środa, 29 lutego 2012

Spektakl Skarpetki, opus 124 czyli teatr telewizji i trema

fot. Teatr Współczesny
O rozdawajce na dole!
Kolejne spotkanie z teatrem telewizji na żywo :) i podobnie jak przy Boskiej - ogromna przyjemność obcowania ze wspanialymi aktorami, dobrym i technicznie dopracowanym programem (8 kamer, fajne przejścia między kolejnymi scenami, w przerwie wywiady z aktorami Teatru Współczesnego). Ogromna przyjemność. Nawet jeżeli człowiek wyłapuje drobne wpadki, zawieszenie głosu... Jak widać nawet najlepsi moga mieć tremę gdy grają na żywo przed milionową publicznością. Na pewno żal, że nie widzi się tego samemu w teatrze, ale w telewizji jaka to frajfa gdy widzisz twarz aktora z bliska, z jego mimiką, zmarszczkami - ileż w tych dialogach i scenkach życia...

wtorek, 28 lutego 2012

Stosik nr 9 i kolejna rozdawajka czyli świętujemy

Jak już wspomniałem wczoraj blog zanotował już ponad 50 tysięcy odwiedzin, więc postanowiłem zrobić dla Was (a szczególnie dla tych, którzy zaglądają do mnie regularnie) kolejną zabawę i rozdawajkę z przyjemnymi niespodziankami. A będzie to wyglądało następująco: przez pięć najbliższych dni codziennie gdzieś w notce będzie wplecione małe zadanie, dzięki któremu możecie zwiększyć swoją szansę na wygraną. 5 dni, 5 prezentów, ale wygrany będzie tylko jeden. Poniżej macie pierwsze "zadanie", kolejne będą wygląda podobnie. Jeżeli pojawicie się z komentarzem w jednym dniu i jednym miejscu - macie jedną szansę, ale jeżeli pojawicie się w ciągu najbliższego tygodnia we wszystkich wskazanych przeze mnie miejscach ze swoimi komentarzami macie wtedy aż 5 szans na wylosowanie pakietu. Wszystko jasne? 
No to pierwsze zadanie - proszę odnaleźć na moim blogu pewną notatkę i zostawić tam swój komentarz (wystarczy chcę, choć jak napiszecie oprócz tego coś w temacie będzie mi miło). Słowa klucze: MdM, podróże. Wchodząc na tę notatkę jednocześnie odkryjecie pierwszy prezent.

Ale radości więcej. Nie tylko to, że udaje mi się dotrzymać tempa jednej notki dziennie i jeszcze ktoś zagląda by to czytać. Radością są kolejne zdobycze, którymi chcę z Wami się podzielić. Poniżej znajdziecie stosik :)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Wstyd czyli Oscary, a kontrowersje

Nie, moi drodzy wcale nie zamierzam pisać o nagrodach (bo te były przewidywalne w tym roku wyjątkowo), ale o jednym z filmów nominowanych, które zdobywały inne nagrody a tu nawet na nominację liczyć nie mogły. Trochę ze względu na temat (wyobrażam sobie jak to raczej konserwatywne gremium wpatruje się z zachwytem w faceta, który bez żenady paraduje nago), ale też ze względu na estetykę tego filmu. Pamiętacie Głód - pierwszy film Steve'a McQueena, który opisywałem w notatniku? Ten nie ustępuje mu odważnymi zdjęciami, klimatem, ale i tym jak działa na ludzi. Seans,wobec którego trudno pozostać obojętnym, choć w kategoriach estetycznych wiele osób oba te filmy może odrzucić. Co jest przyjemnego w oglądaniu faceta umierającego? A co jest przyjemnego w oglądaniu seksoholika? Celebrowane sceny i zdjęcia, które nijak nie zmieniają biegu wydarzeń, akcja ma tu czasem drugorzędne znaczenie, a to co jest tu istotą to wejście w psychikę bohatera.

niedziela, 26 lutego 2012

Śmierć pięknych saren czyli o tym razem o filmie i rozwiązanie rozdawajki po czesku

Gdybym wcześniej nie czytał powieści pewnie bym trochę inaczej podszedł do tego filmu, a tak... Wciąz w głowie tamten młodziutki Ota, który opowiada o swym Tacie - trochę sentymentalnie, trochę zabawnie, z dumą, z tęsknotą za czasami, które nie wrócą, z nostalgią i wzruszeniem... Ota, który opowiada o ojcu w pewien sposób opowiada nam tez o sobie - czemu jest właśnie taki jaki jest. łączy ich przecież nie tylko miłość do ryb i pogoń za tym szczęściem jakie daje wyjątkowo udany połów. A film? Ano  praktycznie zniknął nam z pola widzenia ten młody chłopak, który podziwia ojca, ale też potrafi na niego spojrzeć poprzez różne lepsze i gorsze chwile przez jakie przechodziła rodzina.
Tu w centrum jest tylko ojciec - robi się więc zabawnie (powybierane co smaczniejsze wątki z przedwojennych perypetii np. zawodowych), chwilami gorzko (okupacja), ale w porównaniu do ksiązki film sporo traci tego uroku i klimatu. Nawet ryby jakieś tu mniej żywe i fascynujące :)

sobota, 25 lutego 2012

Hugo i jego wynalazek czyli musisz mieć w życiu cel

No i proszę, okazuje się, że dzieci mogą już same iść do kina, a ja w tym czasie nie tylko oszczędzam kasę, ale i czas :) Alvin i wiewiórki to bynajmniej nie jest coś co bym chciał oglądać... A dziś tuż przed rozdaniem Oscarów o kolejnym nominowanym. Hugo to może nie jest film wybitny, ale ze względu na hołd jaki oddaje początkom kina, a konkretnie fantaście Georges Meliesowi ja jestem nastawiony do niego bardzo na tak - nie wiem na ile to będzie atrakcyjny obraz dla dzieci, ale dla nas dorosłych to w pewien sposób powrót do dzieciństwa, do dobrych przygodówek i do magii kina. Co z tego, że już wyrośliśmy ze złudzeń? Postarajmy się dać się ponieść temu obrazowi, a nie analizujmy go rozbierając na czynniki pierwsze. Dla mnie to była duża przyjemność - choć od razu muszę przyznać, że dużo ciekawsza była dla mnie druga godzina filmu gdy już pojawił się wątek Meliesa.
Tych, którzy marudzili na Artyście, że przywołuje pamięć o najmniej wartościowych obrazach kina niemego ta postać powinna usatysfakcjonować. To geniusz, który w czasach gdy kino dopiero powstawało miał odwagę by przenosić na ekran nawet najbardziej fantastyczne pomysły i sceny niczym ze snów? Kosmos? Proszę bardzo... Co tylko zechcecie i to wszystko 100 lat temu. Chciałbym poczuć kiedyś choć namiastkę tych emocji jakie towarzyszyły widzom jego dzieł - dziś może śmieszą, ale co czuli ludzie widząc je po raz pierwszy... Ech do tego podkład muzyczny na żywo i po prostu mamy magię, która jest 100 razy ciekawsza niż 3D i pogoń za efektami specjalnymi. Dzięki Panie Scorsese za przypomnienie tej postaci!

piątek, 24 lutego 2012

Wierna kopia albo Zapiski z Toskanii czyli miłość jak wino

Uffff wróciłem do domu :) Zmęczony, ale przede mną weekend więc może trochę odsapnę. Powrót wariacki - po raz pierwszy w życiu zostałem złapany na suszarkę i tylko mały cud sprawił, że miły policjant usłyszawszy gdzie pracuję darował mi 300 złotych mandatu i 6 punktów... Sam byłem zaskoczony... W domciu okazało się, że dzieci nieobecność przeżyły (przynajmniej na razie nie odkryłem śladów żadnej katastrofy), a na dodatek powrót do domu okrasiły mi wręczeniem dwóch paczek odebranych od listonosza. Kolejne 5 książek - chyba znowu będzie czas żeby podzielić się jakimś stosem... Ale to już jutro. A dziś na szybko zanim padnę jeszcze parę słów o filmie znanego reżysera irańskiego Abbasa Kiarostamiego, który znany jest pod dwoma tytułami - Wierna kopia, albo też Zapiski z Toskanii.

czwartek, 23 lutego 2012

Strasznie głośno, niesamowicie blisko czyli każdy nosi ciężar

Wśród tegorocznych nominowanych do Oscara aż 3 filmy, które spokojnie można kwalifikować do oglądania razem z dziećmi - ciekawe, nie (fakt, że starszymi, ale jednak). Bo albo są do nich kierowane (Czas wojny), albo są opowiadane z ich perspektywy, dużo jest elementów, które są rodem z kina familijnego. Ten choć opowiada o poważnych sprawach tak naprawdę ma w sobie dużo dziecięcej wrażliwości i również może być spokojnie pokazywany nastolatkom. Dziwny to film, bo łączy w sobie wiele tematów. Dla kogoś to będzie dramat o trudności w przyjęciu do świadomości śmierci ojca (który ginie w World Trade Center 11 września), dla kogoś narodowa terapia Amerykanów jak to czas leczy ból i rany po wielkiej tragedii (jesteśmy silniejsi niż ci co nas chcą skrzywdzić), a dla innych na poły magiczna baśń o dziecięcej wyobraźni i dorastaniu. Główny bohater - chłopak (no właśnie autyzm czy zespół Aspergera?) jak to ładnie jego tata nazwał jest ponadnormalnie inteligentny i z tego powodu nie potrafi żyć "normalnie" tak koncentruje na sobie uwagę, że wszystkie inne wydarzenia idą trochę niepamięć. To co pozostaje w głowie to różne zabawne scenki i monologi chłopca. Czy o to chodziło twórcom? Chyba nie.

Okno na podwórze czyli każdy ma w sobie coś z podglądacza

Oczy się już trochę kleją ze zmęczenia, ale wolę sobie posiedzieć dłużej niż potem mam się przewracać z boku na bok. Zacząłem oglądać "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" i kusi by obejrzeć do końca. A więc szybka notka na dziś. Tym razem coś z klasyki. Alfreda Hitchcock mistrzem był - chyba nikt nie zaprzeczy. Rzeczy robione przez niego odmieniły kino i do dziś mogą być szkołą dla innych. A czy dlatego, że to rzeczy "rozrywkowe" to znaczy, że mniej wartościowe? Film ma sprawiać przyjemność, wstrząsnąć, pozostać w pamięci, trzymać w napięciu. Jego filmy spokojnie spełniają przynajmniej jedno z tych kryteriów :) Pewnie do jego filmów jeszcze wrócę, bo to spora przyjemność patrzeć jak bez środków, którymi dysponuje kino dziś - te 50 lat temu robiono filmy równie ciekawe i przykuwające uwagę. W sumie liczy się dobra historia i pomysł. A ten tu jest.

wtorek, 21 lutego 2012

Kolejny rok czyli szczęście w prostej codzienności

Dzień bez czegoś kulturalnegojakiś mało wartościowy. A dziś mimo zmęczenia i nawału spraw słuzbowych na szczęście i trochę przyjemności kulturalnych się udało wcisnąć... Skończyłem lekturę cholernie mocnego "Requiem dla snu" (kochani niedługo pójdzie w Wasze ręce), a w ramach naszego DKK na Ochocie mieliśmy zorganizowane spotkanie ze Sławomirem Koprem. Wrażenia wkrótce, a na dziś zanim padnę jeszcze szybka notka o jednym z filmów obejrzanych w ubiegłym tygodniu. "Wzięło" mnie na Mike'a Leigh.  Na początek "Kolejny rok", w kolejce następne. Duzo mam takich pomysłów, aby poznać jakiegoś twórcę lepiej, przypomnieć sobie, ale potem brakuje mi konsekwencji, bo pojawiają się nowe, bardziej kuszące rzeczy... Ech ten mój słomiany zapał.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Włoskie szpilki - Magdalena Tulli czyli szarzy ludzie w szarym kraju

Cienka książeczka, a wrażeń i różnych refleksji niczym po wielkim tomiszczu. Lektura, która i smakuje i drażni jednocześnie. Napisane świetnym językiem, barwnie, pomysłowo o sprawach nie ukrywajmy niełatwych, bo dotyczy to trudnej przeszłości, bolesnych wydarzeń. Mamy i holocaust, i życie w rzeczywistości polski powojennej i wydarzenia roku 1968. Czuje się, że sporo tu wątków autobiograficznych, a jeżeli się mylę to tym bardziej chapeau bas ode mnie za stworzenie czegoś stwarzającego wrażenie bardzo osobistego.
Kilka krótkich opowiadań, bardzo luźno ze sobą powiązanych (pochodzenie rodziców, wszystkie pisane są z punktu widzenia dziecka). Całość niewiele ponad 100 stron, a przyjemność ogromna.    

sobota, 18 lutego 2012

Gówno się pali - Petr Sabach czyli parę słów o książce i czeski konkurs

No to na szybko, bo sobota na sprzątanie, więc czasu mało. Kończąc na razie kilkudniowy cykl z kulturą czeską czyli Gottland, Mamas&Papas i Opowieści o zwyczajnym szaleństwie (ale wrócę do Czechów za czas jakiś obiecuję!) chcę Wam zaproponować małą rozdawajkę.
Do wygrania dwie książki:
i
Gówno się pali - Petra Sabacha - poniżej szczegóły, a teraz parę słów o tej drugiej pozycji. Zachęcił mnie do tej lektury Mariusz Szczygieł, który mocno się nią zachwycał na swoim blogu, na rynku jest to rzecz nowa i chyba trudno dostępna, a prywatnie Wam powiem coś jeszcze... Jeżeli niedawno przeze mnie wspominany "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" jest reklamowany jako najzabawniejsza powieść jaką ktoś czytał w życiu to moim zdaniem nie czytał jeszcze Sabacha :) Tam się uśmiechałem, a tu śmiałem się prawie w głos.

piątek, 17 lutego 2012

Opowieści o zwyczajnym szaleństwie czyli nawet tytułu notki nie wymyślę równie zakręconego jak ten film

Drugi czeski film i notka dzień po dniu i już mogę zapowiedzieć na jutro ciąg dalszy cyklu "czeskiego" i przy okazji mały konkurs. A w nim do wygrania dwie kniżki. Zastanawiam się tylko czy dać dwie jednej osobie, czy podzielić to dla dwóch osób. A na dziś film Petra Zelenki - lubię go choćby za Rok Diabła, ale po obejrzeniu Opowieści mam coraz większą ochotę odświeżyć sobie inne jego rzeczy np. Samotnych czy Guzikowców... Pewnie za czas jakiś znowu spodziewajcie sie cyklu czeskiego na blogu.
To połączenie dziwnego humoru, pewnej nostalgii i dystansu wobec problemów tego świata na pewno nie każdemu podpasuje. Ale ci którzy raz pokochają tego typu wrażliwość będą do obrazów takich jak "Opowieści..." wracać jako do "kultowych", delektować się muzyką, poszczególnymi scenami.

czwartek, 16 lutego 2012

Mamas & Papas czyli 2+...

Ostatnio jakoś mniej filmów rosyjskich mi się trafia, a więcej czeskich. A ponieważ dawno nie oglądałem stamtąd nowszych rzeczy to chętnie sięgam. Dwie kolejne notki więc o kinie czeskim. Na początek niełatwy dramat o radościach i trudach rodzicielstwa.
Utrata dziecka, staranie się o dziecko, dylematy tych, którzy oczekują, obawy, radości, frustracje, miłość, wsparcie, ale i zdrada czy wycofywanie się. To cztery przeplatające się historie, lekko ze sobą połączone postaciami (np. dwóch braci, reszta też mija się w szpitalu, sklepie).