Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
poniedziałek, 25 stycznia 2021
Granatowy 44 - Grzegorz Kalinowski, czyli glina wśród żołnierzy
niedziela, 24 stycznia 2021
Paczka z Bondem, czyli Człowiek ze złotym pistoletem, Szpieg który mnie kochał, Moonraker oraz Tylko dla twoich oczu
Ale po kolei.
"Człowiek ze złotym pistoletem" - polowanie na płatnego mordercę i to wbrew woli swoich przełożonych. Ten motyw - Bond weź sobie urlop bo mamy dość twoich obsesji i awantur, będzie jeszcze powtarzał. Nie zabraknie też broni masowego rażenia (tym razem energia słoneczna), która zagraża światu wymyślanej przez szalonych naukowców. Ogląda się to nieźle, choć chwilami mam wrażenie, że już niektóre sceny się dłużyły. Element surrealistyczny wprowadza pomocnik czarnego charakteru o bardzo niskim wzroście i azjatyckim pochodzeniu. Tu chyba zacznie się finałowe rozgrywanie ostatecznych ataków, gdy Bond już jest w łóżku z jakąś pięknością.
Co zabawne, coraz częściej pojawiać się będą motywy z innych filmów tu np. z Fantomasa, potem oczywiście Gwiezdne Wojny, powróci też szeryf niedorajda rodem z "Mistrza kierownicy". Wszystko co widzowie kojarzą może się przydać i sprawić, by przygody agenta 007 były ciekawsze.
sobota, 23 stycznia 2021
Tak naprawdę mam na imię Hanna - Tara Lynn Masih, czyli przeżyć mimo wszystko
Moda na literaturę wojenną/obozową, pisaną tak jak najlepsze łzawe melodramaty trwa u nas w najlepsze. I choć raczej unikam tego typu książek, przedkładając ponad nie literaturę faktu, nie przeczę że to dobry sposób na to, by przybliżyć jakieś wydarzenia i ich tragiczny wymiar dla jednostek, które wtedy żyły. Są zalety i są wady takich powieści. Można oczywiście zarzucić, że to historie nie autentyczne, bo przecież pisane, często maszynowo przez współczesnych autorów, nie zawsze jednak spisane przeżycia świadków są dobrym materiałem do czytania - rzadko kiedy są tam dialogi, uczucia, a codzienność przeplata się z tragedią. Pisarz zbiera tego typu historie i z nich wybiera to co my wydaje się najciekawsze, budując z wielu, jakąś jedną opowieść. I tak jest i tym razem. Zaciekawiło mnie to, że akcja umiejscowiona jest na terenach obecnej Ukrainy, a więc terenów, które kilkukrotnie przechodziły z rąk do rąk i gdzie waśnie etniczne wybuchły szczególnie intensywnie.
Tacy właśnie jesteśmy, czyli poszukiwanie siebie
To jeden z tych serial, które zaczynasz oglądać, może przypadkowo, czekasz na to, że strzelba wisząca na ścianie wypali, a potem mimo że to się nie dzieje, i tak oglądasz do końca, trochę zaskoczony, ale i zaciekawiony. W sumie dopiero po kilku odcinkach zacząłem grzebać szukając informacji i znajdując nazwisko reżysera i scenarzysty, czyli Luca Guadagnino (to ten od Tamte dni, tamte noce), przestając się dziwić czemu tak dużo w tym serialu wątków homoseksualnych. I nie chodzi tu, jak niektórzy twierdzą o nachalną promocję, a raczej o pewnego rodzaju wrażliwość, może empatię i znajomość środowiska. W końcu opowiadamy zwykle o czymś co znamy, wtedy wychodzi to najlepiej.
I choć "Tacy właśnie jesteśmy" może wydawać się mało intrygujący, bez intrygi, rozciągnięty, chwilami jakby zawieszony w czasie, to nie brakuje w nim intrygujących scen i postaci. Przyjaźń, dojrzewanie, poszukiwanie akceptacji, bunt i niełatwe sytuacje domowe, a do tego dodajcie ciekawe tło - amerykańską bazę wojskową we Włoszech.
czwartek, 21 stycznia 2021
Czy coś nam zagraża, czyli Doktor Sen, Klub Literatury Pięknej i Eksperyment Belko
Kolejna paczka filmowa, jeden tytuł bardziej znany i dwa pewnie dużo mniej. Bo przecież nie tylko głośnymi tytułami człowiek żyje.
Doktor Sen zasługuje jednak na uwagę, nie tylko ze względu na reklamę i na nazwisko Kinga na plakatach. To jedna z ciekawszych ekranizacji powieści mistrza grozy od wielu lat. Na pewno docenią ją bardziej ci którzy znają wersję filmową "Lśnienia", bo nawiązań do filmu Kubricka tu sporo - od postaci, aż po konkretne sceny. Fabularnie to kontynuacja, ale nie do końca oczywista - może raczej wyjaśniająca pewne rzeczy, rozbudowująca pewne zagadnienia. Co to znaczy mieć dar, który pozwala na dostrzeganie innej rzeczywistości? Dla Dana Torrance'a (Ewan McGregor) trauma sprzed wielu lat ciągnie się przez całe życie i długo nie potrafił poradzić sobie z nękającymi go koszmarami. Uciekał w alkohol i dopiero niedawno udało mu się trochę pozbierać. Wszystko co jednak otwiera go na tamten świat, trochę go przeraża, niechętnie myśli o tym, by wykorzystywać swoje umiejętności. Przełamuje się dopiero gdy czuje, że bez jego pomocy kolejnemu dziecku grozi coś strasznego. Choć się boi - musi się przełamać.
środa, 20 stycznia 2021
Miała umrzeć - Ewa Przydryga, czyli smutek i wściekłość
Pozostańmy jeszcze przez chwilę w klimatach kryminalnych i pełnych napięcia, dziś książka, a jutro paczka z filmami. I przy okazji na listę autorek polskich dopisuję sobie kolejne nazwisko do sprawdzania - przegapiłem debiut Ewy Przydrygi, a widzę, że warto polować na jej powieści. "Miała umrzeć" to wciągający thriller psychologiczny, niebanalna zagadka do rozwiązania i choć końcówka trochę mnie zawiodła, to muszę przyznać, że rozczarowania nie było. Czasem zagraniczne "bestsellery" dawały dużo mniej frajdy :)
wtorek, 19 stycznia 2021
Trylogia Dolina Baztán na ekranie, czyli Niewidzialny strażnik, Świadectwo kości, Ofiara dla burzy
W thrillerach i kryminałach mam wrażenie, że rzadko kiedy udaje się na ekranie przenieść to napięcie i ciekawość jakie towarzyszą nam przy lekturze, ostrzę więc sobie zęby na książki, bo filmy wyszły prawdę mówiąc średnio. Ponieważ jednak z "Ciszą Białego Miasta" wyszło podobnie, czuję, że literacka historia może być jedynie lepsza.
To ciekawe, bo przecież klimatyczne miasteczka Kraju Basków, zabytki, ciekawe i trochę dzikie tereny górskie, powinny ubarwiać film, sprawiać, że się jeszcze bardziej zapragnie te miejsca odwiedzać.
Może to jednak specyfika powieści Dolores Redondo, którą próbowano przenieść na ekran, ale te miejscówki niewiele mają w sobie uroku - jest deszczowo, ciemno i ponuro. W książkach te lasy, miasteczka w deszczu i drogi, na których musisz uważać żeby nie zwalić się w przepaść może i stanowią część klimatu i tajemnicy, na ekranie niestety raczej sprawiają dość smutne wrażenie.
Nie będę pisał o każdym z filmów z osobna, bo one stanowią pewien cykl, łączą je postacie, historia głównej bohaterki, która powoli się przed nami odsłania, sekrety rodzinne, które mają tu spore znaczenie. A pisząc o każdym z nich, musiałbym po prostu skupiać się na każdej z historii, ze śledztw, być może zdradzając zbyt wiele szczegółów. Na pewno warto oglądać je w kolejności, bo postać bohaterki się rozwija i pewne wątki powracają, są rozbudowywane. To nie jest kwestia złapania konkretnego mordercy, wyjaśnienia jakiejś zagadki, bo całość wyjaśnia się dopiero na sam koniec trzeciego filmu.
Kształt serca - Dolores Redondo, czyli ci którzy cudem przeżyli
poniedziałek, 18 stycznia 2021
Paczka ze zbrodnią, czyli Dochodzenie, Detektyw Areta, Bez śladu
Na jutro przekładam dwie notki na temat Dolores Redondo, ale ponieważ nazbierało mi się sporo filmów, znowu chcę zaproponować Wam kilka paczuszek. Może wypatrzycie coś dla siebie? Zwykle te najciekawsze znajdują się w osobnych notkach, ale kto wie...
DeNiro - choćby dla niego warto obejrzeć "Dochodzenie" choć ten film więcej ma w sobie z dramatu, niż z kryminału. To historia ojca, niezłego gliniarza, który zmuszony jest skonfrontować się ze swoimi błędami z przeszłości. Gdy rozstawał się z żoną, wygodniej mu było zacząć od nowa, nie chciał walczyć o prawo do widywania syna, a teraz po latach musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy to nie był błąd, który dużo chłopaka kosztował.
O dwa morderstwa, w tym jedno policjanta na służbie i kolegi głównego bohatera, podejrzewany jest jego własny syn. Przez lata staczał się na dno, uciekał z domu, a dziś w przyćmionym narkotykami umyśle jest zaledwie cień dzieciaka, który miał jakieś marzenia i tęsknoty.
niedziela, 17 stycznia 2021
Przybysz, czyli wyśpiewać smutek, strach, nadzieję i tęsknotę
Teatr. W tęsknocie za spotkaniami na żywo, na razie pozostaje namiastka, czyli to co w sieci. Wśród ostatnich odkryć - spektakle Teatru Collegium Nobilium, czyli studentów warszawskiej Akademii Teatralnej. Zawsze mam sporą przyjemność oglądania tych młodych ludzi, z radością potem wyłapując niektóre twarze (bo do nazwisk nie zawsze mam pamięć) w tv czy teatrze. W sieci wrzucanych na dniach jest jeszcze kilka ich nowych spektakli, a wszystkie z elementami muzycznymi, więc macie jeszcze dodatkową frajdę jeżeli lubicie musicale - kto wie może ci młodzi ludzie dadzą się nam poznać lepiej również od tej strony w przyszłości?
Na początek "Przybysz". I nie przypadkowo. Komiks, który zainspirował do stworzenia tego spektaklu to chyba jedna z ukochanych historii obrazkowych (pisałem o nim dawno temu, ale w zakładce z przeczytanymi znajdziecie to bez trud, autorem jest Shan Tan). Byłem bardzo ciekawy jak też uda się to przenieść na język sceny. Oczywiście nie wszystkie elementy są identyczne, tam brak tekstu, niesamowita kreska, fantastyczne, trochę odrealnione wizje trudno oddać nawet w scenografii, trzeba więc było znaleźć na to jakiś pomysł. I mam wrażenie, że się udało. Wojciech Kościelniak ma duże doświadczenie z wystawianiem musicali, tym razem jednak, trochę ze względu też na niewielkie rozmiary sceny, postawił na minimalizm.
sobota, 16 stycznia 2021
Ludzi równie surowi jak i kraj, czyli Biały, biały dzień i Daleko od Reykjaviku

Islandia nieodmiennie fascynuje. I ja się też łapię na ten trend. Gdy widzę, że mogę w programie tv upolować jakieś kino z tego kraju, na pewno tego nie przegapię. Choć nie ukrywam, że mając w pamięci "Zimowych braci", to kolejnego obrazu Pálmasona trochę się bałem.
"Biały, biały dzień" jest jednak dużo bardziej przystępny. Choć surowość narracji i obrazów jest podobna, sama historia jest po prostu dużo bardziej czytelna, zrozumiała.
Bez reszty - Wojtek Miłoszewski, czyli pieniądze to nie wszystko?
"Kastor" Wojtka Miłoszewskiego podobał mi się na tyle, że przy drugim tomie postanowiłem zbyt długo nie odkładać czytania na później. I wiecie co? Miałem rację - kontynuacja kryminalnego cyklu o komisarzu Kastorze Grudzińskim jest nawet lepsza niż pierwsza część. Przełom lat 80 i 90 w Polsce to czas ogromnych zmian, a obserwując je okiem policjanta jeszcze wyraźniej odczuwa się frustrację pewnych grup, a determinację innych. To już nie są w miarę przewidywalne i rozpracowane grupy, z którymi mundurowi prowadzili grę, ale wojna, w której już nie mogą liczyć na szacunek ani litość. Amfetamina, porwania dzieci, wymuszenia haraczy - to działania mafii, która ma mocne plecy, czasem nawet chroniona jest przez policjantów, którzy wolą łatwy pieniądz, niż biedowanie za pensję i narażanie życia.
Kastor jest inny. Gdy bierze kogoś na celownik nie popuści. I nawet szansa na odbudowanie związku nie jest ważniejsza dla niego od pracy. Na początku motywowany zemstą za zabójstwo kolegi, ale potem nakręcony też przez chęć ratowania dzieciaków porywanych dla okupu, chwyta się czasem metod na pograniczu prawa - tu liczy się skuteczność, a nie przepisy.
piątek, 15 stycznia 2021
Od nowa, czyli kłamstwa, maski i zbrodnia
No tak - trzeba powiedzieć skąd ten trup. Ano historia stara jak świat - małżeństwo, w którym on zdradza i okłamuje żonę i staje się pierwszym podejrzanym o morderstwo gdy ginie jego kochanka, jak się okazuje również matka jego dziecka. A mimo to, żona stara się dać mu kolejną szansę, broni go, inwestuje pieniądze w najlepszego obrońcę. Bo jak twierdzi zna go na tyle, by wierzyć w to, że jest dobrym człowiekiem. A więc kto? Może jednak mąż tamtej kobiety, który miał się dowiedzieć o dziecku? Rozpoczyna się proces, a my wciąż jako widzowie dostajemy mylne sygnały, które mają zasiać w nas wątpliwość w sytuacji gdy jesteśmy już pewni odpowiedzi na pytanie: kto zabił.







