wygłupu, bo balet uważał za coś "pedalskiego". To ojciec, poczuł że dziecko ma talent, który powinno rozwijać i zmuszał go do chodzenia do szkoły. A potem cisnął, by za wszelką cenę łapać wszystkie okazje do rozwoju, nawet kosztem kontaktów z rodziną. Z 11 rodzeństwa żyjących w biedzie, z dzieciaka ulicy, chciał by ten wyrwał się na świat, by mu się poszczęściło.

środa, 14 sierpnia 2019

Mickiewicz - Stasiuk - Haydamaky, czyli historia, tęsknota, ogień

Ależ oryginalne połączenie. Pisarz Andrzej Stasiuk, tak mocno kojarzony z południową i wschodnią Europą, ukraiński zespół folkowo-rockowy i poeta, do którego przyznają się zarówno Polacy, jak i Litwini. Teksty, które być może pamiętamy jeszcze z przerabiania ich w szkole, na lekcjach języka polskiego, teraz wybrzmią zupełnie inaczej. Przy niektórych można by rzec: to wręcz naturalne - sonety krymskie aż proszą się o muzykę, w której pobrzmiewa wschodnia egzotyka. Inne mogą zaskakiwać. I choć Stasiuk nie śpiewa, a jedynie recytuje, to nie brakuje tu też fragmentów wyśpiewanych, zarówno po polsku, jak i ukraińsku.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Z boku, czyli trzypak: Garderobiany, Pierwszy człowiek i Żona

Almodovar musi poczekać na swoją notkę jeszcze kilka dni, o Parasite napiszę pewnie już we wrześniu, a na dniach może uda się wypad na Tarantino. A na razie seria troszkę trudniejszych książek i filmów, które zniknęły z kin już jakiś czas temu.
Czemu je połączyłem? Na pierwszy rzut oka wiele je dzieli. Zainteresował mnie jednak fakt, że w każdym z nich obok postaci na pierwszym planie, jest ktoś jeszcze, o kim być może nigdy byśmy nie pomyśleli - te filmy sprawiają, że w każdej z historii mniej lub bardziej wyraźnie widzimy co to znaczy być obok kogoś znanego, wyjątkowego.
"Garderobiany". Być może kojarzycie sztukę teatralną, bo też jest to ekranizacja dramatu znanego ze scen. Dość teatralna właśnie, trochę przegadana, ale warto ją zobaczyć dla ciekawych kreacji - szczególnie Anthony'ego Hopkinsa.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Budząc lwy - Ayelet Gundar-Goshen, czyli jesteś inny więc nie rozumiesz

Wśród dziesiątek książek, które trudno potraktować inaczej niż jako rozrywkę, które się połyka i szybko zapomina, czasem trafiają się takie pozycje, gdzie każdy rozdział trawisz długo, nie spieszysz się i potem jeszcze nie możesz zapomnieć o tym co przeczytałeś.
Różne dylematy i lęki towarzyszą ludziom niezależnie od miejsca zamieszkania, ale jakoś mamy chyba w sobie więcej ciekawości gdy czytamy o trochę innych miejscach, bardziej egzotycznych. Tu mamy Izrael. Z jego wszystkimi urokami - uprzedzeniami wobec innych kultur i religii, życiem, które toczy się na prowincji zupełnie w innym tempie niż w dużych miastach, załatwianiem wielu spraw dzięki temu że kogoś znasz. 
Bohater "Budząc lwy" - Ejtan Grin - to można powiedzieć członek lokalnej elity. Choć musiał zrezygnować z pracy w szpitalu w stolicy i na prowincji nie ma takich wyzwań, to na pewno jako neurochirurg  żyje inaczej niż wielu mieszkańców kibuców i małych miasteczek. Nie mówiąc już o imigrantach, starających się o jakąkolwiek pracę lub wielu Beduinach, traktowanych przez wielu Izraelczyków jakby wciąż byli koczowniczkami z poprzedniego wieku.

W deszczowy dzień w Nowym Jorku, czyli Woody Allen dawno nie był tak dobry


Mam wrażenie, że oglądając ostatnie filmy Wooody'ego Allena wciąż oglądam tę samą historię. Zmieniają się widoczki, sami aktorzy, ale dylematy bohaterów są identyczne - jak rozpoznać prawdziwą miłość, szczęście, jak przestać tkwić w sytuacji, która jakoś nas ogranicza.W porównaniu z innymi komediami romantycznymi na pewno jego produkcje wyróżniają się ogromnie na plus: inteligentne dialogi, niebanalne sytuacje, specyficzny humor, ale niestety równie szybko się o nich zapomina jak i o większości produkcji z tego gatunku. Niestety nie zawsze udaje mu się też uniknąć kiczowatych zakończeń - tym razem niestety dla mnie to było spore rozczarowanie.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Wołyński gambit - Artur Baniewicz, czyli to niemożliwe, żeby w ten sposób...

Kontynuacja ciekawej powieści Pięć dni ze swastyką, choć pewnie można by i czytać to niezależnie. Baniewicz pisze niby powieści z mocnym wątkiem kryminalnym, ale fabuła jest tak mocno osadzona w historii, w realiach oddawanych tak żywo, że chwilami ciarki przechodzą z obrzydzenia, oburzenia. Wojna wyzwoliła w ludziach masę okrucieństwa i bezradności. Im bardziej ofiary stawały się bezbronne, tym bardziej oprawcy potrafili być bezlitośni, a świadkowie odwracali głowy. Niewielu było takich, którzy potrafili ryzykować własną głową za zupełnie obcych ludzi. Były policjant Paweł Bujnowicz zawsze jednak miał taki charakter, że sprawiedliwość przedkładał ponad racje polityczne i polecenia przełożonych. Może dlatego w czasie wojny pozostaje wolnym strzelcem, który nie zważa na narodowości, tylko próbuje ugrać coś dla tych, którzy są mu bliscy. Podejmie się zlecenia od Niemców, pod warunkiem, że nie będzie krzywdził nikogo niewinnego, ale w tym samym czasie będzie załatwiał inne sprawy wraz z Armią Krajową. Sam woli nigdzie się nie deklarować, choć wiadomo że chciałby końca wojny i wypędzenia okupanta. Jedni wypatrują zbawienia ze wschodu, inni już wolą Niemców, z grozą myśląc o komunistach, a on po prostu próbuje przeżyć i ocalić kogo się da. I własne sumienie, choć to niełatwe.

Upiorne opowieści o zmroku, czyli opowieści czasem leczą, a czasem mogą krzywdzić

Kiedyś bohaterami horrorów byli głównie studenci, teraz coraz częściej stają się nimi dużo młodsze dzieciaki. Stranger Things czy To, przetarły szlak. I co ciekawe kolejne historie też osadzone są mocno w latach 80, czyli z przyjemnością ogląda je również pokolenie rodziców dzisiejszych nastolatków, wspominając własne dzieciństwo.
W Upiornych opowieściach po zmroku dodatkowo palce maczał jeszcze del Toro, więc to jeszcze bardziej zaostrza apetyt. Artystycznie, czy nawet wizualnie nie jest może to poziom filmów które on sam reżyserował, ale Andre Ovredal już niejeden horror zrobił, potrafi więc trochę postraszyć, a oto przede wszystkim tu chodzi, prawda?

piątek, 9 sierpnia 2019

Ekipa złych. Misja koło pióra - Aaron Blabey, czyli co mogłoby pójść nie tak

Pamiętacie wpis o Ekipie Złych?
Oto nadchodzi ponownie i to nawet w zwiększonym składzie!
Wilk, Wąż, Pirania, Rekin. Goście, którzy raczej nie budzą pozytywnych skojarzeń, ale właśnie dlatego postanowili działać razem, by poprawić swój wizerunek. W jaki sposób? Czyniąc dobro!
Ostatnio wyszło im średnio, bo narobili trochę zamieszania, a i PR wciąż mają kiepski. Szef ekipy, który ten genialny plan wymyślił ma więc jeszcze bardziej spektakularny pomysł niż nalot dla schronisko dla zwierząt. Teraz uwolnią... kury z klatek!

czwartek, 8 sierpnia 2019

Syreny z Tytana - Kurt Vonnegut, czyli przeżyłeś, ale dlaczego i po co?

Czy fantastyka sprzed 60 lat może jeszcze kogoś interesować? Przecież świat poszedł do przodu, wyprzedzając niejedną fantazję pisarzy. Niektórzy z nich jednak wciąż są czytani, gdyż to nie same detale opisy przyszłości były dla niech najważniejsze - loty w kosmos stanowiły jedynie okazję do tego by pisać o człowieku, jego lękach i rozterkach. A te się nie zmieniają, co sprawia, że wciąż w ich powieściach odnajdujemy aktualne dla nas prawdy, wyrażane czasem bardzo serio, innym razem w formie ostrej satyry. Do grona właśnie takich pisarzy zaliczam na pewno Kurta Vonneguta i strasznie się cieszę na wznowienia przez Wydawnictwo Zysk i S-ka jego powieści. Radują się oczy na jednolitą szatę graficzną, niebanalne okładki, ale liczy się przed wszystkim treść (dobre tłumaczenie Jolanty Kozak), a ta wciąż sprawia  frajdę.
Choć opisy wojny z armią z marsa, różnych planet i tego jak człowiek zachowuje się wobec innych cywilizacji, nie zawsze brzmią bardzo poważnie, wydają się powierzchowne, przecież nie one są tu najbardziej istotne. Cała powieść to próba refleksji nad tym na ile człowiek jest panem swojego losu i co było gdyby potrafił panować nad czasem.

środa, 7 sierpnia 2019

Yesterday, czyli wyobraź sobie, że nie ma Beatlesów

W kinach trochę posucha, ale na szczęście wypatrzyłem coś sprzed kilku tygodni co przegapiłem tuż po premierze. Kino Atlantic tuż po pracy zawsze po drodze :)
I film, który okazał się sympatyczny, idealny właśnie na wakacje, choć pewnie lepiej go oglądać we dwoje niż w pojedynkę. W końcu to komedia romantyczna. W dodatku muzyczna.
Ale to już pewnie wiecie. Sam tytuł mówi wszystko. The Beatles powracają. Przynajmniej w warstwie dźwiękowej. I w uwielbieniu dla ich twórczości. Bo ten film to hołd dla genialnego zespołu i ich ponadczasowych kompozycji.

Pavarotti, czyli wielki amerykański sen

Na pierwszy rzut oka dość sprawnie zrobiona filmowa biografia, bez fajerwerków, większych sensacji. Raczej laurka niż odkrywanie sekretów. Uwierzcie jednak, że nawet ci którzy niespecjalnie lubią muzykę operową, poczują w trakcie seansu ciary na plecach. Co sprawia, że tak jest?
Charyzma? Talent? Charakter?
Na pewno to ostatnie, bo trudno nie poczuć sympatii do człowieka, który jest prawie cały czas uśmiechnięty, ciepły i serdeczny (przynajmniej sprawia takie wrażenie). Trzeba przyznać też, że talent również ma tu znaczenie - chodzi nie tylko o głos, ale o odwagę by przełamywać pewne granice, by wprowadzić operę do popkultury, sprawić że śpiewak może mieć status supergwiazdy.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Zanim zawisną psy - Jens Henrik Jensen, czyli on nas doprowadzi do sprawcy

Kolejna moja zaległość. Właśnie ukazuje się trzeci tom autorstwa Jensa Henrika Jensena, kryminalnej serii o Nielsie Oxenie, a ja dopiero teraz nadrabiam zaległości. I widzę, że ten Duńczyk będzie dla mnie chyba odkryciem na miarę Horsta, którego polubiłem od pierwszego tomu. Ze stosu wyciągnąłem już tom drugi, a trzeci pewnie do końca wakacji też połknę.

Zaskakujący jest tu przed wszystkim bohater, były żołnierz dręczony przez różne traumy, uciekający od świata na jakieś pustkowia. Ale nie zapomniał wszystkiego czego się uczył, a był w tym dobry - nie tylko jako żołnierz, ale i student szkoły policyjnej. Gdy zupełnym przypadkiem zostanie wciągnięty jako podejrzany w śledztwo w sprawie zabójstwa, przyjmie dość zaskakującą propozycję, by zostać prywatnym konsultantem w tej sprawie. To jego droga do udowodnienia niewinności, ale i próba zemszczenia się na tych, którzy postanowili zmusić go do wyjścia z kryjówki w dość drastyczny sposób.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Pol'and'rock festival, czyli mieszkam w Polsce

Gdzieś mi umknęła notka z roku ubiegłego, więc ją przypominam - 2018polandrock-festiwal-czyli-jadymy
A jak było w tym roku?
Dużo wrażeń. I ciężko wrócić do pracy. A niby tam też byłem służbowo. Podobnie jak rok temu byliśmy na ASP z naszym namiotem, więc znowu nie było tyle czasu i możliwości na korzystanie ze wszystkiego co oferuje festiwal, ale to nie tylko same minusy, bo również doświadczenie wielu ciekawych rozmów, spotkań.
Czasem stawałem na tyłach naszego namiotu i przysłuchiwałem się spotkaniom z gośćmi w ramach dużego namiotu Akademii Sztuk Przepięknych. Ileż ciekawych spotkań. Od tych bardziej na luzie jak z Zamachowskim, po dużo poważniejsze jak z sędzią Tuleją, Smarzowskim, Nosowską, o. Wiśniewskim. Myślę sobie, że dla kogoś o poglądach prawicowych, zwolennika rządów PiS, może to wszystko brzmieć jak zgromadzenie polityczne ich przeciwników, ale w tych wszystkich spotkaniach naprawdę wybrzmiewała troska o Polskę, o jej przyszłość, o wspólnotę, a nie o stołki, jak się o tym słyszy w TVP. Owszem politycy się pojawiają, ale tym razem nie było ich oficjalnie, nie byli zapraszani. I pewnie każdy mógłby w ten sposób. Rozmawiać, a nie jedynie się kłócić i obrażać, rozmawiać inteligentnie. Spotkanie z Szymonem Hołownią pokazuje że można nawet nie zgadzając się z kimś, dyskutować na argumenty. I teraz pewnie książka pójdzie na stos do czytania, bo się boję sięgać po nią zbyt szybko. Jeszcze mnie przekona do weganizmu...