Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mike Leigh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mike Leigh. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Nadzy, czyli czy jest jeszcze przyszłość?

Kolejny film Mike'a Leigh zaliczony, ale tym razem seans trochę mnie zmęczył, jakże to odmienne kino od Kolejnego roku, czy Sekretów i kłamstwa. Odmienne nie tyle w stylu opowiadania, ale raczej w bohaterach, w tym co robią, co jest dla nich ważne. A może to tylko moje odczucie? Ale gdy tam miałem wrażenie, że oglądam pewną całość, że w opowiadanej historii każdy ma jakieś swoje miejsce, jest początek, środek i koniec, tak tu to wszystko jest bardzo płynne i chaotyczne. Można chwilami odnieść wrażenie, że to zbiorek scenek, niekoniecznie ze sobą powiązanych, o bohaterach dowiadujemy się niewiele, a ważne są jedynie interakcje jakie między nimi się dzieją.

wtorek, 22 maja 2012

Sekrety i kłamstwa, czyli jak w zwierciadle

    Zanim ogarnę jakieś pomysły a propos wyzwania z Bolesławem Prusem, jeszcze jedna notatka filmowa. Kolejne dzieło Mike'a Leigh - mistrza w opowiadaniu o zwykłych ludziach i ich problemach. Dla jednych nie tylko kino społeczne, ale przyglądanie się relacjom przez lupę i niesamowita dawka prawdziwych emocji. Nie są to obrazy łatwe do oglądania, ale przy odrobinie wysiłku i uwagi ileż można smaczków z nich wyciągnąć. Wydawało by się nic nadzwyczajnego - zwyczajne życie, codzienne mijanie się, jakieś tarcia, obojętność, niepokoje, brak szczęścia, jakieś radości, pustka, pragnienie zmiany, brak nadziei. Powolne, bez specjalnych punktów zwrotnych rozwijanie akcji. Ludzie i emocje - to jest tu najważniejsze. I może dlatego te filmy mogą zachwycać - bo są o życiu i czujemy, że są prawdziwe. Nawet wśród aktorów nie znajdziemy żadnych gwiazdek (reżyser zresztą często korzysta z tych samych twarzy), by nie odciągały naszej uwagi.

    wtorek, 21 lutego 2012

    Kolejny rok czyli szczęście w prostej codzienności

    Dzień bez czegoś kulturalnegojakiś mało wartościowy. A dziś mimo zmęczenia i nawału spraw słuzbowych na szczęście i trochę przyjemności kulturalnych się udało wcisnąć... Skończyłem lekturę cholernie mocnego "Requiem dla snu" (kochani niedługo pójdzie w Wasze ręce), a w ramach naszego DKK na Ochocie mieliśmy zorganizowane spotkanie ze Sławomirem Koprem. Wrażenia wkrótce, a na dziś zanim padnę jeszcze szybka notka o jednym z filmów obejrzanych w ubiegłym tygodniu. "Wzięło" mnie na Mike'a Leigh.  Na początek "Kolejny rok", w kolejce następne. Duzo mam takich pomysłów, aby poznać jakiegoś twórcę lepiej, przypomnieć sobie, ale potem brakuje mi konsekwencji, bo pojawiają się nowe, bardziej kuszące rzeczy... Ech ten mój słomiany zapał.