piątek, 14 marca 2014

Inferno - Dan Brown, czyli wstyd się przyznać do takich lektur?


Upycham notki gdzie się da, skoro więc licznik złapany to w tym miejscu szukajcie kilku słów o filmie Eragon. A skoro kilka dni temu pisałem pozytywnie o Ciszewskim, to dziś kontynuujmy literaturę lekką i rozrywkową. Dan Brown, który od dłuższego czasu okrzyknięty jest mistrzem tego gatunku i każda powieść zanim zostanie skończona już ma sprzeda prawa do ekranizacji, jak dla mnie jest przereklamowany i wciąż pisze to samo. Ale czy to znaczy, że przy lekturze człowiek się nudzi?

czwartek, 13 marca 2014

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni, czyli zostajesz z tym sam

Licznik złapany i leci dalej w niezłym tempie, nagroda przygotowana (dla osoby, która złapała go blisko 400 000), niedługo więc na miejscu tamtego konkursu pojawi się kolejna recenzja. Jest w czym wybierać :) To miłe gdy się siada bez specjalnej napinki na konkretny tekst, wieczorem przeglądasz listę rzeczy do napisania i decydujesz o czym masz ochotę coś wystukać. Dziś wieczorem zorganizowaliśmy sobie wypad do kina na Jacka Stronga (wreszcie), więc niedługo jakiś kącik polski muszę zrobić, bo kilka rzeczy czeka, ale na dziś, kontynuując wczorajszą notkę o ciekawym "Pozycja dziecka", znów kino rumuńskie.

I znów kino bardzo surowe, ascetyczne, ale wbijające w fotel. Szczególnie, że dotyka jeszcze niełatwego tematu.

środa, 12 marca 2014

Pozycja dziecka, czyli toksyczna miłość

Pewnie do wieczora licznik przekroczy 400 000, aż sam ciekaw jestem komu uda się to złapać i do kogo powędruje nagroda! Łapcie!
A ja na dziś mam dla Was notkę o zbliżającej się premierze (najbliższy piątek) filmu "Pozycja dziecka". Pewnie do upolowania głównie w kinach studyjnych, ale gorąco Was do seansu zachęcam! Nie tylko dlatego, że rzadko trafia się nam oglądać kino z Rumunii, ale dlatego że to seans cholernie dobry i zostaje w głowie na długo. W planach mam jeszcze do napisania notkę o innym filmie rumuńskim sprzed kilku lat: "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni", a oba zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że aż ciekaw jestem innych obrazów z tego kraju. Surowe, bardzo naturalistyczne kino społeczne. Coś, co tak naprawdę opowiadając o realiach i ludziach z tamtego kraju, jednocześnie jest bardzo uniwersalne, poruszające.

wtorek, 11 marca 2014

Wiatr - Marcin Ciszewski, czyli trzy, dwa, jeden, akcja!


Uwaga - dla zainteresowanych tą książką - można ją zdobyć w konkursie łapania licznika!

Po serii patriotyczno-militarnej (za którą polubiłem tego autora najbardziej), Marcin Ciszewski zabrał się za tworzenie thrillerów sensacyjno-politycznych i nabrał w tym takiej wprawy, że w tej chwili ma już rzeszę fanów, którzy wypatrują każdego kolejnego tytułu jak  deszczu na pustyni. Każda jego książka bowiem to lektura trzymająca w napięciu, ale starcza przecież raptem na dzień, dwa. A potem? Po takiej akcji i zawrotnym tempie, inne książki z tego gatunku jakoś mniej smakują.
Polski MacLean, Forsyth, Ludlum - czytelnicy prześcigają się w porównaniach, ale nie ma co się licytować co lepsze: nasze czy zachodnie. W tego typu powieściach liczy się to na ile czytelnik się wciągnie, na ile polubi bohaterów, będzie trzymał za nich kciuki, na ile tempo akcji nie pójdzie w stronę śmieszności i utraty prawdopodobieństwa. No i pomysł, bo przecież ile razy zdarzało nam się wzdychać: "to już było".

poniedziałek, 10 marca 2014

Anna Karenina, czyli brawa na stojąco. Ale tym razem oklaskujemy jedynie scenografię.

Przypominam o łapaniu licznika (patrz konkursy) i od razu przechodzę do kolejnej notki filmowej, bo kolejka rzeczy obejrzanych robi się coraz dłuższa.
Annę Kareninę przegapiłem w kinach i teraz trochę żałuję. Już dawno nie widziałem tak ciekawego w warstwie wizualnej obrazu. Co prawda to jeden z niewielu plusów tej ekranizacji, ale za to jaki smakowity!
Chodzi mi nawet nie tyle o stroje, o choreografię, choć i te zachwycają, ale o pomysł by spore fragmenty filmu pokazać na planie teatralnym. Te przejścia między kolejnymi scenami, rozmach i pomysłowość z jakimi to zrobiono! Naprawdę Joe Wright za to ma u mnie wielkie brawa!

T.Love - koncert dla Bartka, czyli cudowny dzień kobiet

Prezent dla żony się sprawdził :) I nie dość, że cudowna zabawa, to jeszcze radość, że się dołożyło malutką cegiełkę na dobry cel. Zbiórka dla Bartka Dzienkiewicza trwa, więc jeżeli traficie na jakieś imprezy, czy akcje, zachęcam do włączenia się do zbiórki.

Lata już nie byłem w Proximie, trochę się tam pozmieniało, ale uwielbiam atmosferę takich miejsc gdzie można podejść pod samą scenę. Koncert rockowy z miejscami siedzącymi? To już nie to samo...
Fantastyczna atmosfera - dużo ludzi w wieku "mocno średnim", więc nie czuliśmy się jakoś wyjątkowo. I od pierwszych chwil (mimo trochę kiepsko ustawionego nagłośnienia), świetny kontakt z publiką. 

Nic się nie dzieje przypadkowo
Chociaż tak często w to wątpiłem

sobota, 8 marca 2014

Chaszcze - Jan Grzegorczyk, czyli nie poddać się rezygnacji

Ostatnio seria notek filmowych, ale mimo że ich sporo jeszcze czeka, nie mogę narobić sobie podobnych zaległości z pisaniem o książkach. A jutro pewnie relacja z dzisiejszego koncertu...
Grzegorczyka polubiłem za książki o księdzu Groserze. Jakoś bardzo mi spodobał się ten klimat "normalnego życia", bohaterów podobnych do tych, których spotykamy na ulicach, a nie jakichś ideałów, jak z telenoweli. Tyle, że trylogia już za mną, pozostało mi więc sprawdzanie czy inne powieści tego autora mają podobny klimat.

piątek, 7 marca 2014

Tylko kochankowie przeżyją, czyli o wampirach trochę inaczej


Dziś premiera, zabieram się więc za notkę, która prawie miesiąc czekała na swoją kolej. Ufff...
Na gorąco po seansie pisałem  siebie o muzyce z tego filmu, bo ona zrobiła na mnie chyba największe wrażenie. Do dziś wracam do niej z przyjemnością i pewnie między innymi dla niej, z przyjemnością pójdę jeszcze raz do kina.
A tak nie lubię filmów "wampirycznych". Chyba moje nastawienie wynikało głównie z tych wszystkich romansowo-nastolatkowych dziwadeł. Ale Jarmush gdy opowiada o wampirach robi to zupełnie w innym stylu.

czwartek, 6 marca 2014

Eragon, czyli tylko smok się udał. I Łap licznik!

Książka 15-latka była u nas dość popularna, narobiła zamieszania i sporo osób zainwestowało by mieć na półkach całą trylogię. Skoro za granicą było podobnie, nic dziwnego, że po sukcesach HP i Władcy Pierścieni, wyczuwając modę na fantasy, ktoś pokusił się o ekranizację.
Szkoda tylko, że nie czuje się zainwestowanego budżetu, a z samej historii trochę wieje nudą. Jakieś to wszystko prowizoryczne...
Tylko smok wyszedł im ładnie, ale i tak nie przebije "Ostatniego smoka". Ba, tego animowanego z "Jak wytresować smoka" też nie przebije. Bo to drodzy twórcy nie tylko kwestia wyglądu, ale i charakteru. A smoczyca Saphira jest po prostu nudna...

wtorek, 4 marca 2014

Złodziejka książek, czyli jak to przenieść na ekran?

I druga rzecz w miarę świeża i trochę wkurzająca gdy zaczynamy porównywać książkę i film. O powieści już pisałem pora na ekranizację.
Druga wojna światowa widziana oczyma młodziutkiej dziewczyny z Niemiec i opowieść przepełniona dziwnym klimatem (narratorem jest śmierć), słowami i rysunkami - jak to przenieść na ekran?
No więc od razu powiedzmy, że cholernie trudno i udało się średnio. Obojętnie więc czy już widzieliście film, czy jeszcze nie, namawiam przede wszystkim na poznanie książki! Wszystko wtedy nabiera zupełnie innych barw, klimatu, głębi i z tej wydawało by się sentymentalnej historii nastolatki, która trafia do nowej rodziny i próbuje się tam zaaklimatyzować, jej dojrzewania, odkrywania przyjaźni, obrazów wojny i życia "normalnych Niemców", wychodzimy jacyś uśmiechnięci, poruszeni, wrażliwsi. Nie da się ukryć, że film może wzruszać (oglądałem z koleżankami z pracy), ale dopiero w zestawieniu z książką odkrywa się drugie dno całej opowieści.
photo.title

poniedziałek, 3 marca 2014

American Hustle, czyli każdy kłamie

Chyba po Złotych Globach wszyscy spodziewali się, że Oscary sypną się i przy Oscarach, a tu cicho... I może dobrze? Nie ukrywam, że mocno wkurzył mnie ten film. Nie dziwcie się - po przeczytaniu powieści (o której pisałem tu) też będziecie się łapać za głowę. Ja rozumiem, że reżyser ma prawo pozmieniać sobie historię tak jak chce, ale w takim razie może niech się nie powołuje na książkę jako źródło inspiracji do scenariusza? Inaczej rozłożone akcenty, główny bohater trochę przesunięty na bok, żeby zrobić miejsce innym postaciom. Ale to wszystko bym jeszcze wybaczył. Najgorsze jednak jest to, że zmieniono zupełnie zakończenie historii (przypomnijmy ona jest oparta na faktach) i przez to zupełnie inny jest odbiór całości. Zamiast ciekawej historii o chyba największym przekręcie w historii FBI, tajnej operacji, która przywróciła im dobre imię, doprowadziła do wyroków dla sporej gromadki wysoko postawionych osób (w tym kongresmenów), otrzymujemy raczej dramat obyczajowy, ciekawy i klimatyczny obrazek z lat 70-tych. Cała afera pokazana jest nie tyle jako sukces służb federalnych, które zaufały oszustowi i dzięki niemu w świetnej akcji złowiły grube ryby, ale jako dziwna przepychanka i jedna wielka hucpa, w której każdy kręci jakieś własne lody...
A teraz jak już trochę dałem upust emocjom, przejdźmy do oceny samego filmu.

niedziela, 2 marca 2014

Zabójczy księżyc - N.K. Jemisin, czyli mieszanka mitologii i psychologii


Na początek odrobina porządków: sorry za dziwny post z dnia dzisiejszego - to miał być szkic, żeby nie zapomnieć napisać o serialu "Detektyw". Na dniach zaktualizuję listę obejrzanych filmów, ale ponieważ to właśnie wśród notek filmowych mam największe zaległości nie zdziwcie się, jeżeli wciąż będą one dominować na blogu. Zwłaszcza, że wkrótce impreza Wiosna filmów w kinie Praha i znów wpadnie pewnie sporo ciekawych tytułów. Z zaległości zapowiadam m.in. notki o "Polowaniu" (trzymam kciuki przy Oscarach), "Złodziejce książek", "American Hustle", "Pod mocnym aniołem"... 
Aha i na miejsce zakończonego konkursu pojawiły się dwa nowe wpisy - zajrzyjcie koniecznie:
A dziś o książce. Od razu się przyznam, że jeżeli chodzi o SF i fantasy, to jestem strasznie do tyłu - uwielbiam sięgać do klasyki, ale kompletnie nie nadążam za modami i nowościami. Zresztą jest tego tyle, że trudno połapać się we wszystkich sagach, cyklach, seriach. Powiedzmy, że zatrzymałem się na etapie Achai. No i Uniwersum Metro 2033 też znam. Ale co mi szkodzi poeksperymentować gdy jest możliwość, prawda? Kręcąc więc nosem na jak zwykle przesadzone reklamy w stylu: "cykl, który w zgodnej opinii krytyków i czytelników tchnął nowe życie w nieco już skostniały gatunek fantasy" i z pewną dozą nieśmiałości sięgam po "Zabójczy księżyc".

sobota, 1 marca 2014

Buntownik z wyboru, czyli zrób krok do przodu. I wyniki rozdawajki.

Po raz kolejny wracam do filmów sprzed dekady, albo i więcej, po to by sobie je przypomnieć i sprawdzić czy uda się powtórzyć emocje jakie wtedy mi towarzyszyły przy ich oglądaniu. Są przecież obrazy, które ewidentnie blakną z wiekiem, przyćmione kolejnymi produkcjami. Buntownik jednak świetnie się broni - zarówno aktorsko, jak i w warstwie scenariusza. Ograny motyw uczeń-mentor tu podany został w sposób ciekawy i nie nachalny. W dodatku poważne treści nie są jakoś bardzo dołujące, obrazowi nie brak lekkości i olbrzymiej dawki optymizmu. Taaaak. Naprawdę fajna rzecz, do której wraca się z przyjemnością. I aż żal, że chyba tylko 2 statuetki, bo przecież Titanic lepszym filmem nie jest (co najwyżej bardziej widowiskowym).